Paharaganj. Pierwszy dzien.

LOTNISKO

Moskwa. Szeremetiewo.

Senna atomsfera. 3h do odlotu. Siedze, pisze (dzizas znow polskich liter nie ma… fuck) gapie sie na ludzi, czytam PRZEKROJ (noo wyrasta mi tutaj najlepszy polski tygodnik), Wyborcza, wertuje przewodnik.

AEROFLOT

Male dementi. Wcale nie jest tak zle. Jest nawet bardzo dobrze. 600$ bilet do Delhi, lot bezproblemow, jedzenie ok, stewardessy rowniez, na trasie moskwa-delhi Boeing 777, wyspalem sie jak mops na dwoch siedzeniach. Nic sie nie stalo, samolot nie rozpieprzyl sie ze spektakularnym hukiem o radziecka glebe, nad Afganistanem tez bez problemow bylo.

SARC

Wydaje sie ze nadchodzi paniczna paranoja. Coraz wiecej ludzi w maskach.Ludzie z oblsugi, pracujacy przy kontroli paszportow wszyscy w maskach. Ludzie z trwoga mijaja Chinczyka ktory zle zaciagnal sie szlugiem. Mam nadzieje ze nikt mnie nie okaszle (piszac te slowa w kafejce netowej siedzi kolo mnie laska i charczy, chyrla az mi sie wszystko wywraca, na szczecie nie byla ostatnio w Chinach, to wszystko przez klime)

W DRODZE

Pustka w glowie, radosc w sercu, lekki stres. Siedzac na lotnisku zastanawiam sie jak to bedzie. Dalej nic nie wiem o Indiach. Kiedys dawno temu czytalem „Pariasow”, potem „Ucieczke do Indii” Mroziewicza, „Masale” Maxa C. JEdno wiem. Rzeczywistosc bedzie calkiem inna niz jakiekolwiek wyobrazenia.

BLOG

Nie wiem jak pisac i czy pisac i jak czesto. Zastanawiam sie na uprzadkowaniem tego wszytskiego, poszarpane nieposkladane mysli zamieniam w krotkie zdania. postaram sie cos co pare dni napisac wrzucic, ale na pewno nie tak czesto jak w Ameryce Poludniowej. Wtedy kazdego dnia poswiecalem czas aby znalezc kafejke zrzucic zdjecia, polaczyc sie, napisac tekst.

DELHI
Poszlo szybko. Wysiadka na lotniksu, szybka kontrola, zabralem plecak, wybralem z bakomatu 4000 rupii (jakies 400 zeta), ogarnelem sie od taksiarzy ktorzy zrzucili sie na mnie jak pies na parowke.

PREPAID TAXI – 220 rupii (z wrazenia zostawiam reszte 90 rupii, ale na to wpadam dopiero w hotelu. Od razu wyskakuje taksiaarz „tak tak to ja , kam mister, kam, dis is maj taksi, luk, ser” Nie mam skrupulow, niestety dla niego numery wozu nie zgadzaja sie z tym co mam napisaane na kwicie. Walcze z nim przez 5 minut i w koncu znajduje swoja taksi.

4 rano. Ciemno. Mowie Namaste, Pahargandz i jedziemy. Zapach siarki, spalin, kuzwa sam nie wiem czego. Wysiadam na Main Street, wpadam na swieta krowe i w jej placek, potem jeszcze na 2 Szwedki ktore rekomenduja mi hotel Namaskar, zreszta i tak go szukalem. za 300 (6$) mam duzy pokoj z widokiem na slumsy, prysznicem etc.

Nie ide spac. Siedze na dachu obserwujac budzace sie Delhi. Ludzie spiacy na dachach wstaja przeciagaja sie, czesc na dole zaczyna przygotowywac jedzenie, wstaje slonce. Temperatura skacze z marnych 30 stopni do prawie 40. Zdycham.

Zgrywam sie z gosciem ktorego spotkalem wczesniej w samolocie. Kalifornia Cielawiek – Nick. Snujemy sie pomiedzy swietymi krowami, ryksiarzami, wszystko tak siada na beret ze nie wiem jak sie w slowach wyrazic. Robie zdjecia, krece film. Wymyslam ze bede egzystowal przy wschodach i zachodach slonca, w dzien bede spal… inaczej sie nie da…

pojde spac chyba i jak sie obudze to nie uwierze.

Ten wpis został opublikowany w kategorii India, travel i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.