Miesięczne archiwum: kwiecień 2003

Rishikesh 2

Staram sie znalezc w tej calej egzotycznej chaotycznej kiczowatej mieszance COS.

Przez caly dzien lazenie po swiatyniach w miescie, ogladanie ludzi i vice versa. Wycieczka z Punjabu podchodzi do mnie i do Debbie (spotkanej wczesniej w Delhi) chcac sie przywitac i zrobic sobie zdjecie, cale miasto jest pelne tubylczych turystow. Przyjechali z Delhi, Punjabu, sa z wyzszej czy tez sredniej kasty. Szczerze sie wiec posrod ubranych w kolorowe sari kobiet i wypomadowanych kolesi, gdy wynajtey fotograf uwiecznia wszystko aparatem z czasow kolonialnych, taka hinduska zorka 5.

Znuzony upalem, i calodniowym chodzieniem udaje sie na popoludniowa drzemke. Wstaje tylko na chwile aby zjesc co nie co. Nie ide na Pesah, wszyscy poszli do Swiss Cottage w gorach, cos nie mam ochoty, dzis spie i czytam ksiazke „Droga do Indii”. To rzecz o czasach gdy rzadzili w indiach Angole, w tak nie zrozumialem dla nich kraju.
„Daje Anglikowi rok, a Angielce pol roku” (cyt. z pamieci) mowi jeden z bohaterow (Hindus) o kolonialistach przyjezdzajacych ze Zjednoczonego Krolestwa. Jeszcze wiecej cos o tym napisze.

Pobudka o 5:30. Mala gimnastyka na dachu. Kiepsko ze mna, trzeba rozruszac stare kosci. Wszystko jeszcze zamkniete, sniadania nie daja, internet off. Biore wiec aparat i ruszam przed siebie. Nad brzegiem Gangi kobiety susza sari. Dlugie na 6 metrow, szeroki na metr. Wiatr rozwiewa i nadyma je jak bajecznie kolorowe paralotnie. Szkoda ze mam tylko obiektyw 50mm ze soba,wchodze pomiedzy nie, te tylko sie usmiechaja i mocno trzymaja material aby wiatr nie porwal go gdzies daleko.

Przy zakurzonej drodze na ziemi siedzi 4 sadhus. Maja pomaraczowe szaty, na ogniu gotuje sie herbata, przesypuja jakies proszki, milcza. Przysiadam sie do nich. Czestuja chillum i czajem.

…,

Dalej nie ulozylem planu. jechac w gory do kaszmiru czy tez na poludnie, do Agry, Varanasi, Kalkuty i potem do Nepalu.

what you think?


dobra podaje konto. kurcze ale nie wiem czy to dobry pomysl, bo wlasciwie kamere bede mogl kupic tylko w jakims duzym miescie badz nepalu. nie wiem ile taka kamera kosztuje w Delhi. Tamta 1000$ kosztowala. Wiec to troche kasy jest. No zobaczymy. Jak sie uda, to bede musial jakies kino wynajac czy co… ;)

Bartlomiej Pogoda
CBE Telepekao24
Eurokonto WWW
nr 10801646-573940-27004-894000/111

dzieki wszystkim ludziom dobrej woli. yo.

 Jay Ajayi Authentic Jersey

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

Rishikesh

Jestem w miejscu gdzie Ganges (Ganga) wylywa z Himalajow. Risikes (lub Rishikesh – „sh” w Hindi w transkrypcji na angielski, ale po polsku chyba lepiej wymawiac jako „si”) jest mala wioska tuz kolo Haridwaru. W latach 60 tych wpadli tu John, Paul, George i Ringo – ale z calej czworki tylko Georgowi zostalo zamilowanie to sitaru, hinduskich klimatow. Od tego czasu wpadalo tu coraz wiecej luda. Zazyc medytacji, znalezc sie w innym swiecie, nie jesc miesa, miec swojego guru, powyginac sie na jednym z kursow jogi, czy tez zapalic sobie co nie co dobrego chrash (zywica z konopii zluszczana w dloniach i formowana w plastelinke) , ktorego zachwalaja „pseudo-sadhus”.

Wyglada na to ze chyba nic sie nie zmienilo. Ucieklem z Delhi, nie spalem od chwili gdy mi kamere zachrzanili (ejjj wy serio z ta akcja zbierania na kamere?? :))) bo nastapilo bratanie sie z ekipa izraelska, potem nie kladac sie spac lazilem po torach kolejowych (zdjecia w notce ponizej), potem na Connaught Circus szukajac CD nagrywarki, notesu i chlodu w klimatyzowanym McDonaldzie.

Niestety biletu na pociag nie dostalem, musialbym czekac 2 dni. Wybralem autobus. I to byl blad.

O 20:45 przylazlem do Hare Rama Guest House. Tak rzekl koles ktory sprzedal mi bilet do Rishikesh. Pod knajpa zebrala sie cala banda Izrealitow, ja i 2 Hiszpanki. Cala ekipa siedziala tak godzine aby ruszyc za konusem (chyba pomocnikiem kierowcy) w miejsce gdzie mieli podstawic autobus z klimatyzacja etc. ponoc wygodny, only 200 rupii. Znow godzina czekania. Potem okazalo sie ze trzeba ekstra 50 r doplacic. Burza i awantura. Konus chce rzadzic, krzyczy na wszystkich, wyzywa jedna laske, wtedy na niego rzuca sie dwoch gosci z dredami (Naras i Sas -maja gitarki, dredy i non stop kreca dzointy). Dochodzi to szarpaniny i prawie caly autobus sie napieprza. Trwa to 2 minuty i nerwy opadaja. Ok jedziemy dalej. Caly czas trwa awanutura o siedzenia, kierowca i konus chca upchac wiecej niz sie da, klima wysiada, jednej nerwowej szalonej i awanturujacej (ale pieknej) sie caly czas zydowce ktos zachrzania cd player. Znow bijatyka. Jedziemy. Klakson non stop. Prawie cale 8 godzin. Piekielne 8 godzin. Gdy wysiadla klima, Eli, siadzacy kolo mnie zrobil dzointa i puscil w obieg. Hindusi zaczeli sie awanturowac i zatrzymali autobus. No i tak w kolko. Ledwo co przezylem ta podroz.

Risikesz. Dojezdzamy ryksza na miejsce. Swiete miesce. Juz mi sie myla bostwa, swiatynie, baba, sadhus, kryszna, budda, wisznu, siwa. Wszystko sie miesza. Jestem coraz bardziej zmeczony. Na sniadanie ogromne thali (ryz, soczewica, chili, czapati, kalafiory) za 2 zeta. Herbatka o kolorze kawy z mlekiem za 10 groszy i jakos sie da zyc. Gadam jeszcze chwile z Carmit (taka jedna ;) i ide spac.

16 godzin spie. Mieszkam w asramie, wokolo same swiatynie, 20 metrow ponizej plaza nad czystym jeszcze Gangesem. Przespalem caly dzien. Budze sie o 4 rano, Pada deszcz, powietrze czyste i rzeskie. Stoje nago na tarasie, potem ubieram gatki i schodze nad Gange, zanurzam dlonie i myje twarz.

Zaczyna sie dzien.

Indie coraz bardziej mnie wciagaja, tyle rzeczy nie wiem, tak wiele nie rozumiem, i nie zrozumie nigdy.
 Brian Dawkins Jersey

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

foto delhi

pare fotek z delhi

Nie spie juz sam nie wiem ile godzin. Zalatwilem wszystko co bylo trzeba. Przewodnik, bilet do Risikes (tam kiedys przyjechali The Beatles gdy faza hinduska ich ogarnela)… jestem w jakies lepsiejszej dzielnycy bo Hindusi podjezdzaja w turbanach do McDonaldka i rozmawiaja po angielsku miedzy soba…

 Bradley McDougald Authentic Jersey

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

eeee co tam, trza do przodu

Wizyta na posterunku policji jeszcze bardziej poglebia moje wkurwienie. Mniej wiecej wygladalo to tak. Tuz po wydarzeniu pokrecilem sie jeszcze wokolo czy moze gdzies zobacze typa co zapinkolil mi torbe. No ale jak w takim tlumie. Motocykle, ryksze, samochody, na zbiegu ulic zamontowali scene, tam jakies tance spiewy teatr hinduski. Wracam i mowie kolesiowi z knajpy z sokami co sie stalo, po chwili cala ulica mi wspolczuje, wszyscy klepia po plecach, pada pomysl z policja. Wlasciwie wiem ze nic z tego nie bedzie, moje ubezpieczenie niczego wlasciwie nie obejmuje takiego jak kradziez torby na hinduskiej ulicy, no ale co tam. Ryksza – posterunek. Na posterunku ziewajacy gliniarze, pieciu pacjentow jeden po drugim pyta co sie stalo, jeden z nich tylko co nie co kuma po angielsku. Postanawiaja obadac miejsce zbrodni. Wracamy, tam hindugliny kreca sie wokolo, wyptuja i z powrotem na posterunek. Tam wskakuje wraz z posterunkowym Kumarem Singhem (singh – lew, wszyscy Sikhowie w Indiach nosza takie imie ponoc) na jego motor. Jak nawiedzony gna waskimi uliczkami Paharganju, chyba intuicyjnie omijajac spiacych ludzi. Dojedzamy na posterunek glowny policji New Delhi. Pitupitu. Znow zaspanie, „uot hapen ma fren, samfin rong?” pyta sie pietnastu posterunkowych. Wiekszosc ma imie Singh (na tabliczce przyklejonej do munduru widnieje), choc nie sadze aby walczyli jak LWY o moja zgube. Niby rozumieja angielski, ale nie az tak bardzo zeby zrozumiec o co wlasciwie mi chodzi. papierki, switski, biurokracja jeszcze gorsza niz w polsce, wlasciwie sam im od siebie podaje dane i paszport, bo ci nie probuja sie nawet pytac, dostaje tylko papierek potwierdzajacy moje zeznania. Na ryksze i na Main Street.

Zbieram sie jakos w kupe, musze kupic przewodnik chyba jakis, bo tamten byl w torbie, od Pakiego dostaje metalowy lancuch i klodke (tamta tez byla w torbie), znow mala imprezka. jest 5 rano, zaraz ruszam na tory dworca kolejowego New Delhi, bynajmniej nie aby polyzyc glowe na torach i czekac az nadjedzie Diamentowy Ekspress do Kalkuty.

znalazlem punkt gdzie zgrwyaja zdjecia na CD… jutro tam uderzam
 Mitch Morse Jersey

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

zla karma

no coz. nie krzycze w nieboglosy, nie bije malych hindusow, nie opluwam sadhus w pomaranczowych szatach, nie bije krow (za sikanie i sranie gdzie popadnie powinny byc przerobione na cos bardziej pozywnego), nie placze, nie zastanawiam sie co bylo

wlasnie stracilem kamere DV sony. 15 minut temu. jak i przewodnik, torbe moja zielona, 2 ksiazki, przewodnik i zeszyt.

wystarczylo 2 sekundy pozostawienie jej wolnej z mojej plecow abym mogl wyjac pieniadze na musli bananowe

sekunde pozniej torby juz nie bylo

na szczescie nie mialem zadnych dokumentow, cyfra i caly sprzet zostala w hotelu

filmu z Indii i Nepalu juz nie bedzie.

musialo to kiedys nadejsc, wystarczyla chwila nie uwagi i zaspany umysl po wyczerpujacym goracym dniu (z pod prysznica leciala goraca zupa zamiast wody) co przestal rejestrowac wszystko co dzieje sie wokolo

Paki z Izraela mowi stary bylo ale juz nie ma, taka karma. Spiknalem sie z ekipa z Izreala wczoraj na malej imprezce w klaustrofobicznym pokoju, do 5 rano…

wkurwienie.

jade na polnoc do Risikesz.

za pare dni.

Delhi delikatnie przytlacza, stajesz sie obojetny na wszystko, nie dbam o to ze ktos nieustannie o co cie prosi, zawraca ci glowe.

Taka karma. Taki los.

Coz. Mam tylko nadzieje ze zrobie zdjecia niezle i sprzedam je za odpowiednia cene. Ze napisze artykuly teksty etc.

Nie moge miec w glowie tylko tego ze te chujki kradna. mozna miec nadzieje ze kasa ze sprzedazy tej kamery wyzywi pare rodzin hinduskich… (zludna nadzieja)


trzymjacie kciuki za mnie teraz kurka wodna
 Cincinnati Bengals Authentic Jersey

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

Delhicatessen

Pobudka wczesnie rano. 2 godziny snu. Do pozna czytalem ksiazke Mroziewicza (po raz kolejny). O 6 wschodzi slonce, ludzie sie pudza, to dobra pora aby robic zdjecia. Nie ma takiego tloku, slonca, najwyzej trafisz na modela co wstal lewa noga.

Wraz z Nickiem wbijamy sie w motoryksze do Czerwonego Fortu. 20 rupii od leba. Rykszarze w Indiach maja cos z wyrachowanego samobojcy, nie dbaja raczej o zycie swoje i pasazerow, wierzac zapewne ze jak zginato odrodza sie w lepszym wcieleniu. Przepraszam, ale moje obecne wcielenie chyba mi sie raczej podoba…

Tlok,upal, kurz, spalni, ruch w nieokreslonym kierunku, jeden wielki kakofoniczny dzwiek klaksonow. Masiakra.

Dojedzamy do monumentalnego Czerwonego Fortu. Niestety otwieraja go dopiero o 9:30. Coz, walimy w jakimstam kierunku. Kalifornijczyk z Santa Barbara raczej juz wymieka, jutro zbiera sie i jedzie w Himalaje, upal, brud, smrod raczej nie sluzy mu. Dzisiejszy poranek jeszcze bardziej go rozwala. Snujemy sie tak bezsensu, Ptasi Szpital, Kosciol Babtystow, Swiatynia Sikhow. Nie wiem gdzie mozna wejsc, gdzie zabronione. Wracamy do fortu, tam jeden koles namawia nas na przejazdzke ryksza rowerowa. Czemu nie. To tylko dolar od lebka. Miszcz sluzy nam jako przewodnik. Jedziemy na targowisko z kwiatami i miejsce gdzie skladuje, pakuje, obrabia przyprawy. Wpierw betel. Nie za bardzo wiem co mi laduja do tych lisci. Korzenie, orzeszki, przyprawy. Zuje, wypluwam, jezyk robi sie czerwony, a w glowie lekki haj.

Magazyn z przyprawami jest niesamowity. Pracuja tam tylko kolesie z Radzastanu. Niesamowita mieszanka przpraw unosi sie w powietrzu. Nochal swedzi, w gardle gryzie, oczy nachodza lzami. Nasz przewodnik przedstawia nam pracownikow. Lazimy przez dluzszy czas po tym starym 300 letnim budynku az wchodzimy na dach z ktorego widac zatruta i zamglona panorame Delhi.

Czerowny Fort. Nie wiem, ale nie jaram sie takimi rzeczami. Ogromny, zbudowany z czerwonego piaskowca, w srodku trwa jakis koszmarny remont, cale Hinduskie rodziny przechadzaja sie w ta i we wte. Nuda generalnie. Dobrze ze maja zielone trawniki z polewaczkami. Robie pare zdjec. Aby tylko bylo.

Powrot na Paharganj i drzemka. Do 7 wieczorem

 

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

dzien

spalem jak zabity do 18:00. Wczesniej wysiadl wiatrak bo po raz ktorys wylaczyli prad w okolicy. Gdy dzieje sie cos takiego w ruch ida generatory pradu napieprzajace tak ze juz dzis przydaly sie stopery do uszu.

Jak wstalem to rzeczywiscie nie uwierzylem. Jestem tu. teraz. i dalej nie wiem co robic. plan musi jakis byc, trudno jest dotrzec do ludzi, ktorzy chca caly czas cos od ciebie. ale nie jest tak zle jak myslalem ze bedzie. jestes inny, obcy, napotykasz ogromna bariere za ktora stoja lata historii. Duzo czytam – o religii kulturze zwyczajach. Wiem jednak ze to nie wszystko. Trzeba nabrac odpowiednego stosunku do otaczajacego cie swiata.

Wprowadzilem w zycie zasade spania w dzien. Moze lepiej bedzie pare godzin w nocy i pare w dzien, gdy upal jest nie do zniesienia.

Za pare dni jade na polnoc do Hadriwaru. Potem na poludnie do Agry i wzdluz Gangesu do Kalkuty.

Zdjecia. To najwiekszy problem wlasciwie. Tematy leza na ulicy. Ulica atakuje wzorami, kolorami, sytuacjami. Nic tylko robic zdjecia (zrobilem juz prawie 500, ale tak na luzie, bez przykladania sie).

Znalezc metode w tym szalenstwie.

Ceny. Super niskie. Wlasciwie za 7$ na dzien mozna spokojnie przezyc. Internet 80 groszy za godzine. Woda tyle samo. Pic duzo plynow – to najwazniejsze. Jedzenie super , i tanie. Tylko hotel duzo – wlasciwie mozna znalezc taki za 10 zeta. Ale wybralem 3 razy drozszy ze wzgeldu na temperature, jest zimny prysznic, wiatrak, okno i jest bezpiecznie.

Jezuu… chyba tyle. Jest 12 w nocy. Main Bazaar powoli pustoszeje. Krowy, psy i ludzie skladaja zwkloki na ulicy.

 Cole Bardreau Authentic Jersey

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Paharaganj. Pierwszy dzien.

LOTNISKO

Moskwa. Szeremetiewo.

Senna atomsfera. 3h do odlotu. Siedze, pisze (dzizas znow polskich liter nie ma… fuck) gapie sie na ludzi, czytam PRZEKROJ (noo wyrasta mi tutaj najlepszy polski tygodnik), Wyborcza, wertuje przewodnik.

AEROFLOT

Male dementi. Wcale nie jest tak zle. Jest nawet bardzo dobrze. 600$ bilet do Delhi, lot bezproblemow, jedzenie ok, stewardessy rowniez, na trasie moskwa-delhi Boeing 777, wyspalem sie jak mops na dwoch siedzeniach. Nic sie nie stalo, samolot nie rozpieprzyl sie ze spektakularnym hukiem o radziecka glebe, nad Afganistanem tez bez problemow bylo.

SARC

Wydaje sie ze nadchodzi paniczna paranoja. Coraz wiecej ludzi w maskach.Ludzie z oblsugi, pracujacy przy kontroli paszportow wszyscy w maskach. Ludzie z trwoga mijaja Chinczyka ktory zle zaciagnal sie szlugiem. Mam nadzieje ze nikt mnie nie okaszle (piszac te slowa w kafejce netowej siedzi kolo mnie laska i charczy, chyrla az mi sie wszystko wywraca, na szczecie nie byla ostatnio w Chinach, to wszystko przez klime)

W DRODZE

Pustka w glowie, radosc w sercu, lekki stres. Siedzac na lotnisku zastanawiam sie jak to bedzie. Dalej nic nie wiem o Indiach. Kiedys dawno temu czytalem „Pariasow”, potem „Ucieczke do Indii” Mroziewicza, „Masale” Maxa C. JEdno wiem. Rzeczywistosc bedzie calkiem inna niz jakiekolwiek wyobrazenia.

BLOG

Nie wiem jak pisac i czy pisac i jak czesto. Zastanawiam sie na uprzadkowaniem tego wszytskiego, poszarpane nieposkladane mysli zamieniam w krotkie zdania. postaram sie cos co pare dni napisac wrzucic, ale na pewno nie tak czesto jak w Ameryce Poludniowej. Wtedy kazdego dnia poswiecalem czas aby znalezc kafejke zrzucic zdjecia, polaczyc sie, napisac tekst.

DELHI
Poszlo szybko. Wysiadka na lotniksu, szybka kontrola, zabralem plecak, wybralem z bakomatu 4000 rupii (jakies 400 zeta), ogarnelem sie od taksiarzy ktorzy zrzucili sie na mnie jak pies na parowke.

PREPAID TAXI – 220 rupii (z wrazenia zostawiam reszte 90 rupii, ale na to wpadam dopiero w hotelu. Od razu wyskakuje taksiaarz „tak tak to ja , kam mister, kam, dis is maj taksi, luk, ser” Nie mam skrupulow, niestety dla niego numery wozu nie zgadzaja sie z tym co mam napisaane na kwicie. Walcze z nim przez 5 minut i w koncu znajduje swoja taksi.

4 rano. Ciemno. Mowie Namaste, Pahargandz i jedziemy. Zapach siarki, spalin, kuzwa sam nie wiem czego. Wysiadam na Main Street, wpadam na swieta krowe i w jej placek, potem jeszcze na 2 Szwedki ktore rekomenduja mi hotel Namaskar, zreszta i tak go szukalem. za 300 (6$) mam duzy pokoj z widokiem na slumsy, prysznicem etc.

Nie ide spac. Siedze na dachu obserwujac budzace sie Delhi. Ludzie spiacy na dachach wstaja przeciagaja sie, czesc na dole zaczyna przygotowywac jedzenie, wstaje slonce. Temperatura skacze z marnych 30 stopni do prawie 40. Zdycham.

Zgrywam sie z gosciem ktorego spotkalem wczesniej w samolocie. Kalifornia Cielawiek – Nick. Snujemy sie pomiedzy swietymi krowami, ryksiarzami, wszystko tak siada na beret ze nie wiem jak sie w slowach wyrazic. Robie zdjecia, krece film. Wymyslam ze bede egzystowal przy wschodach i zachodach slonca, w dzien bede spal… inaczej sie nie da…

pojde spac chyba i jak sie obudze to nie uwierze.

Opublikowano India, travel | Otagowano , ,

lista rzeczy do zabrania

Dostaje du?o maili z pytaniami co zabrac w drog? etc. Tym razem zabieram coś takiego:

plecak 60 litrów, torba na aparat, szmaciana torba na rami?

UBRANIE
spodnie d?ugie, lu?ne
spodnie krótkie x 2
bielizna x 2
2 pary skarpet (cie?kie i grube)
3 koszulki
polar
koszula z d?ugim r?kawem
r?cznik
?piwór (worek na zw?oki, sam materia?, bez puchu)
trampki
sanda?y
sanda?y flipflopy pod prysznic
czapka
kurtka wiatrówka i na deszcz

BZDETY
scyzoryk
ta?ma izolacyjna
worki wodoszczelne
notes
3 ksi??ki
przewodnik
okulary przeciws?oneczne
k?ódka
d?ugopisy, o?owki flamastry
baterie paluszki
worek na plecak

DOKUMENTY
paszport
bilet
press ID
ubezpieczenie
karty p?atnicze
gotówka
yellow book

TOALETA I APTECZKA
mydlo
deodoro
pasta szczotka kubek ciep?ej wody
plastry
bandaze
jodyna
gumki ;)
leki przeciwbolowe etc.
na biegunk?
na malari?

SPRZ?T FOTO
canon d60 + 20. 50. 105 mm
lampa b?yskowa
kabel do lampy
lomo
kamera miniDV
4 tasmy DV
ladowarki do sprz?tu
przeno?ny dysk twardy 30gb
filtry UV i polaryzacyjny

INTERNET / OBRÓBKA ZDJ?? / PROGRAMY na cd
photoshop
acdsee
dreamveaver
oprogramowanie do aparatu
portfolio fotograficzne
win commander
putty
winscp2

Wszystko nie powinno wa?y? wiecej ni? 12kg

Wygl?da na to ?e już wszystko za?atwione, jutro spadówka. Co par? dni relacja i zdjęcia, w zale?no?ci od warunków.

Pozdrowienia, trzymajta się :)

 Tuukka Rask Authentic Jersey

Opublikowano India, travel | Otagowano , , ,

crazy lazy and stoned


 Ronde Barber Authentic Jersey

Otagowano