Archiwa tagu: warszawa

na wakacjach najcięzej pracują złodzieje

Wczoraj w nocy przez okienko obserwowałem farsę. Złodzieje w wieku 7-12 lat zajumali 20 worków chipsów przez źle zamknięte okno w sklepie. Oczywiście byli gliniarze, byli sąsiedzi robiący zdjęcia gówniarzom, ci natomiast wyzywali ich na potęgę, grozili i dalej kradli. Potem jeszcze raz przyszli. Uwieczniłem całość na taśmie. Dla potomnych. Gówniarzom nic nie będzie, nikt ich nie złapie, a nawet jeżeli to ich wypuszczą. 20 worków chipsów? Przecież to nic takiego… prawda?

A potem z tych gówniarzy wyrosną tacy kolesie, jak z dzisiejszej historii.

4:00 rano. Pracuję nad tekstem, gadam z innymi pracusiami i insomniakami, tudzież mieszkańcami NYC na ICQ, wielkie słuchawki na uszach… jest ok. Wtem słyszę jakiś hałas. Spoglądam przez okno, a tu paru typów wynosi TV z mieszkania mojego ulubionego sąsiada (o którym już pisałem parokrotnie). Zlałem sprawę. Lecz za chwilę znowu hałas – złodzieje wrócili po dalszy łup. Przegoniłem ich i wezwałem gliny. Cóż, chłopaki w mundurkach nawet nie próbowali mnie zaskoczyć i zadali mi klasyczne pytania i odpowiedzi: jak wyglądali? – byli w dresach. Gdzie pobiegli? – w prawo, a może w lewo.

Sąsiad na wakacjach – jest typem niekoleżeńskim, więc nikomu z innych sąsiadów nie zostawił namiarów ani nic. Zostawił tylko otwarte okno.

Padam. Jest 5 rano. Gliniarze zabezpieczają okno sąsiada. Pewnie jeszcze będą mi d… truć, jak nie sąsiad, to policja, jak nie policja, to złodzieje. Aaa.. jak ich przeganiałem, to krzyknęli, że zapamiętali też moje mieszkanie. Kurwa – żyć i umrzeć na Pradze Północ.

PS. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiedziałem, że go nie ma od tygodnia (że sąsiada nie ma). Zrobiłbym jakąś ciężką imprezę bez ceregieli, i nikt nie wzywałby policji…

Opublikowano common life | Otagowano ,

blog.pl

Listy, maile, groźby, skowyt, miauki i jęki.

Wszystko będzie, Adaś robi, co może, kurwa, więc nie płacz tutaj, ok?

Połączcie się z nim w myślach przez 10 sekund o 6:66 po południu (to będzie jakieś 19:06) i wydajcie przeciągłe OMM…

Niech moc będzie z wami.

Wróciłem nocnym pociągiem do Warszawy, śnieg aż miło, naprawdę, ludzie o twarzach morderców własnych matek, smutek i rozpacz, ślizgające się samochody na letnich oponach, jak zwykle ten sam wkurwiony kioskarz, który nigdy nie mówi proszę, dziękuję, do widzenia, dobranoc, dzień dobry, hasta mañana,

I nic się nie zmienia.

Sen o wojnie, telefony przez sen, wiem, wiem, muszę wstawać, tyle do załatwienia, wstaję i idę.

Śnieg, śnieg, znowu ten tramwaj, znowu ci sami ludzie, znowu ten kioskarz, u którego kupuję Orbit White w paskach (chyba się mówi w plasterkach czy listkach?).

Jeszcze dziś i jutro.

Pojutrze będzie już inny dzień na innej planecie.

Opublikowano common life | Otagowano

zawsze

Będę robił obrazki, bo ludzie je lubią.

Chyba że zacznę rejestrować zapachy urządzeniem, którego jeszcze nie wynaleziono.

Pojawią się specjalne gazety, w których zamiast zdjęć i relacji z całego świata, będziesz mógł się nawąchać do woli.

Słucham Bena Harpera. Dobrze mnie nastraja i pozytywnie.

Ludzie mnie pytają o kolory. Nie ma „prawdziwych” kolorów. Każdy ma takie kolory, jakie lubi, jakie potrafi stworzyć, połączyć.

Zawsze mnie śmieszyły testy filmów w gazetach foto – „ten film doskonale odwzorowuje kolory”.

Ale po co?

Opublikowano common life | Otagowano

soyka – unexisted record

Opublikowano common life | Otagowano ,

Czas leci, przygotowania do wyjazdu tak sobie, właściwie wszystko gotowe, nic tylko zabrać się, plecak na lotnisko 10 kwietnia i fru.

Dziś wieczór robienie zdjęć na rozdaniu „Fredków”. Jutro coś tam, jeszcze coś tam, ostatnie rzeczy do załatwienia, skok do Kłodzka na 3 dni i powrót do Warszawy.

Pieprzona ciepła woda nie istnieje w moim budynku od 5 dni. Generalnie nie denerwuję się na coś takiego, ale gorący prysznic raz na jakiś czas przydałby się. Poza tym ze zlewu szczerzą się brudne kubki, patelnia po jajku, gary po makaronie.

Opublikowano common life | Otagowano

czasem

Mam te, wiecie, wątpliwości.

6 000 000 Polaków potrzebuje pomocy psychiatrycznej. Najprawdopodobniej się załapię, choć radzę sobie innymi sposobami.

Denerwuję się na to, że za dużo osób mnie czyta. (Jej, jakie to przykre i smutne). Nie mogę wywalić wszystkiego, co mi na wątrobie leży. Przecież nie chciałbym nikogo zranić, huh?

Jadę do Indii, choć nie wiem jeszcze, czy to prawda. Aeroflot (Il i Tu) Warszawa-Moskwa – Delhi czeka na mnie. Mam plan. I go zrealizuję. 15 kwietnia – 2 miesiące, może mniej, zależy od pieniędzy.

I co jeszcze? Właściwie to nic. Aha. Robię głodówkę, hehe, od poniedziałku, bo czuję się przepełniony. Jak umrę, to to moja sprawa.

Opublikowano common life | Otagowano

nie bądź mułem

Polecam tekst w najnowszym Newsweeku o polskich mulach siedzących w przytulnych więzieniach Ameryki Południowej. OMC, a sam bym tak skończył… ;)

29.03 (sobota) zapraszam wszystkich na imprezę bez tytułu (może być np. AMERICANA). Wkrótce więcej informacji. Slide Show z Ameryki Południowej, muzyka na żywo, balanga, mnóstwo miejsca, na kilkaset osób, Stara ProchOFFnia, Warszawa. Na dniach zrobię specjalną stronę z info.

Opublikowano common life | Otagowano

i’m still here

Opublikowano common life | Otagowano

bart’s addiction

Zbieram już tylko na wyjazd. Honoraria spłynęły, więc jak tylko mogłem, pojechałem do sklepu i kupiłem przenośny dysk 30GB do aparatów cyfrowych, z ekranikiem, śliczny mały. Teraz mogę pstrykać bez ograniczeń będąc w drodze. No… i jeszcze bateria, ale ta starcza na 600 zdjęć, więc nie jest źle. Muszę jednak kupić drugą. Wydatek za wydatkiem, a ja pragnę już być w drodze. Na chwilę. Na miesiąc, dwa, poczuć inne zapachy, inne bodźce niech uderzą mi w mózg. Jestem uzależniony od tego. Szukam tematów, składam wszystko do kupy i wiosną ruszam. Na prima aprilis.

Opublikowano common life | Otagowano

panadol stories

Zjadłem opakowanie Panadolu, herbata z cytryną, Bob Marley, „Soul Rebels” z 1970 roku vs. Massive Attack z 2003. Wygrywa to pierwsze na razie.

Wróciłem z giełdy foto, zaopatrzony w 5 filmów do średniego formatu – Mamiya 645 idzie w ruch. No i jeszcze 4 kilogramowy nowy statyw. Hehe… jak baba, od razu szczęśliwy, jak sobie coś kupię ;)

Poza tym, po wczorajszych przewrotkach materacowych, coś mnie pociągnęło w plecach. Czuję się jak w kołnierzu ortopedycznym.

Opublikowano common life | Otagowano