Archiwa tagu: new york

Deszcz, jak ja go lubie

O 6:45 spadl deszcz. Stalem na przystanku przy Grand Av. Czekajac na q59. Nie nadjezdzal. Deszczowe lzy ciekly po twarzy starej latynoskiej kobiety zaciskajacej reklamowke. 6 milczacych postaci w oczekiwaniu na autobus. Niedziela rano. Wracamy do domu badz jedziemy do pracy.

Ostatnie dwa dni. Ciezkie powroty o poranku. A dzis wstalem o 4 rano.

Deszcz wciaz padal. Wyszedlem na zielony trawnik w miniaturowym ogrodku domu przy Maspeth Ave. Przysiady, sztuk 5, i 5 pompek. 1 minuta stania na glowie. i rozciagniecie konczyn.

Sniadanie. Polityka i wprost. Nowy dziennik. 3 jajka i kawa niezamieszana, bo mi sie za duzo cukru wsypalo. Szlag mnie trafia, bynajmniej nie z powodu wczesnej godziny czy duzej ilosci cukru. Szlag mnie trafiam bo czytam polskie gazety i mam brzydkie wizje a propos przyszlosci. Zreszta co bardziej zawzieta osoba wyczyta sobie swoje w przepowiedniach Nostradamusa. hhe.,

Manhatan. Times Sq. 42 ulica. Najwieksza kawiarenka internetowa na swiecie. 1200 kompow. 20 $ za miesiac placcisz i masz nieograniczony dostep. Ladnie co?

Coz. Nowy dzien. I wcale nie jest tak ze nie lubie poniedzialku. Po prostu ostatnio nie ma znaczenia jak jest dzien.

Byle bylo SLONCE.

Czego zycze wam, ludu robotniczy.

Opublikowano americana | Otagowano , ,

New York New York

Pod wielkim namiotem, na srodku prerii, jest poczekalnia. Rozlozylem zwloki na kanapie i czekam. Na samolot. Na lotnisko zawiozla mnie Laura. Pozegnalem doline Fraser, odebralem kase z Deno’s i pomknelismy przez gory.

Mam jeszcze pare godzin. Samolot o 6 rano. A jest dopiero polnoc. Czytam ksiazke Paula Austera – Ksiezycowy Palac (dzieki ANIIIA :))))), slucham Fight for you Mind – Harpera i gapie sie na drzewka w ogromnych donicach, ktorych liscie poruszane sa przez dmuchajaca klimatyzacje. Lotnisko puste. Zwloki lezace na skorzanych kanapach. Zanurzam sie w lekture.

Lotniska to ostatnio cos w rodzaju poczatkow (koncow?) rozdzialow w mojej podrozy. Jestem juz 300 dni w drodze. Tyle miesiecy poza domem. Moj dom to hotele, cudze domy, poczekalnie. Mam wszystko z soba. Plecak. Aparat. Spiwor i ubrania.

Jakies 400 metrow. Rzad kantorkow, nad nimi nazwy linii lotniczych. Siedze juz 3 godzine.

4 rano. Nadchodza. W mundurkach i z goraca kawa w reku. Odbieram bilet, oddaje plecak i deske i zasuwam zjesc marne sniadanie w burgerkingu.

KOntrola. Sciagam buty, przeszukuja mi torby, jezdza po mnie jakims czujnikiem. I tak bedzie jeszcze 5 razy.

Kansas. City. Lotnisko. Srodek nicosci. Ameryka Srodkowa ;)) 1,5 godziny lotu z Denver. Przesiadam sie do samolotu co za 3 godziny wyladuje w NYC. Chyba wyladuje, nigdy nie wiadomo.

Za mna siedza 4 paniusie z Kansas, podekcytowane wizja pierwszej w zyciu podrozy do NYC. Maja po 50-55 lat i snuja wizje gdzie zrobia zakupy, wynajma limo, i beda sie dobrze bawic. Tuz kolo mnie emanuje lolita z nyc. Seksem emanuje. Kreci sie i wierci. Pachnie i wsuwa bulki z kremem. Ma w dupie linie i pasuje jej to jak najbardziej. Potem zlapie mnie za reke. Jak prawie walniemy samolotem o powierzchnie wody, tuz przy Manhattanie.

Lot byl spoko.

Spalem jak zabity. Jak tylko ujrzelismy Manhattan samolotem trzaslo i znizylismy lot o ladnych pare metrow. Groza. Paniusie za mna oczami wyobrazni zobaczyly zblizajacy sie Empire State Building. Ale nie dzis.

To tylko turbulencje a nie faceci w turbanach.

NYC. Nowy Jork. Queens. Pakistanczyk wiezie mnie na Maspeth Ave. Mieszkam u znajomych.

Impreza. Ravs, Kufel, Iwona, Giza. Snujemy sie po miescie. Pelne knajpy. Atmosfera goraca jak kawalek pizzy zjedzony na pospiecha.Butelka Mr.Bostona zawinieta w papier i pociagana w drodze z jednego miejsca do drugiego.

Powrot do domu. 2 godziny. Na nogach. Z irokezem na glowie (Niestety irokez znow nie przetrwal dnia. Na drugi dzien poszedl w niepamiec. hehehe).I sluchawkami na uszach. Nie ma autobuow. Wiec ide przez Queens, dwie bite godziny. Zero duszy, zmierzam przez jakies slumsy i jest pieknie, szczegolnie ze wlasnie wschodzi slonce.

PS.
Bede sie rzadziej odzywal. Raz na dwa dni. Mam mnostwo do roboty i wiele sie dzieje. Nie bedzie zdjec z cyfraka. BO go nie mam. Czekam na sprzet dopiero.

Maj w NYC. Wlasnie rozpoczal sie. Pelna para…. :))

Opublikowano americana | Otagowano , ,

Brooklyn Ride

Dwa rowery. Ale nie gorale dwa. Brooklyn. Okolo 50 zlamanych przepisow ruchu drogowego.

Williamsburg. Zydowo – tak to tu niepoltycznie nazywaja. Cofam sie 100 lat. Tajm maszin. Kolesie z pejsami. Tony smeci na ziemi (nikt nie sprzata?). Setki kobiet z wozkami. Zapiete pod szyja plaszczyki w stylu pozne lata 40te, wczesne 50te. Dzieciaki sie im czesto gesto rodza chyba. Poza tym jak twierdza ortodoksyjni Zydzi – miejsce kobiety jest w domu i przy dzieciach. Dzisiaj takie zdanie uslyszalem w TV – dwoch kolesi zasuwalo z takimi rzeczami. Szkoda gadac. Naprawde.

Ale fajnie sie tam czulem – jakos inaczej. Jak nie w wielkim miescie. Tylko w jakiejs Lodzi czy Warszawie w latach 30tych.

Jedziemy dalej. Zimno. Twarzy nie czuje i ledwo mowie. W koncu wiezdzamy na Brooklyn Bridge. Magiczne miejsce. Zatopione w zimowym slncu. Zasuwam i robie zdjecia rownoczesnie. Bum. Gleba. Sznorowka wkreca sie w tryby a ja z trybow wyskakuje. Aparat o glebe. Cyfrak. Wypada z niego nowa bateria – wczoraj kupilem – spada z mostu. I juz jej nie odzyskam. Aprat nie dziala. I chyba nie bedzie juz NOWYCH ZDJEC. W najblizszym czasie. Kurwa sie nie smuce. Tamtem naprawie, moze kupie nowy. Ale szlag mnie czasem trafia.

Wieczor. Siedzimy w 4ke. Maras, ja, Piotrek, Giza. Rozmowy. Jakies zdjecia robimy. Wesola atmosfera. Ale tak czy owak zmywam sie z NYC.

A tak w ogole – Happy Valentines?

rzeszofskakrzywonosygreenpntmaras2drakulporeczmrasavmaras_justa

Opublikowano americana | Otagowano , ,

kolejne dni, greenpoint i miasto

Ostatnie dni bujalem sie po ulicach. Manhattan – pomiedzy 14sta a 42ga, Greenpoint, Brooklyn. Wczesniej usiedlismy z Marasem i wysmazylismy paredziesiat slicznych CV czy resume w dwoch jezykach. Nie ma nic bardziej chorego niz wymyslanie co to dac do CV, a co nie dac. Bajery, sciemnianie, zdjecie w gornym rogu, email i telefon. Ladne akapity, wszystko przejrzyste aby tylko zaskoczyc/zadziwic/zainteresowac przyszlego pracodawce. No wiec walimy. Pizdzi za przeproszeniem, pomimo slonca. Moze minus 5 stopni, bo do tego wiatr dmucha. Zapodajemy metrem, na nogach, wertujac Nowy Dziennik i ogloszenia. NIc ciekawego. Malarze, murarze, filmowe twarze, kobiety, opiekunki, mlode dziewczyny, dogwalkerzy. Dzwonisz. Nieaktualne. Nic to probujemy dalej. Wszedzie na Greenpoincie gdzie szyldy mecza oczy POLSKA KIELBASA i WEDLINAMI, zbieraja CV bez zmruzenia oka. Znajduje prace. Pizzeria. Joe – Italiano – potrzerbuje kolesia do kuchni. Oczywiscie jestem najlepszych kucharzem na swiecie. Koles bierze CV.Wzrok szybko przebiega po kartce:
graduationprofessional
experiencefreelance
photographerandjournalisteditor
andgraphicdesignerfor
PolishEnglishSpanishGerman

i stop

06.1999 – 10.1999: work for KFC Taco Bell and McDonald’s, Winter Park, Co

06.1998 – 09.1998: work for the Beaver Run Resort conference and hotel center, Breckenridge, Co

Aaa widze ze pracowales w McDonaldzie. Spoko przyjdz jutro. Mam dla ciebie prace. 6,5$ godzine.

No tak nie obchodzilo go ze tu ja magister (hm..) i inne tam – wazne ze umiem trzymac jedzenie w czysosci i jak oblugiwac grilla.

Drugi dzien. To samo. W koncu dajemy se spokoj. Telefon do Colorado. Jest praca. Potem odzywa sie Osa (stary kumpel z Klodzka) i jest jeszcze jedna. Nie w NYC. Ale gdzie indziej. Oblowie sie, zarobie, spotkam sie ze starymi przyjaciolmi i bedzie powrot.

Chyba znow uderzam w droge. Kierwa wloczykij ze mnie. Dlubie jeszcze ostanie rzeczy w sieci. Przygotowuje portfolio. Strony. Nowe rzeczy. Jest dobrze;)

manhattan_br brooklyn_br4 brooklyn_br3 wtc1 manhattan_br2 bikers2 bikers1 williamsburg1 brooklyn_br1 broolyn_br2 na_rowerze into_the_sun IMG_3707

Opublikowano americana | Otagowano , ,

NYC PHOTO

maras_central

balonik

central2

kufl_mars

central3

central_kufel

lu

mbk

poranek2

chopaki

central1

ulice1

lustro

maras3

maras2

bart_kafe2

bart_cafe

wozek

szus

bart1

maras1

uhfycona

kufel2

kufel1

lola2

do_przodu

starbucks

Opublikowano americana | Otagowano , ,

brooklyn

nadjechal Maras … finskie linie lotnicze zabraly go na JFK no i impreza – Brooklyn Boogie – z klubu do klubu////

Ale wczesnien bylp krazenie z Kufelem po dzielnicy aby dotrzec na lotnisko, nie jestem w stanie pisac – bo wlasciwie juz o d p l y n a l e m :) yo

Czy ktos widzial Rambo II Ojciec Chrzaesny II Akademie Ppolicyjna II czy Killerow Dwoch?

Teraz jest BartPogoda.Net II. czy lepszy?czy da sie czytac? czy da sie na to lukac? czy ma to sens?

Pozytwnie stwierdzam ze jeszcze ma. Jeszcze.

Byl luty 2002. Kiedys sobie powiem. Zimy miesiac w miescie goracym.

 

Opublikowano americana | Otagowano ,

biel

bialo, bo spadl snieg. na cracklynie huczy tez wiatr, co slychac dobrze jezeli sie pomieszkuje w piwnicy.

spie po 4 godziny dziennie. i juz prawie koncze robote – ze zdjeciami. ale sie nowe rzeczy szykuja

 

Opublikowano americana | Otagowano , ,

fotografie

no co… poza tym to zdejcia jeszcze robie…

skanuje, wrzucam, obrabiam, ogladam, nurzam sie wrecz, tne negatywy i coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze nadszedl juz zmierzch fotografi tradycyjnej…. nawet skany ze slajdow i negatywow robie cyfrakiem – sposobem ktory narodzil sie dzis na Woodpoin Rd na Brooklynie. Prawie spadlem z krzesla… i wymieklem. efekty wkrotce

 

Opublikowano americana | Otagowano , ,