Archiwa tagu: neapol

Napoli, Neapol.

 

Nie wiem, co to za miejsce, ale mam wrażenie, że wszystkie głębokie, poplątane korzenie świata spotkały się właśnie tutaj. Jakby ktoś połączył Havanę z Marakeszem, wrzucił trochę Udaipuru, dodał stary Kazimierz z lat 90., zapach kadzideł i potu, kurz, dźwięk radia. Wszystko się tu skleja w coś nieprawdopodobnego.
A nad tym wszystkim unosi się duch. Duch Diego. Nie jakiegoś tam piłkarza. Tu Maradona to nie legenda. Tu Maradona to religia.

40 tysięcy kroków – schody, piętra, ulice, zaułki. Miejsce porażające. Piękne. Totalne. I tak intensywne, że teraz jedyne, o czym marzę, to wsadzić głowę do wanny z lodem.

W Rione Sanità albo Quattro Spagnoli widać życie od środka. Pranie trzepocze nad głową. Dzieci grają w piłkę między skuterami. Kuchnie, sypialnie i salony wychodzą na ulicę. Meble z Ikei obok plastikowych foteli z lat 80.

Rano wszystko otwarte. Warsztaty jakby wypłynęły na chodniki. Silniki rozbebeszone, śrubki, olej, stare kalendarze z nagimi kobietami przyklejone do pordzewiałych rolet. Pachnie spalinami i plastikiem. Ekipy z Afryki / Azji Południowej / Bliskiego Wschodu rozkładają towar na ziemi, okolice między dworcem a Rione Sanità to piękny spacer dla lubiących mniej oczywiste klimaty.

Pod kościołem, w Centro storico di Napoli, dwa ziomy z irokezami, tatuażami, podpierają ścianę w pozycji leżącej. Tak po prostu, rozbici jak śmieci po sobotniej burzy. Jeden z nich – twarz jak wykuta z gliny i brudu, oczy przewrócone – trzyma butelczynę z alko.

I rzuca po polsku.
– Jeeebać system.

A ja akurat przechodzę, spoglądam, nie jakoś celowo, ot – oko mi się zsunęło. On to łapie, że rozumiem ten jego polski bełkot. Podnosi głowę i cedzi przez zęby:
– Co, kurwa? Coś się PANU nie podoba?

Stary polski żul, tak stary jak ja. Pewnie na początku dziewięćdziesiątych autostopem wyjechał i nigdy nie wrócił.

Szybko nadchodzi pora obiadu i siesta. Potem na chwile powietrze staje, mniej skuterów, ludzi na ulicy, pozorny spokój. Dormita dormita i wszyscy wracają na podwójnym spidzie, dwie trzy osoby na skuterach bez kasków w jakimś synchronicznym ‘o ballo na wąskich ulicach.

Ludzie gadają. Ale to nie jest włoski. To jakaś mowa portowa, rozkołysana, brudna, porysowana. Dialekt jak z innej epoki, z innego kontynentu. Trochę hiszpańskiego, trochę arabskiego, greckiego, francuskiego, angielskiego, co nie ma już nazwy, bo dawno zniknęło z map.

Czy robienie na filmie ma sens?

Nie ma.

Jednak egzystencja przecież składa się z samych bezsensów.

Zabrałem do Neapolu kupione po jednej sztuce efektowe filmy z @lomography . Co gorsza, miały na sobie napisane 100–400 ISO i nie pamiętam, na ile ustawiłem. Do wywołania oddałem je też bez informowania (pewnie wywołali na 200).

No i trochę to pasuje do spoconego, zgniłego miasta, upalnego, apokaliptycznego przełomu lipca i sierpnia 2025 roku.

Następnym razem zakopię je w ziemi, zaleję kompostem ;) i wywołam za 5 lat.

 

 

 

 

 

 

Opublikowano common life | Otagowano , ,