Listy, maile, groźby, skowyt, miauki i jęki.
Wszystko będzie, Adaś robi, co może, kurwa, więc nie płacz tutaj, ok?
Połączcie się z nim w myślach przez 10 sekund o 6:66 po południu (to będzie jakieś 19:06) i wydajcie przeciągłe OMM…
Niech moc będzie z wami.
Wróciłem nocnym pociągiem do Warszawy, śnieg aż miło, naprawdę, ludzie o twarzach morderców własnych matek, smutek i rozpacz, ślizgające się samochody na letnich oponach, jak zwykle ten sam wkurwiony kioskarz, który nigdy nie mówi proszę, dziękuję, do widzenia, dobranoc, dzień dobry, hasta mañana,
I nic się nie zmienia.
Sen o wojnie, telefony przez sen, wiem, wiem, muszę wstawać, tyle do załatwienia, wstaję i idę.
Śnieg, śnieg, znowu ten tramwaj, znowu ci sami ludzie, znowu ten kioskarz, u którego kupuję Orbit White w paskach (chyba się mówi w plasterkach czy listkach?).
Jeszcze dziś i jutro.
Pojutrze będzie już inny dzień na innej planecie.
