Archiwa tagu: ..

tajfun w osace

dla ciekawskich – randka sie udala ;))

no tak jak cos wychodzi to drugie nie wychodzi. nie wiem czy w dalszym ciagu bede mogl prowadzic bloga czesto jak i pracowac nad zdjeciami i wrzucac cokolwiek – otoz cos mi wpadlo pomiedzy ekran laptopa a klawiature trzymalem go w torbie i niestety ale ekran totalnie rozpieprzony. komp dziala ale ekranu juz sie nie da uratowac – wymiana za droga wiec bede musial korzystac z netu w taki sposob ze bede podlaczal sie w kafejkach do innych ekranow … cos wymysle ale tak zmeczony jestem bo nieprzespanej nocy ze nie mam sily nawet sie porzadnie wsciec

nad osake i kyoto dociera tajfun… dzis wieczorem…

Opublikowano common life | Otagowano

z obaku do osaki

w drodze do osaki. par? fot.

tymczasem osaka powali?a mnie jak kolejne z miast w japonii. nie wracam na noc do obaku. zobaczymy co się b?dzie dzia?. w ka?dym razie randka z pewni? pani? ;)

 

Opublikowano common life | Otagowano

sanjo & gion

Opublikowano common life | Otagowano

Tokyo beybe…

Prom do Hachihoke jest znacznie większy niż ten z Aomori do Hakodate. Parę
pokładów, sale zbiorowe i prywatne. Udało mi się bilecik kupić za cenę noclegu
(3650 jenów) ale i tak koszt dzisiejszej jazdy wyniósł mnie 10000. Strach pomyśleć
gdybym tak się cały czas poruszał. Prawdopodobnie nie było by mnie stać. Pociągi i
autobusy na trasie (jaką zrobiłem autostopem) Tokio – Sapporo – Kushiro – Kawayu
– Utoro – Sapporo – Tokio kosztowałyby mniej więcej – 80000 jenów czyli prawie
2500 zeta. Samolot tyle samo, lub odrobinę więcej.

 

Prom przybił do wybrzeży Honsiu o 4:15 rano. Półprzytomny szedłem portową ulicą
w stronę autostrady, znów intuicyjnie, nie wiedząc dokładnie jak się wydostać na
Tohoku Expressway w stronę Tokio. W końcu znalazłem kierunkowskaz na
autostradę. Zrzuciłem plecak i zanim zdążyłem zamachać, zatrzymały się dwie
kobiety, które widziały mnie na promie. I tym samym znalazłem się na właściwiej
drodze.

Stałem przez 1,5 godziny, bezskutecznie, aż w okolicach godziny szóstej zostałem
porwany przez młodocianych cyklistów z Hochinnohe. Chłopaki i dziewczyny do
Sendai na zawody rowerowe jechali choć na sportowców nie wyglądali. 420 km do
godziny 11 przed południem zostało zrobione, więc pojawiła się szansa na dotarcie
dzisiejszego dnia do Tokio. Ekipa cyklistów poruszała się dwiema furkami, ja
siedziałem w wozie wraz z Masataką, Katsuhiro, Tsuyoshi i Yasuhiko. Chłopaki
spoko ziomy, choć komunikacja językowa trudna, ich angielski był odorbinę lepszy
niż mój japoński, wiec dużo gestykulacji i machania rękoma. 3 godziny spałem jak
zabity, właściwie nie pamiętam co się działo, wiem że się zatrzymywaliśmy, wtedy ja
zostawałem w vanie rozkładając się na tylnym siedzeniu, aby 15 minut później wrócić
do spania na siedząco, obijając sobie czaszkę o szybę.

 

I tym samym miałem tylko 300 kilometrów do Tokio. Następnie zrobiłem około 100
kilometrów dwoma pojazdami – ze starszym Japończykiem a potem dosłownie 10
kilometrów na duży parking z innym. Tam utknąłem na dwie godziny, przemokłem
całkowicie stojąc w kapuśniaczku, szczękając zębami liczyłem na szansę dotarcia do
Tokio. I stało się. Tutui podrzucił mnie aż pod stację superszybkiego pociągu i kupił
mi bilet do Ueno w Tokio. Powinienem odmówić, ale prawdopodobnie obraziłbym go
śmiertelnie.

5 godzin później.

Maaaasakra. Zderzenie z tokijską rzeczywistością było jak uderzenie młotem 5-kilowym w czoło. Pociąg był… jedno słowo jest na miejscu – zajebisty. 300 km/h i w godzinkę byłem na Ueno w Tokio. Na jednej ze stacji połączyłem się na minutę z wifi, aby ściągnąć mało pocieszające maile – wszystkie guesthousy (tanie), które zarezerwowałem (trzy na wszelki wypadek), były zabukowane aż do 18 lipca. Dupa. Wbijam się jednak do KhaoSanTokyo na Ueno – bo wiem, że tam jest net i można odsapnąć od deszczu, który ma padać przez najbliższe 5 dni (więc parę planów poszło się…). Tam się okazuje, że zero wolnych łóżek. Obdzwaniam 5 innych hoteli, które na moją kieszeń są – no i nic. Ale dostaję maila (wcześniej wysłałem zapytanie) z T House Tokio – jest miejsce, wpadaj chłopie. Pędzę więc do Shinjuku, potem zmieniam linię i około 21 jestem na miejscu. Hotel pełen typów, piją piwo, gadają jak nakręceni, a w kanciapie siedzi Jay z Ghany, menadżer. Afrykański chill roztoczył się wokoło. I może jutro będę miał robotę foto (odpukać?). Zapłaciłem za 3 noce – 2900 za noc i mogę pójść spać.

To był wariacki dzień. I dokonałem niemożliwej rzeczy – autostopem 800 kilometrów w jeden dzień. Yo!

 

Opublikowano common life | Otagowano

Na łowy

Pierwsza ofiara :) gigantyczny robal morski, którego potem zjad?em

Ta ryba nie udaje ona naprawd? nie ?yje

Kolejny potwór morski, jego zalet? jest, że jak tylko umrze, można wsuwa? na surowo :)

Nimfoma?sko-zofilsko-nekrofilskie klimaty, jest już 3 rano właśnie wschodzi s?o?ce a ja nie spa?em i gadam bzdury

Nakamuri-san i jego pomocnik zasuwali jak małe japo?skie samochodziki…

Spa?em przez godzin? pod pok?adem, obudzi?em się jak zacz??o hu?ta?, par? mil morskich od Wysp Kurylskich…

Taneda wyp?ywa codziennie – ma 500 dolców zysku na dzień ze sprzeda?y morskich ?yj?tek…

Hu?ta?o do zrzygania – a w tle majaczy?y ?niegi…

 

Opublikowano common life | Otagowano

Utoro

Człowiek z wypasionej furki MG z 1971 roku za 2 miliony jenów – czyli Ken (haha) by?y model (!!!) a teraz programista i obje?d?acz samochodów – testuje hamulce na specjalnych torach – zabra? mnie z Kawayu a? do Shari, sk?d zlapa?em stopa a? do Utoro.


Ju? w Utoro. Te miejsce to Koniec ?wiata w j?zyku Ainu. Niedaleko są wyspy Kurylskie.

Taneda, uraczy? mnie 2 rybkami, kalmarami i krewetkami a w nocy p?yn? z nim na po?ów pod wyspy Kurylskie. Jutro zdjęcia.

Mieszkam w Cafe Fox – 500 jenów za pokój, super ludzie, wifi – g?upi ma szczęście, ka?dego dnia dobrze się dzieje…

 

Opublikowano common life | Otagowano

Source Rock Festival Kawayu 05

Wczorajszy dzień zaskakuj?cy w ca?o?ci. Rano znów obudzi? mnie dziadek, w?ciek?em się bo chcia?em się wyspa? a ten znów to samo – burkn??em coś spakowa?em graty i sie wynios?em. W planie by? autostop do Shiro nad morze – zrobiłem dos?ownie par? kroków a tu uderzy?a mnie ?ciana muzyki. Okaza?o si?, że o 13:00 zaczyna się Source Rock Festival Kawayu 05 – same alternatywne bandy ze wschodniego wybrze?a Hokkaido. By?a przednia zabawa, nowi ludzie a dzi? już niedziela i w końcu wyjade z Kawayu …

 

Opublikowano common life | Otagowano

z dali do lijiang

 


House and hill


Hot hot!! – Scalping out the market for dinner


Dinner – We stopped in a small village just outside Dali to take some photos of the lake and buy dinner of fish, watermelon, Vodka (6 Yuen), and sunflower seeds.


Surface of the moon – We stopped at an amazing quarry to camp after negotiating a price with the land owners for camping a fire wood (free)


Barbeque at its best – In the middle of nowhere, under a cloudless sky, drinking cheap vodka, listening to Johnny Cash on Barts Ipod.


Destination Leijang – Setting of for another day on the road.


Probably the only picture you’ll see on this site that Ian took – Road was so good I took a photo of it


We came, we saw, I conquered (Bart had a nap) – Ok, I didn’t climb the one with snow on it but the one next to it, solo!

pozdrowienia dla jurka dudka od pijanych Anglików ;)

Opublikowano common life | Otagowano ,

tuktuk o imieniu sara

Ian dorarl po dwoch dniach z granicy wietnamskiej do Kunming – -czerwony jak burak i czerwony jak tuktuk o imieniu Sara (takie imie nadala mu laska ze Szwajcari – poprzedni wlasciciel trojkolowca). Maszyna jest genialna – ruszamy w niedziele popolundniu do Dali a potem w 3 tygodnie jest plan aby dotrzec do Hong Kongu, a potem sie zobaczy…

 

Opublikowano common life | Otagowano

sapa jeszcze raz

par? fotek z ostatniego dnia w Sapie – właściwie mojego ulubionego miejsca w Wietnamie…

a teraz Chiny… zdjęcia na razie się nie robi? – wch?aniam klimaty w Kunming


sapa blues o 3 rano… photo by evan

Opublikowano common life | Otagowano