Delhicatessen

Pobudka wczesnie rano. 2 godziny snu. Do pozna czytalem ksiazke Mroziewicza (po raz kolejny). O 6 wschodzi slonce, ludzie sie pudza, to dobra pora aby robic zdjecia. Nie ma takiego tloku, slonca, najwyzej trafisz na modela co wstal lewa noga.

Wraz z Nickiem wbijamy sie w motoryksze do Czerwonego Fortu. 20 rupii od leba. Rykszarze w Indiach maja cos z wyrachowanego samobojcy, nie dbaja raczej o zycie swoje i pasazerow, wierzac zapewne ze jak zginato odrodza sie w lepszym wcieleniu. Przepraszam, ale moje obecne wcielenie chyba mi sie raczej podoba…

Tlok,upal, kurz, spalni, ruch w nieokreslonym kierunku, jeden wielki kakofoniczny dzwiek klaksonow. Masiakra.

Dojedzamy do monumentalnego Czerwonego Fortu. Niestety otwieraja go dopiero o 9:30. Coz, walimy w jakimstam kierunku. Kalifornijczyk z Santa Barbara raczej juz wymieka, jutro zbiera sie i jedzie w Himalaje, upal, brud, smrod raczej nie sluzy mu. Dzisiejszy poranek jeszcze bardziej go rozwala. Snujemy sie tak bezsensu, Ptasi Szpital, Kosciol Babtystow, Swiatynia Sikhow. Nie wiem gdzie mozna wejsc, gdzie zabronione. Wracamy do fortu, tam jeden koles namawia nas na przejazdzke ryksza rowerowa. Czemu nie. To tylko dolar od lebka. Miszcz sluzy nam jako przewodnik. Jedziemy na targowisko z kwiatami i miejsce gdzie skladuje, pakuje, obrabia przyprawy. Wpierw betel. Nie za bardzo wiem co mi laduja do tych lisci. Korzenie, orzeszki, przyprawy. Zuje, wypluwam, jezyk robi sie czerwony, a w glowie lekki haj.

Magazyn z przyprawami jest niesamowity. Pracuja tam tylko kolesie z Radzastanu. Niesamowita mieszanka przpraw unosi sie w powietrzu. Nochal swedzi, w gardle gryzie, oczy nachodza lzami. Nasz przewodnik przedstawia nam pracownikow. Lazimy przez dluzszy czas po tym starym 300 letnim budynku az wchodzimy na dach z ktorego widac zatruta i zamglona panorame Delhi.

Czerowny Fort. Nie wiem, ale nie jaram sie takimi rzeczami. Ogromny, zbudowany z czerwonego piaskowca, w srodku trwa jakis koszmarny remont, cale Hinduskie rodziny przechadzaja sie w ta i we wte. Nuda generalnie. Dobrze ze maja zielone trawniki z polewaczkami. Robie pare zdjec. Aby tylko bylo.

Powrot na Paharganj i drzemka. Do 7 wieczorem

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii India, travel i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.