Odezwał się organizm. To jest bunt, chyba. Leżę przed ekranem. Oglądam Idola. Łupie mnie w plecach. Na biurku stos papierów. Rzeczy do zrobienia na tydzień temu leżą i kwiczą. Zjadłem opakowanie jakichś pigułek. Wolałbym kwas już, niż te mulące tabletki, co na grypę pomagają. Apsik.
bunt
Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami warszawa. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
