spalem jak zabity do 18:00. Wczesniej wysiadl wiatrak bo po raz ktorys wylaczyli prad w okolicy. Gdy dzieje sie cos takiego w ruch ida generatory pradu napieprzajace tak ze juz dzis przydaly sie stopery do uszu.
Jak wstalem to rzeczywiscie nie uwierzylem. Jestem tu. teraz. i dalej nie wiem co robic. plan musi jakis byc, trudno jest dotrzec do ludzi, ktorzy chca caly czas cos od ciebie. ale nie jest tak zle jak myslalem ze bedzie. jestes inny, obcy, napotykasz ogromna bariere za ktora stoja lata historii. Duzo czytam – o religii kulturze zwyczajach. Wiem jednak ze to nie wszystko. Trzeba nabrac odpowiednego stosunku do otaczajacego cie swiata.
Wprowadzilem w zycie zasade spania w dzien. Moze lepiej bedzie pare godzin w nocy i pare w dzien, gdy upal jest nie do zniesienia.
Za pare dni jade na polnoc do Hadriwaru. Potem na poludnie do Agry i wzdluz Gangesu do Kalkuty.
Zdjecia. To najwiekszy problem wlasciwie. Tematy leza na ulicy. Ulica atakuje wzorami, kolorami, sytuacjami. Nic tylko robic zdjecia (zrobilem juz prawie 500, ale tak na luzie, bez przykladania sie).
Znalezc metode w tym szalenstwie.
Ceny. Super niskie. Wlasciwie za 7$ na dzien mozna spokojnie przezyc. Internet 80 groszy za godzine. Woda tyle samo. Pic duzo plynow – to najwazniejsze. Jedzenie super , i tanie. Tylko hotel duzo – wlasciwie mozna znalezc taki za 10 zeta. Ale wybralem 3 razy drozszy ze wzgeldu na temperature, jest zimny prysznic, wiatrak, okno i jest bezpiecznie.
Jezuu… chyba tyle. Jest 12 w nocy. Main Bazaar powoli pustoszeje. Krowy, psy i ludzie skladaja zwkloki na ulicy.
