Miesięczne archiwum: Maj 2005

Z Lijiang do Kunming

Lijiang to chi?skie Krupówki, pe?ne turystów, przechadzaj?cych się po przeuroczych uliczkach i pstrykaj?cych swoimi nowiutkimi cyfrówkami. T?umy azjatycki i zachodnich turystów ze swoimi flagami, parasolami spaceruj? labiryntami starego miasta, przystaj?c tu i ówdzie, z uwag? ws?uchuj? się w to co ma to powiedzenia przewodnik. Turyzm. Oni dostarczaj? kas? do takich miejsc, ?pi?c w trzygwiazdkowych lub wi?cejgwiazdkowych hotelach. Wszystko ?licznie i pi?knie i jak?e banalnie nudno.

Dojechali?my 27 maja. Z mozo?em przejechali?my tuktukiem przez stare miasto – nie wiem czy to legalne (raczej nie) , lecz nikt nas nie zatrzyma? ani nie powiedzia? z?ego s?owa, tylko setki zaskoczonych oczu odprowadza?y nas wzrokiem. W hotelu spotykamy Lucy z Anglii – ma?olata, 19 wiosen, sp?dzi?a par? miesiący gdzie? w zapomnianej wiosce w Zachodnim Tybecie ucz?c angielskiego. Sp?dzamy razem popo?udnie i wieczór, kawa, Internet, syczua?skie ?arcie i par? piwek w Praque Cafe (tam spotykamy równie? Nin? i Em? z Holandii, na które wpadam dos?ownie w ka?dym miejscu, pocz?wszy od Hue w Wietnamie). Lucy zamierza odwiedzi? swoj? przyjació?k?, która mieszka w Yuhu, u podnó?a Yulong Xueshan (Jade Dragon Snow Mountain) wznosz?cej się na wysoko?? 5500 metrów. Decydujemy się jecha? wraz z ni?. Nast?pnego ranka budz? mnie odg?osy pi? tarczowych – od 8 rano trwa remont hotelu. Nie dali pospa?, przynajmniej obudzi?em się wcze?nie. Nie robi? za wiele zdjęć w Lijiang – estetyczna nuda, czaruj?ca architektura zasrana sklepami z tandet? i znów t?umy odwiedzaj?cych. Wsuwam niewielkie ?niadanie, za które s?ono p?ac? (cena za przebywanie w tym miejscu). Wraz z Lucy odwiedzamy jej przyjació?k?, która nie mo?e jednak by? wieczorem w swojej rodzinnej wiosce. Jej mama przygotuje dla nas kolacj?. Wskakujemy w trójk? na tuktuka i ruszamy w stron? o?nie?onej góry, zatrzymuj?c się na chwilę w niewielkiej wiosce Baisha. W końcu docieramy do Yuhu – rodzice przyjació?ki Lucy prowadz? niewielki hotelik – lecz postanawiamy wsun?? kolacj? i wyruszy? na poszukiwanie noclegu w górach, pod go?ym niebem. Mój bud?et skurczy? się do zera w portfelu 120 juanów ale dam rad?. Po kolacji ?egnamy się z Lucy i wracamy do Lijiang aby odnale?? drog? wyjazdow? na wschód – na po?udnie Syczuanu. Niby nic – ale ile problemów – ka?da osoba zapytana o drog? mówi co innego. Dwie godziny kluczymy po przedmie?ciach Lijiang aby w końcu trafi? na w?a?ciw? drog?. Wyje?d?amy w góry – jak zwykle szukanie odpowiedniego noclegu. Warunek – z dala od wiatru i drogi, aby móc spokojnie rozpali? ognisko. Chyba najlepsze miejscówki to stare kamienio?omy – sk?d czerpano kamienie do budowy autostrad i nowych dróg.

Kolejny dzień (28 maja) od rana do nocy w drodze. W gór? i w dó? – tuktuk z mozo?em pnie się po ?limakach górskich dróg, ?eby par? minut pó?niej zje?d?a? z osza?amiaj?c? pr?dko?ci? 70km/h w dó? (na neutralnym biegu, aby zaoszcz?dzi? na benzynie, o czym już wcze?niej wspomina?em). Naszym celem jest Panzhihua w Syczuanie. „Cel” jest jedn? wielk? niewiadom?, otó? wjechali?my w tereny nieopisane w „China Lonely Planet” – wi?c szansa aby spotka? innych obcokrajowców równa jest zeru. No i dobrze. Jedziemy wi?c, silnik brzmi dobrze, ?adnych skowytów, szmerów, pierdni?? – ale wi??e się to równie? z nawierzchni?, która jest wy?mienita. Temperatura zmienia się z godziny na godzin? – od ch?odnego poranka, po gor?ce i s?oneczne popo?udnie i wieczór gdzie? w zag??biu przemys?owym po?udniowego Syczuanu, gdzie klej?ce powietrze jest 50 razy gorsze ni? w Katowicach.

Gdzie? w po?owie drogi tuktuk zaczyna się krztusi?. Znów ten sam problem – odkr?ci?y się ?ruby od rury wydechowej i t?umika. Gdy nie dodaje się gazu podczas jazdy, Sarah się krztusi i popierduje z cicha a czasem g?o?niej. W jednej z zapomnianych przez ?wiat mie?cin zatrzymujemy si?, aby zreperowa? ponaddźwiękowiec. Niestety po przeszukaniu 3 kartonowych pude?ek pe?nych ?rub i nakr?tek nie znajduj? prawid?owej. S? dwa typy – albo 5mm albo 6mm – a my potrzebujemy 5,5 mm, albo przynajmniej nam się tak wydaje. Znów 3 godziny sp?dzone w warsztacie. Mamy na szczęście t?umaczk? – 16 letni? dziewczyn?, mieszkaj?c? po drugiej stronie drogi – jest ona nasz? pomoc? w porozumiewaniu się z upapranymi w smarze kolesiami. Jest ca?kiem zabawnie, w końcu reperuj? co trzeba (za friko) i ruszamy dalej.

Krajobraz zaczyna się zmienia? – z pól ry?owych teleportujemy się w tereny kopalne. Kominy dymi?, powietrze jest brudne i g?ste, bez ochrony oczu ani rusz. W końcu wje?d?amy w zag??bie przemys?owe. Brzydkie blokowiska jak w Polsce, dziurawe ulice, korki, tysi?ce ludzi siedzi przed domami, popija browara, atmosfera pikniku – no tak jest sobota wieczór. Znajdujemy Internet, a potem przy wje?dzie na drog? do Kunming, konsumujemy gór? kurczaków z grilla i innych znakomitych mi?siw, wszystko popijaj?c napojem z witamin? C. Woko?o zbiera się grupka ludzi, przychodz? pytaj?, m??czy?ni z min? fachowca kopi? w marne oponki tuktuka – siedzimy tak godzin?. Ca?kiem przyjemne miejsce – ludzie są ciekawi, pewnie nie widzieli podró?nych od d?u?szego czasu – no bo jaki by?by powód aby zwiedza? to miejsce? Dla mnie jeden – zdjęcia, cho? nie robi? ich za du?o – inaczej jak podró?uje się w?asnym transportem – właściwie ca?y czas my?li si?, jak dosta? się z miejsca na miejsce, czy te? reperuj?c motor.

Nocleg w górach, noc by?a ciep?a, 9 godzin jak zabici gdzie? na po?udniu Syczuanu. Znów w drodze. Ten dzień b?dzie trudny i ci??ki. Pierwsze 2 godziny droga by?a równa jak stó? bilardowy – mogli?my rozwin?? niesamowit? jak na Sar? pr?dko?? 70km/h z górki. S?oneczko grza?o i było ca?kiem przyjemnie. Nagle droga zamieni?a się w koszmar. Asfalt zacz?? się topi? w 45 stopniach ciep?a, ogromne pomara?czowe ci??arówki transportowa?y kamienie, piasek i cement na okoliczne budowy. Zmieniali?my się przy kierownicy co par?dziesi?t kilometrów, lecz 20km/h na godzin? do by?a ?rednia. Siedz?c z ty?u prze?ywa?em katusze obijaj?c sobie ty?ek na wertepach i dziurach. B?d?c u steru musia?em by? bardzo ostro?ny, uwa?aj?c na innych u?ytkowników tej syfiastej drogi. W sumie po wertepach zrobili?my jakie? 220 kilometrów tego dnia, aby pod wieczór dojecha? do miasta oddalonego o 74 kilometry od Kunming. Tuktuk psu? się ca?y czas – w końcu w jednym z warsztatów przyspawali rur? i problemy się sko?czy?y. Wieczorem wjechali?my do Kunming po szalonej wieczornej je?dzie po autostradzie. Znów The Hump, par? browarów, kolacja z grilla u muzu?manów i zas?u?ony sen. Tydzie? w drodze po drogach Yunanu. Nie wszystko się da?o zobaczy?, nie dotarli?my na pó?noc a? do Tybetu – ale na to przyjdzie jeszcze czas.

Pojutrze ruszamy w stron? Guilin. Mam nadziej?, że sp?dz? tam swoje ostatnie dwudzieste urodziny. Za rok trzydziestka.


Beware, Grannies – These sweet little old women are not as innocent as they look. They are actually part of a large underground criminal organisation.


Dali – Ideallic view from the balcony of our 3 Dollar-a-night guest house


Duncan Dares! – Anyone remember that one? Well this beautiful young lady just so happens to be his daughter Lucy.. and I’ve met her!


Who said pets look like their owners? – I think this image clearly proves otherwise


An elderly gentleman sitting on a rock – Not much more I can really say!


If I lived to be as old as the people in this photograph I still don’t think I’ll understand the game they are playing.


By the side of the road – Stopping to take in the Scenery and for Bart to do what he does best!


Cooling off – Nothing beats taking a shower in a cool waterfall on a hot day after 3 days on the road.


God Damn Exhaust – Trying to re-attatch the exhaust for the umpteenth time. This guy wasn’t much use so we resorted to tying it on with a guitar string and a safety pin (thanks Nadine)


Yes Mother I am sleeping on the edge of a cliff – Perfect camping spot on the way back to Kunming

Chiny – wszystkie zdjecia z wyprawy tuktukowej i inne
 J.J. Nelson Womens Jersey

Otagowano

tuktuk diaries czyli opowiesci tuktukowe ;)

Zaczn? od początku. Po przybyciu do Kunmingu próbowa?em zaplanowa? tras? po Chinach – kiedy? uwielbia?em kartkowa? przewodniki Lonely Planet – teraz podchodz? do nich z coraz bardziej sceptycznie, wi?c nie kwapi?em się do tego. Pustka w g?owie i raczej mieszane uczucia co do kolejnych posuni?? – wiedzia?em jedno – ?adnych zorganizowanych wypraw czy biur podró?y jak w Wietnamie (tam po prostu nie było wyj?cia czasami). Sprawdzaj?c poczt?, odebra?em email od Iana (Anglika, którego spotkałem wcze?niej w Hoian i Sapie). Ian utkn?? na granicy w Lao Cai, maj?c problemy z za?atwieniem wizy do Chin. Szwendaj?c się po mie?cie trafi? na zdesperowan? Szwajcark?, próbuj?c? (bezskutecznie) przewie?? tuktuka (trójko?owy motorower, a nazwa prawdopodobnie to onomatopeja – od dźwięków jakie wydaje z siebie silnik) do Wietnamu. Biurokracja, niech?? urz?dników i przepisy nie pozwoli?y jej na to wi?c szuka?a kupca na maszyn? o imieniu Sarah. Ian nie zastanawia? się d?ugo i zakupi? pojazd za 550$ (prawie nówka sztuka, z przebiegiem 2000 km). Chc?c zmniejszy? swoje koszty wys?a? mi maila z pytaniem czy nie chcia?bym partycypowa? w zakupie. 5 minut namy?lania się i wys?a?em mu pozytywn? odpowied?.

Londy?czyk jecha? 11 godzin przez góry do Kunming i dotar? w piątek popo?udniu. Tuktuk kojarzy mi się z solidnymi maszynami jak te w Tajlandii czy Indiach – nasza Sarah ma jednak tylko 50 centymetrów sze?ciennych silnika – co ma swoje dobre i z?e strony. Plusem jest to, że nie potrzebujemy ?adnych papierów, aby porusza? się po Chinach, nie mamy nawet rejestracji, jedynie dokumenty zakupu. Minusem jest jednak s?aby silnik – nie b?dziemy mogli dotrze? w wysokie góry (zreszt? zakrawa?o by to na szale?stwo). Wybrali?my się do muzu?ma?skiej knajpy na grillowanie kurczaki i bak?a?any aby przemy?le? kolejne posuni?cia. W par? minut mieli?my plan – dotrze? w trzy tygodni do Hong Kongu (chcia?bym zakupi? nowe obiektywy tam?e, jak i wyrobi? now? paromiesiączn? wiz? do Chin, która przyda się po powrocie z Japonii).

Tuktuk wymaga? jednak drobnych napraw – przede wszystkim fotel kierowcy (zespawali?my za dolca w jednym z warsztatów) jak i zakupienie i dokr?cenie wszystkich brakuj?cych ?rub (Sarah ma t? wad?, że lubi je gubi?).

Postanowili?my wyruszy? w niedziel? popo?udniu. Kac straszliwy po paru wieczorach sp?dzonych w Kunming (mówi si?, że to najlepsze miasto do zabawy w Chinach), za?atwili?my ostatnie sprawy, zakupy i o 16:00 po zapakowaniu plecaków wyruszyli?my w stron? autostrady, w kierunku Dali. Wydostanie się z Kunming okaza?o się nadzwyczaj ?atwe. Ian wzi?? na swoje barki kierowanie a ja zaj??em się map? – w nieca?y kwadrans byliśmy na autostradzie. Chiny. Przygoda. Niezale?no??. Jazda. Pierwsze kilkadziesi?t kilometrów to by?a czysta przyjemność. Zaraz za Kunming zamienili?my się miejscami i zasiad?em za sterami naszego pojazdu. Sarah ma 4 biegi i jeden neutralny. Osi?ga maksymaln? pr?dko?? 60km/h na prostej i równiutkiej nawierzchni bez wybojów, 70-80 km/h z górki, i 20-30 km/h pod gór?. Po pi??dziesi?ciu kilosach coś zacz??o się sypa?, skrzypie? i szele?ci? – zwolni?em a potem w ogóle się zatrzymałem. Po krótkich ogl?dzinach okaza?o si?, że odkr?ci? się starter motoru. Szwajcarski scyzoryk i jeden klucz za?atwi?y spraw?. Znów w drodze. Autostrady w Chinach buduje się w niesamowitym tempie – na naszej mapie nawet nie ma drogi ekspresowej jedynie lokalne. Jad?c mijamy setki ludzi pracuj?cych na jednym z pasów autostrady, która prawdopodobnie za par? miesiący b?dzie uko?czona. Pracuj? non stop – m??czy?ni jak i kobiety. Za marne wynagrodzenie (20-30$ miesiącznie) buduj? pot?g? gospodarcz? Chin Ludowych. Prawdopodobnie 800 milionów ludzi pracuje za tak? kas? w Chinach. Nie jestem specem od wspó?czesnej historii tego kraju, wi?c je?eli kto? ma uwagi do tego co tu pisz? prosz? o maila. Zreszt? o samych Chinach b?d? wi?cej pisa? w miar? kolejnych dni.

Na 90 kilometrze odpad?a nam rura wydechowa. Ca?e szczęście byliśmy nieopodal stacji benzynowej (nowiutkiej, nie mieli nawet benzyny). I to uda?o się nam naprawi?. Odkręciliśmy ?rubki z fotela jak i u?yli?my linek aby przymocowa? rur? z powrotem na swoje miejsce. Uff, zadzia?a?o – Sarah nie brzmia?a jednak tak samo jak poprzednio. Powoli wrócili?my na autostrad?, prawie kompletnie pust? (trzeba p?aci? od 1-5 RMB, maksymalnie 2 z?ote, za przejazd na specjalnych punktach), wi?c mnóstwo ludzi porusza się w dalszym ci?gu po lokalnych drogach, oszcz?dzaj?c na przeje?dzie). Zasz?o s?o?ce, wci?? jednak kontynuowali?my podró?, podziwiaj?c widoki i napawaj?c się jazd?. Co 50 kilometrów zmieniali?my się przy kierownicy. W okolicach miasta Chuxiong dotarli?my do kolejnego tolla (tam się p?aci za przejazd autostrad?). Drog? zast?pi? nam policjant, który wyrzuci? z siebie par? zda? po chi?sku (ni w z?b). Pokaza?em mu par? banknotów, daj?c do zrozumienia, że chcemy zap?aci? i jecha? dalej do Dali. Niestety – człowiek nie da? się przekona? – daj?c do zrozumienia, że na tym z?omie nie powinni?my się porusza? po chi?skich autostradach. Po krótkim zbadaniu mapy okaza?o si?, że wzd?u? autostrady prowadzi równie? lokalna droga. Zjechali?my wi?c na ni?. By?a 10 w nocy, po raz pierwszy poczuli?my g?ód (ko?o 18 zjedli?my ca?? kaczk? ale nie byliśmy w stanie prze?kn?? talerza pe?nego nie?wie?ej w?tróbki, na której wymo?ci?y sobie miejsce dziesi?tki much). Zatrzymali?my się w przydro?nej ober?y wywo?uj?c sensacje w?ród tubylców. Po raz pierwszy pomóg? nam s?ownik angielsko – chi?ski. Zamówili?my wi?c gar flaków, w?tróbek, wo?owiny, zieleniny i klusek. Chi?czycy jedz? du?o, za du?o – potrawa mia?a by? tylko dla nas dwóch – lecz ca?o?? mog?aby zaspokoi? g?ód dru?yny futbolowej. Nieopodal mie?ci? się warsztat. Jego w?a?ciciele grali w domino lecz entuzjastycznie wyrazili ch?? naprawy tuktuka. Przez trzy godziny dwóch niesamowicie zdolnych chi?skich d?entelmenów nurza?o się w smarach naszego gwiezdnego pojazdu. Zacz?li?my się zastanawia? ile nas wyniesie koszt naprawy. W końcu panowie dokonali cudów – przykr?caj?c wszystkie brakuj?ce ?ruby, przyspawali rur? wydechow?, wyregulowali hamulce jak i naprawili amortyzatory. Mieli?my mo?e 150 yuanów (RMB) na dwóch. Po cichu zacz??em my?le? o oddaniu im zegarka. Gdy nadszed? czas zap?aty – ?ona w?a?ciciela zak?adu napisa?a coś po chi?sku na kartce. W Chinach można się poczu? jak analfabeta i pó?g?ówek. Nie skumali?my. Ta wi?c po paru minutach namy?lania się nakre?li?a cyfr? 5 i dwa chi?skie znaczki. 500? Hm… Popatrzyli?my się na siebie – 500 yuanów to jakie? 180 zeta, czy 60 dolarów – no to by się zgadza?o. Ian wyci?gna? portfel pe?en drobnych banknotów – jednemu z mechaników za?wieci?y się oczy – w portfelu znajdowa? się równie? banknot jednodolarowy. George Washington dzia?a na ka?dego, niezale?nie od kraju. Cała trójka ogl?da?a wi?c banknot ze wszystkich stron, mlaskaj?c i mru??c entuzjastycznie oczy. Nie widzia?em o co im chodzi wi?c dorzuci?em jeszcze 10 yuanów (co? powy?ej jednego dolara). Mechanicy zachwyceni i uradowani pomachali nam na po?egnanie a my odjechali?my w ciemn? noc, u?miechni?ci od ucha do ucha. Sarah znów brzmia?a jak poprzednio. Wygl?da?o wi?c na to, że ?ona w?a?ciciela zak?adu na rachunku napisa?a 5 yuanów (te dwa znaczki prawdopodobnie oznacza?y chi?sk? walut?).

Jechali?my jeszcze przez 2 godziny szukaj?c odpowiedniego miejsca do spania. Zrobi?o się zimno – mijali?my niewielkie wioski, pola ry?owe – obijaj?c sobie ty?ki na wybojach. W końcu dostrzeg?em niewielk? drog? odbijaj?c? w gór? od g?ównej drogi. W końcu – zas?u?ony sen – roz?o?y?em karimat? i nakry?em się dwoma grubymi kocami. Ksi??yc u?miecha? się pe?n? g?b? a ja odpad?em. Ko?o 6 rano obudzi?y nas ci??arówki zmierzaj?ce na budow?, której niestety nie byliśmy wstanie dostrzec w nocy. Czas uderzy? w drog?. Poranki w Yunnanie nie nale?? do najcieplejszych – ubra?em na siebie wszystko co miałem w plecaku i powoli poruszali?my się po lokalnych drogach, szokuj?c tubylców. Musieli?my wygl?da? jak z innej planety w naszym czerwonym tuktuku, za?adowanym plecakami, gitar?, zostawiaj?c za sob? dźwięki z ipoda…

I tak dotarli?my w góry. Sarah z mozo?em na drugim biegu pi??a się w gór? po serpentynach. Nie było tak ?le – jad?c z górki wrzucali?my bieg neutralny i bez wydawania dźwięków silnika (oszcz?dzaj?c bajur?) z pr?dko?ci? 50-60 km/h zje?d?ali?my w dó?. Hamulce sprawowa?y się znakomicie – niestety nie ka?dy ma dobre hamulce. W końcu dosz?o do zdarzenia, które zmrozi?o nam krew w ?y?ach. Prowadzi?em tuktuka wzd?u? ?ciany, droga by?a stroma, wi?c nie mogłem wyci?gn?? wi?cej ni? 20 kilosów. Z góry stacza?a się ogromna ci??arówka – stacza?a się jednak za szybko, min?li?my się na ostrym zakr?cie – i jak w zwolnionym filmie spostrzegli?my, że kierowca nie wyrobi. Podnios?y się ko?a tylnej przyczepy i ca?e monstrum z hukiem przewróci?o się na bok. Szok. Zatrzymali?my Sar? i zbiegli?my na dó? aby sprawdzi? czy kierowca ?yje – nic mu się nie sta?o – by? jedynie w szoku. Okaza?o si?, że mia? p?kni?te o?ki w naczepie i dupa. Jego szczęście, że sta?o się to na takim zakr?cie – gdyby skr?ca? w drug? stron? spad?by kilkaset metrów w dó?. Lekko zszokowani ruszyli?my w gór?. Co? zacz??o się jednak sypa?, tuktuk zwalnia? coraz bardziej i nie szed? nawet na pierwszym biegu. Niedobrze. Na zmian? pchali?my go w gór? lecz w końcu się zatrzyma? wydaj?c z siebie rachityczne dźwięki. No to koniec – przemkn??o mi przez g?ow?. Oblekali?my motor z ka?dej strony – wszystko zdawa?o się by? w porz?dku – oprócz jedno – zapomnia?em spu?ci? r?cznego biegu z powrotem w dó? przez co Sarah nie by?a w stanie wyrobi? po górk?. „G?upi i g?upszy” – nie ulega?o w?tpliwo?ci który z nas jest tym drugim ;)

Potem wszystko posz?o w porz?dku. W 8 godzin zrobili?my 200 kilometrów wyko?czeni docieraj?c do Dali. Podsumowuj?c – zrobili?my 400 kilometrów w 11 godzin jazdy. Chyba nie?le jak na początek podró?y.

Dali to miasto o przepi?knej architekturze, swobodnej atmosferze, po?o?one pomi?dzy Jeziorem Erhai Hu a ?a?cuchem górskim. Spotykamy znajomych z Kunming – którzy zapraszaj? nas na nocn? imprez? na opuszczonej farmie w górach. Wspania?e chwile, nie ma o czym pisa? w szczegó?ach – by?a pe?nia ksi??yca, 50 osób, dobre dźwięki, MC z Anglii, rastafarianie z Chin, Izraelscy mi?o?nicy zio?a, korea?skie pi?kno?ci, dobre wino, zimne piwo i genialna atmosfera – po prostu o 4 rano odda?em się na zas?u?ony odpoczynek.

25 maja ruszyli?my w dalsz? drog?. Przed zachodem s?o?ca opu?cili?my Dali, jad? drog? wzd?u? jeziora do Lijiang oddalonego o 170 kilometów. Równiutka nawierzchnia, zero wybojów, wyborne widoki. W jednej z wiosek zakupili?my butelk? wódki za 6 yuanów, 10 ryb za 5, arbuza za 2, orzeszki, wod?. Mieli?my równie? resztki zio?a z Dali i dwie rizzle. Jedyne co nam pozosta?o to wyjecha? w góry i znale?? miejsce na obozowisko.

Przed samym zachodem s?o?ca dotarli?my do starych kamienio?omów. Znale?li?my dobry punkt z dziur? na wzniecenie ogniska. Wcze?niej chcieli?my kupi? 6 sporych kawa?ków drewna od cieciów z budowy – ci jednak z ochot? nam je ofiarowali, entuzjastycznie wykrzykuj?c coś po chi?sku. Ucz? się j?zyka – na razie tylko podstawowe zwroty zdo?a?em sobie przyswoi?.

Spo?yli?my co mieli?my i nadszed? czas aby się wyspa?.

26 maja rano ruszyli?my w dalsz? podró?. Tym razem oby?o się bez problemów – bardzo dobra droga – przed 11 byliśmy na miejscu.

Dzi? Lijiang. Trzeba zaplanowa? kolejne kroki. Sarah chyba nie jest za mocna aby uda? się a? do Tybetu, szczególnie, że mog? już podziwia? o?nie?one szczyty gór na horyzoncie, wi?c wiem czego mog? się spodziewa?. Prawdopodobnie udamy się do Syczuanu a potem do Guilin. 2000 kilometrów do Hong Kongu, do którego chcieliby?my dotrze? zanim wygasn? nasze wizy.

Jak?e inaczej, jak?e genialnie jest podró?owa? po Chinach w ten sposób – w końcu naprawd? czuj?, że podró?uj?. ?adnych wycieczek, wczasów czy wypadów typowych miejscówek pe?nych turystów. Droga, s?o?ce, wiatr i motor. Jest dobrze.

PS.
Ian wróci? z miasta – dwie wiadomo?ci – dobra i z?a. Z?a – tuktuk wyceniono nam na 2000 yuanów (2 razy mniej ni? zap?acili?my), wi?c Szwajcarka nas albo oszuka?a, albo j? oszukano, albo sam nie wiem… Dobra wiadomo?? – pod?adowano nam baterie w tuktuku wi?c nie musimy już go pcha? za ka?dym razem aby odpali? silnik…

 Derek Stepan Jersey

Otagowano

z dali do lijiang

ten odcinek to by?a ?atwizna… muszę w końcu usi??? i spisa? przygody…


House and hill


Hot hot!! – Scalping out the market for dinner


Dinner – We stopped in a small village just outside Dali to take some photos of the lake and buy dinner of fish, watermelon, Vodka (6 Yuen), and sunflower seeds.


Surface of the moon – We stopped at an amazing quarry to camp after negotiating a price with the land owners for camping a fire wood (free)


Barbeque at its best – In the middle of nowhere, under a cloudless sky, drinking cheap vodka, listening to Johnny Cash on Barts Ipod.


Destination Leijang – Setting of for another day on the road.


Probably the only picture you’ll see on this site that Ian took – Road was so good I took a photo of it


We came, we saw, I conquered (Bart had a nap) – Ok, I didn’t climb the one with snow on it but the one next to it, solo!

pozdrowienia dla jurka dudka od pijanych Anglików ;)
 Ronald Leary Womens Jersey

Otagowano

kolejny etap

dzis wyruszam z Dali do Lijiang – na polnoc do miasta graniczacego z Tybetem. Wciaz nie mialem czasu spisac wszystkie przygody ktore sie nam przydarzyly podczas pierwszego etapu.

Dali wspaniale – super ludzie – spotkalem dzis dwoch Francuzow przemierzajacych od 2 lat kule ziemska na rowerach gorskich – rzucili mi pare info a propos Japonii…

Dzis noc gdzies nad jeziorem a z rana jazda do Lijiang.


 Larry Robinson Jersey

Otagowano

z kunming do dali

Juz w Dali, w koncu. w telgraficznym skrocie informuje ze pierwszy odcinek tripa przez chiny ukonczony. przygoda jakich malo – 400 km przez gory w tuktuku – czasem czulem sie jak w filmie „Glupi i glupszy” w scenie wiadomo jakiej …

teraz odpoczywanko przed kolejnym etapem w gory na polnoc, do granicy z Tybetem. Potem dopisze tekst…


Autostrada z Kunming do Dali. The open road – Everything was going so well, until the exhaust fell off.


Wyprawa zaczela sie w niedziele. Sunday 22nd May – Depart Kunming for Dali


First small glitch – After a popping sound and a loud bang, we looked back to see the exhaust skidding along behind us. Incidentally, just to complicate matters I lost the spanner I’m holding.


Bart (Papa)


Lost in translation. All greek to me – Trying to decipher the Chinese map to establish where the hell we were.


*I’m going to have to give them my watch” – Garage where we carried out some minor repairs – Re-attatched exhaust, new Exhaust housing, tightened brakes, spotted we had lost two brackets holding the body to the chassis, fabricated two new brackets, realigned rear wheels, and tightened drive chain, two guys, three hours work – Cost, 1 crisp Dollar bill.


Camping – We we’re looking for a place to camp away from any rice paddies, but then it dawned on us that this is China, and such a place doesn’t exist.


droga wjazdowa do Dali City – koszmar… We thought this was bad – A 2km stretch of unfinished highway outside Dali. Notice the leaning Body.
 Joe Klecko Jersey

Otagowano

kunming – przygotowania do wyprawy

Jutro wyruszamy w drog?. Cel – dotarcie do Dali – oddalonego od Kunming o prawie 400 kilometrów. Dzisiaj zreperowali?my Sar? (tuk tuka) – za 7 yuanów spawanie siedzenia i przykr?canie ?rub (czyli nieca?e 3 zeta). Nie wiem w co mam r?ce w?o?y?, właściwie nie zrobiłem za wiele zdjęć w Kunming – cho? super to miasto, nawet je?eli zdamy sobie spraw?, że zosta?o zbudowane od początku, a stare zabytkowe domy (szczególnie te z muzu?ma?skiej dzielnicy) zosta?y zburzone. Có? – taka chi?ska droga – pomijaj?c oczywiste fakty – miasto ma niesamowity klimat – szczególnie w okolicach uniwerków… aa no i The Hump – hostel w którym trzeba się zatrzyma?, je?eli kto? planuje par? dni w Kunming…

W ci?gu 3 tygodni musimy dotrze? do Hong Kongu – mam nadzieje, że się to uda. Ian – wspó?towarzysz podró?y to dziwny typek, ale pozytywnie zakr?cony Londy?czyk… się zobaczy – „tuk tuk diaries” zaczynaj? się jutro…

Chiny? B?dzie dobrze – na razie oczywiście nie potrafi? się za bardzo ustosunkowa? … w końcu sp?dzi?em tu dopiero 3 dni…


Sara Tuk Tuk


Naprawa siedzenia


The Hump

 Weston Richburg Jersey

Otagowano

tuktuk o imieniu sara

Ian dorarl po dwoch dniach z granicy wietnamskiej do Kunming – -czerwony jak burak i czerwony jak tuktuk o imieniu Sara (takie imie nadala mu laska ze Szwajcari – poprzedni wlasciciel trojkolowca). Maszyna jest genialna – ruszamy w niedziele popolundniu do Dali a potem w 3 tygodnie jest plan aby dotrzec do Hong Kongu, a potem sie zobaczy…

 Jacksonville Jaguars Authentic Jersey

Otagowano

sapa jeszcze raz

par? fotek z ostatniego dnia w Sapie – właściwie mojego ulubionego miejsca w Wietnamie…

a teraz Chiny… zdjęcia na razie się nie robi? – wch?aniam klimaty w Kunming


sapa blues o 3 rano… photo by evan
 Damon Harrison Authentic Jersey

Otagowano

kunming

zaczelo sie na wariackich papierach… prawie umarlem z powodu upalu na granicy z wietnem. 90 RMB (yuan) kosztowal mnie bilecik na autobus. Okazalo sie ze jest to autobus – sypialnia, ktory psul sie co 10 kilometrow – nawalil silnik, potem hamulce (co nie bylo zbyt zabawne gdzies w wysokich gorach)

rano kunming – spodziewalem sie niewielkiego miastaczka a tutaj cos w stylu warszawy – szalony trafik, wiezowce i oczywiscie nikt nie mowi po angielsku

wraz z Dio z Japonii jakos dojechalismy do hotelu

a teraz sie okazalo ze moge na spolke kupic tuktuka (moto ryksza) i przejechac nim chiny – wlasnie sie zdecydowalem czekam na odpowiedz od Iana ktory spotkal laske z Anglii na granicy z Wietnamem (nie mogla wjechac tuktukiem do Wietnamu) wiec postanowila go sprzedac… witaj przygodo – po raz ktorystam z rzedu….

aha i jeszcze jedno – festiwal fotoblogow sie zbliza

wiecej info tutaj

 Mike Iupati Womens Jersey

Otagowano

chiny

welcome to china – rzekl celnik na granicy, po dokladnym oblukaniu i zeskanowaniu paszportu.

wystarczylo przekroczyc granice i znow inny swiat, nowe zapachy, napisy krzaki – czuje ze beda problemy z porozumieniem sie, zaraz sobie kupie kieszonkowy i bede rysowal aby sie porozumiec …

Mam 3 gdziny do zabicie w oczekiwaniu na nocny autobus do Kunming

na razie bezproblemowo – wymienilem kaske wietnamska na juany, kupilem bilet, teraz internet, moze cos przekasze – niestety nie czuje sie najlepiej – kac morderca i straszny upal

jutro wiecej…

 Andre Branch Authentic Jersey

Otagowano