Archiwum kategorii: common life

La Palma

Opublikowano common life |

Mrozu x Zalia – Odpowiedni Moment

Wakacyjny teledysk w środku jesieni z @mrozu_ i @zalia.official nagrany w Andaluzji przez @bartpogoda (dir, dop, photo, drone, edit, color) + @wojtekaffek (dop) + @agata.oz(makeup + hair + video8 camera)

 

Opublikowano common life |

Slovakia, Budapest, Donau.

To jest pejzaż prowizorycznej wieczności. Nic nie trwa, ale wszystko zostaje w pamięci jak zapach spalonego lata. Ostatni tydzień wakacji. Tradycyjnie Słowacja.

Prawie 40C. Rezygnuję z roweru, ten sobie spokojnie leży w bagażniku. Komarom, Komarno, zderzenie granic na Dunaju. Kilometrami ciągną się zarośnięte tereny przemysłowe, jakieś budynki z cegły. Skruszony czas.

Przejeżdżam ze słowackiej strony na węgierską. Tesco, most, Langosz, bloki, katedry i plaże. I pozostałości przepięknej architektury. To wszystko zbudowane 100 lat temu zachwyca, większość potem zasmuca. Szczególnie lata 90te i 00we.

Ciężko zjeżdżać nad rzekę, czasem udaje mi się skręcić. Na zakolu Dunaju, koło Wyszehradu, siadam na moment na kamienistej plaży, motorówki, faceci w gaciach, ktoś leży na kamieniach, ktoś łowi ryby, podgoleni duzi goście w teslach i golfach siedzą w klimie, na odpalonych silnikach. Totalny wdupizm. Jadę dalej.

Budapeszt. Kiedyś w 88, potem jedna noc na dworcu w 1997, inna noc na wzgórzu Gellerta z @bedur jadąc autostopem/pociągami/busami do Syrii w 1999. I to chyba tyle. Nigdy nic więcej zawsze coś przelotem. Tym razem tak samo krótko ale w zupełnie innym odbiorze, tonący w słońcu, wyspa w orbaniźmie, mega architektura. 5 godzin łażenia. Nic poza tym nie wiem, ale na pewno wrócę.

I jeszcze tak sobie myślę, że spokojnie Madziary mogli mieć dodatkowo inny alfabet, jakieś runy to już by na maxa udziwniłoby tą równoległą rzeczywistość.

 

Opublikowano common life |

Napoli, Neapol.

 

Nie wiem, co to za miejsce, ale mam wrażenie, że wszystkie głębokie, poplątane korzenie świata spotkały się właśnie tutaj. Jakby ktoś połączył Havanę z Marakeszem, wrzucił trochę Udaipuru, dodał stary Kazimierz z lat 90., zapach kadzideł i potu, kurz, dźwięk radia. Wszystko się tu skleja w coś nieprawdopodobnego.
A nad tym wszystkim unosi się duch. Duch Diego. Nie jakiegoś tam piłkarza. Tu Maradona to nie legenda. Tu Maradona to religia.

40 tysięcy kroków – schody, piętra, ulice, zaułki. Miejsce porażające. Piękne. Totalne. I tak intensywne, że teraz jedyne, o czym marzę, to wsadzić głowę do wanny z lodem.

W Rione Sanità albo Quattro Spagnoli widać życie od środka. Pranie trzepocze nad głową. Dzieci grają w piłkę między skuterami. Kuchnie, sypialnie i salony wychodzą na ulicę. Meble z Ikei obok plastikowych foteli z lat 80.

Rano wszystko otwarte. Warsztaty jakby wypłynęły na chodniki. Silniki rozbebeszone, śrubki, olej, stare kalendarze z nagimi kobietami przyklejone do pordzewiałych rolet. Pachnie spalinami i plastikiem. Ekipy z Afryki / Azji Południowej / Bliskiego Wschodu rozkładają towar na ziemi, okolice między dworcem a Rione Sanità to piękny spacer dla lubiących mniej oczywiste klimaty.

Pod kościołem, w Centro storico di Napoli, dwa ziomy z irokezami, tatuażami, podpierają ścianę w pozycji leżącej. Tak po prostu, rozbici jak śmieci po sobotniej burzy. Jeden z nich – twarz jak wykuta z gliny i brudu, oczy przewrócone – trzyma butelczynę z alko.

I rzuca po polsku.
– Jeeebać system.

A ja akurat przechodzę, spoglądam, nie jakoś celowo, ot – oko mi się zsunęło. On to łapie, że rozumiem ten jego polski bełkot. Podnosi głowę i cedzi przez zęby:
– Co, kurwa? Coś się PANU nie podoba?

Stary polski żul, tak stary jak ja. Pewnie na początku dziewięćdziesiątych autostopem wyjechał i nigdy nie wrócił.

Szybko nadchodzi pora obiadu i siesta. Potem na chwile powietrze staje, mniej skuterów, ludzi na ulicy, pozorny spokój. Dormita dormita i wszyscy wracają na podwójnym spidzie, dwie trzy osoby na skuterach bez kasków w jakimś synchronicznym ‘o ballo na wąskich ulicach.

Ludzie gadają. Ale to nie jest włoski. To jakaś mowa portowa, rozkołysana, brudna, porysowana. Dialekt jak z innej epoki, z innego kontynentu. Trochę hiszpańskiego, trochę arabskiego, greckiego, francuskiego, angielskiego, co nie ma już nazwy, bo dawno zniknęło z map.

Czy robienie na filmie ma sens?

Nie ma.

Jednak egzystencja przecież składa się z samych bezsensów.

Zabrałem do Neapolu kupione po jednej sztuce efektowe filmy z @lomography . Co gorsza, miały na sobie napisane 100–400 ISO i nie pamiętam, na ile ustawiłem. Do wywołania oddałem je też bez informowania (pewnie wywołali na 200).

No i trochę to pasuje do spoconego, zgniłego miasta, upalnego, apokaliptycznego przełomu lipca i sierpnia 2025 roku.

Następnym razem zakopię je w ziemi, zaleję kompostem ;) i wywołam za 5 lat.

 

 

 

 

 

 

Opublikowano common life | Otagowano , ,

20 lat temu.

Wyniki wyborów mną potrzasły, że musiałem od rana uciec w jakieś archiwa i popatrzeć sobie jak to kiedyś było. Bo na tym starym dysku w katalogu „countries” gdzie było dużo egzotycznych jotpegów, dalekich tiffów i zagranicznych .dng był też jeden folder który nazywa się Polska i zawierał 3970 plików. Zdjęcia robie chyba wtedy w większości przez okno mojego okna na ul. Kowieńskiej. Tam zawsze dużo się działo. Poza tym Praga Północ, Żoliborz, Centrum. Autobusy i tramwaje.

Normalnie postawiłbym teraz tą Polskę z tamtych lat obok Kuby czy Kazachstanu. Tak pomiędzy nimi. 2001-2004 przed wejściem do Unii. Wszyscy co mieli wyjechać z PL wyjechali.

Szokujące że bardzo mało ludzi wtedy na codzień robiło zdjęcia, w ogóle nikt nie fotografował zwykłych chwil, bo aparaty były do uwieczniania momentów najważniejszych, a nie trzepania dywanu, pójścia do warzywnika. Czasem jedna czy druga osoba miała aparat, wiadomo telefony już były jakieś ale się z nich dzwoniło 5 sekundowe wrzuty żeby nie płacić.
No I nienawidziłem Polski do zdjęć, była masakryczna. Wolałem Amerykę Południową, Indie, Azję. Ba! Nawet Bałkany wolałem.

Patrzę na te nieudane zdjęcia, nieudolne, oszczędne, beztroskie, bezsensowne, czasem celowo z dziwnym pomarańczowym filtrem, albo jpg z balansem bieli tak żeby było zielono – jak u Won Kar Waia. Przypadkowe, brzydkie zdjęcia, brzydoty jaka nas otaczała. Kicz, wizualny harkdkor, zaniedbane domy, zniszczone ulice, ludzie sklepani losem.
Jak bardzo się Polska zmieniła. I to widać nie tylko w dużych miastach. I gdyby nie EU bylibyśmy Mega Transnistriją w rzeczywistości alternatywnej do której poniektórzy bardzo by chcieli wrócić.

Możemy się wszyscy spierać i kłócić, chodzić do kościoła czy nie, być prawakiem lewakiem, ale nie zmieniajcie sobie otoczenia. Bądźmy w Europie a nie w USSR.

1 czerwiec – TRZASKOWSKI.






































Opublikowano common life |

Slovakia Winter

Created with RNI Films app. Profile 'Agfacolor XP 160 Vibrant’

Created with RNI Films app. Profile 'Agfacolor XP 160 Vibrant’

Opublikowano common life, travel | Otagowano

Gravel in Slovakia

Sierpień w słowackich górach. Już miałem pisać o fico, teoriach spiskowych, niezrozumiałej “miłości” do putinlandu, antynatowskich i antyeuropejskich bzdurach wypisanych na wszechobecnych billboardach z twarzami przeróżnych typów i typiarek. Ale nie o tym będzie, bo wolałem jeździć rowerem, słuchać podcastów i książek albo wsłuchiwać się w chrzęst kół na żwirze.

Świetnie jeździło mi się po Słowacji. Może dlatego, że jestem fanem Jozefa Kariki, zwłaszcza jego powieści “Szczelina”, która bardzo przypomina mi „Blair Witch Project”. Inne książki Kariki są podobne, ale to właśnie „Szczelina” wywarła na mnie największe wrażenie, szczególnie kiedy mieszka się na Słowacji, w miejscu podobnym do opisanego w książce.

Wielokrotnie „gubiłem się”, wyłączając mapy.cz, a potem ponownie je uruchamiałem, po przejechaniu jakiejś zapomnianej ścieżki pod górę, skręcając zupełnie w drugą stronę do wioski, w której wcześniej nigdy nie byłem.

Opuszczone domy, pasterskie chatki, zrujnowane fabryki, które swoje czasy świetności miały jeszcze w CSSR. Oldschoolowy klimat. Małe miasteczka, niewiele z nowoczesności, którą znamy dziś. Dziurawe podrzędne drogi i ogromny upał. Temperatura oscyluje wokół 40°C i więcej. Mijam spalone pola słoneczników, które smutno spoglądają czarnymi główkami w ziemię. Nad asfaltem drży powietrze, tworząc mikroskopijną fatamorganę.

 

Opublikowano common life, small trips, travel | Otagowano , , , ,

spring / summer / Warsaw and around

Opublikowano common life | Otagowano , ,

Winter in Slovakia

 

Opublikowano common life | Otagowano ,

Summer / Dalmatia

Opublikowano common life, travel | Otagowano ,