Odezwał się organizm. To jest bunt, chyba. Leżę przed ekranem. Oglądam Idola. Łupie mnie w plecach. Na biurku stos papierów. Rzeczy do zrobienia na tydzień temu leżą i kwiczą. Zjadłem opakowanie jakichś pigułek. Wolałbym kwas już, niż te mulące tabletki, co na grypę pomagają. Apsik.
Archiwa tagu: warszawa
walcie tynki
Życzę wszystkim miłego i upojnego walentynkowego świętowania lub walenia tynków.
Poza tym – wszystkie listy za wojną, przeciwko wojnie, w obronie teatru w Łodzi, łańcuszkach szczęścia i pokarmowych, od nigeryjskich uszczęśliwiaczy i rozdawaczy kasy trafiają w jedno miejsce – TRASH. Pieprzone zaśmiecanie skrzynek i miażdżąca wojna z Babylonem, który tak naprawdę to jest w naszych głowach, w tym co robimy, a nie gdzieś tam na górze.
Pikuś metro
Zabawkowe metro, jak kolejka Piko.
Pikujące metro, dwa tory, pustka, krótkość.
Przewidywalność, natychmiastowa zakończoność, cisza, 7 rano.
Wzrok uciekający spotyka się w odbiciach.

The greatest hits of polish kitchen.
Ostatnio stołuję się w JADŁODAJNI na Stalowej. Bardzo przyjemny lokal. Jezus Chrystus wisi. I dwa pejzaże. I jest kompot za 1 złoty. I the greatest hits of polish kitchen. Na razie zasmakowałem porażającej zupy pomidorowej, jarzynowej i barszczu. Oczywiście nie tak jak Mamma robi, ale nie mogę narzekać. Tanio, zdrowo i jest ochroniarz też, bo jak wszyscy prawostronni Warszawiacy mówią, w życiu na Pragę by nie pojechali, bo tam niebezpiecznie i mogą cię zabić, i to nawet dwa razy. A szczególnie na Stalowej.
Gimme shelter
Kiedy byłem mały i jeszcze chciałem być rockendrolowcem, a nie ziomalem, kupowałem TYLKO ROCKA (od pierwszego numeru). Wąsaci redaktorzy z łysą czaszką i kitką z tyłu prezentowali kawałki o wielkich z lat 60. i 70. – poznawałem wtedy muzykę i wszystko było dla mnie nowością. Led Zeppelin, Doors, Purple – istnieli na łamach tej gazety, jakby wciąż wydawali płyty, a w Polsce słuchało się tylko tego. Można było już kupić legalnie pirackie kasety na targowiskach i w sklepach, więc żyliśmy grubo. Tanim winem i rock and rollem.
Raz przeczytałem o pewnym filmie dokumentalnym o słynnym koncercie Rolling Stones w Altamont. Podczas grania kawałka „Sympathy for the Devil”, ochroniarze zatrudnieni przez zespół (słynni Hells Angels w dżinsowych kurteczkach, harlejowcy, długowłose pijaki z brzuchami jak balony) zabili czarnoskórego mężczyznę. Właściwie tylko słyszałem, że jest to niesamowity dokument, którego nigdzie nie można zobaczyć.
A wczoraj na jedynce leciał. W nocy. Siedziałem jak zahipnotyzowany – niesamowita antyteza Woodstocku i dzieci kwiatów. Piękny i mroczny film. I gdyby był filmem fabularnym, to przełknąłbym go niczym „Urodzonych Morderców”, „Se7en” czy jakiś film Lyncha. Można odnieść wrażenie, że to wszystko zostało wymyślone. Że to wszystko powstało w głowie Jaggera. A jednak – to wszystko wydarzyło się naprawdę.
Znów nie spię
Staram się wyrównać balans w moim zegarze biologicznym. Ciężka sprawa. Miało to nastąpić właśnie dziś, ale się nie udało. Heh, co za pech.
Wkrótce znów walka w kolejnych redakcjach. Wiem, jak rozmawiać z pani redaktorkami, fotoedytorami. Minuty w lustrzanych windach, nowoczesne budynki mieszczące 15 redakcji należących do jednego magnata medialnego.
Wino Sofia ostatnio jest coraz bardziej różowe. A Beatlesi w słuchawkach tacy sami jak zawsze.
dlaczego niby śmiałem usunąć komentarze
Tak, właśnie, proszę nie pisać mi maili, dlaczego niby śmiałem usunąć komentarze. Po prostu ich nie będzie. Rzucam komentarz w kąt, aż do wyjazdu, do którego pewnie nie dojdzie, bo wszystko się zmieni, wstąpię do sekty raelian i porwą mnie kosmoludki w zielonym batyskafie.
Zrobiłem stronę WWW dla pewnej pani. O tym będzie potem. Bardzo panią lubię, ale niestety się rozminęliśmy. Oczywiście sam tego chciałem, ale ok. Tak miało być.
Siedzę ze słuchawkami na uszach. Miałem puścić muzykę. Miałem posprzątać w domu. Tę czynność przełożyłem na jutro, czyli dziś.
Przeczytałem „Głód” Knuta Hamsuna. Lubię takie rzeczy. Jest to opowieść o młodym inteligencie, nieprzystosowanym do życia w normalnym społeczeństwie. Koleś próbuje pisać artykuły za mizerne pieniądze, które i tak nie przychodzą za łatwo. Rzecz dzieje się w Norwegii, pod koniec 19 wieku. Głód, spanie po bramach, parkach, majaki, brak weny, samotność. Strasznie lubię takie historie. „Pasja życia” o Van Goghu i „Księżycowy Pałac” Austera miały coś z tego. Na pewno też jakieś wspomnienia wróciły, szczególnie z wypraw autostopowych 1995-1997. Gdy rozum głodny, ciało wyniszczone po dniach wędrówki, włóczęgi, budzą się demony, przekracza się pewną barierę w mózgu, wszystko staje się ostrzejsze, wyraźniejsze, zapachy uderzają z intensywnością jak nigdy. Na pewno też człowiek zwierzęceje, nie przejmuje się właściwie niczym, zastanawia się tylko nad tym, gdzie by się przespać za darmo, zjeść za friko i złapać stopa do następnego miasta.
+ | –
Dziś pojadę do Empiku. Trzeba kupić organizer. Co z tego, że sobie zapiszę rzeczy w pliku txt, jak nie otworzę go wtedy, kiedy trzeba. Poza tym tusz się w drukarce wyczerpał, więc nie mogę tego drukować.
Haha, tak sobie pomyślałem, że się nie dziwię moim staruszkom, że mnie biją po głowie za robienie bałaganu, kiedy jestem w Kłodzku. Wcale a wcale. Mam to samo, jak nie będzie ten bałagan posprzątany, to właściwie nie jestem w stanie zrobić nic sensownego. Szczerzące się na mnie sterty kubków po kawie, patelnia po jajku, wszystkie gazety z ostatnich 2 tygodni, 3 otwarte książki („Głód”, „29,99”, „Strach przed lataniem”) wokół materaca pokrytego ubraniami, bzdetami. Brudny brodzik, błoto w przedpokoju, klej do zdjęć w umywalce. Na biurku CD-ki, sprzęt, baterie, zdjęcia, niezeskanowane negatywy.
W głowie niedokończona książka, 5 artykułów, jeden pomysł do realizacji – który mogę zrobić wizualnie sam do końca, potrzebuję tylko muzyki, aby ktoś napisał lub użyczył (myślę o muzyce Grammatika w tym momencie, bo najbardziej pasuje do tego, co wymyślam). Szczegóły wkrótce ;) Będzie to film dokumentalny.
Praca, kasa, zlecenia – to też jakieś rozmyte. Indie – również. Wszystko niby się w dobrym kierunku toczy.
Pieprzony głód wszelkich zmian. We wszystkim, co robię. Weryfikacja.


