Dziś pojadę do Empiku. Trzeba kupić organizer. Co z tego, że sobie zapiszę rzeczy w pliku txt, jak nie otworzę go wtedy, kiedy trzeba. Poza tym tusz się w drukarce wyczerpał, więc nie mogę tego drukować.
Haha, tak sobie pomyślałem, że się nie dziwię moim staruszkom, że mnie biją po głowie za robienie bałaganu, kiedy jestem w Kłodzku. Wcale a wcale. Mam to samo, jak nie będzie ten bałagan posprzątany, to właściwie nie jestem w stanie zrobić nic sensownego. Szczerzące się na mnie sterty kubków po kawie, patelnia po jajku, wszystkie gazety z ostatnich 2 tygodni, 3 otwarte książki („Głód”, „29,99”, „Strach przed lataniem”) wokół materaca pokrytego ubraniami, bzdetami. Brudny brodzik, błoto w przedpokoju, klej do zdjęć w umywalce. Na biurku CD-ki, sprzęt, baterie, zdjęcia, niezeskanowane negatywy.
W głowie niedokończona książka, 5 artykułów, jeden pomysł do realizacji – który mogę zrobić wizualnie sam do końca, potrzebuję tylko muzyki, aby ktoś napisał lub użyczył (myślę o muzyce Grammatika w tym momencie, bo najbardziej pasuje do tego, co wymyślam). Szczegóły wkrótce ;) Będzie to film dokumentalny.
Praca, kasa, zlecenia – to też jakieś rozmyte. Indie – również. Wszystko niby się w dobrym kierunku toczy.
Pieprzony głód wszelkich zmian. We wszystkim, co robię. Weryfikacja.
