
Miesięczne archiwum: styczeń 2003
Znów nie spię
Staram się wyrównać balans w moim zegarze biologicznym. Ciężka sprawa. Miało to nastąpić właśnie dziś, ale się nie udało. Heh, co za pech.
Wkrótce znów walka w kolejnych redakcjach. Wiem, jak rozmawiać z pani redaktorkami, fotoedytorami. Minuty w lustrzanych windach, nowoczesne budynki mieszczące 15 redakcji należących do jednego magnata medialnego.
Wino Sofia ostatnio jest coraz bardziej różowe. A Beatlesi w słuchawkach tacy sami jak zawsze.
dlaczego niby śmiałem usunąć komentarze
Tak, właśnie, proszę nie pisać mi maili, dlaczego niby śmiałem usunąć komentarze. Po prostu ich nie będzie. Rzucam komentarz w kąt, aż do wyjazdu, do którego pewnie nie dojdzie, bo wszystko się zmieni, wstąpię do sekty raelian i porwą mnie kosmoludki w zielonym batyskafie.
Zrobiłem stronę WWW dla pewnej pani. O tym będzie potem. Bardzo panią lubię, ale niestety się rozminęliśmy. Oczywiście sam tego chciałem, ale ok. Tak miało być.
Siedzę ze słuchawkami na uszach. Miałem puścić muzykę. Miałem posprzątać w domu. Tę czynność przełożyłem na jutro, czyli dziś.
Przeczytałem „Głód” Knuta Hamsuna. Lubię takie rzeczy. Jest to opowieść o młodym inteligencie, nieprzystosowanym do życia w normalnym społeczeństwie. Koleś próbuje pisać artykuły za mizerne pieniądze, które i tak nie przychodzą za łatwo. Rzecz dzieje się w Norwegii, pod koniec 19 wieku. Głód, spanie po bramach, parkach, majaki, brak weny, samotność. Strasznie lubię takie historie. „Pasja życia” o Van Goghu i „Księżycowy Pałac” Austera miały coś z tego. Na pewno też jakieś wspomnienia wróciły, szczególnie z wypraw autostopowych 1995-1997. Gdy rozum głodny, ciało wyniszczone po dniach wędrówki, włóczęgi, budzą się demony, przekracza się pewną barierę w mózgu, wszystko staje się ostrzejsze, wyraźniejsze, zapachy uderzają z intensywnością jak nigdy. Na pewno też człowiek zwierzęceje, nie przejmuje się właściwie niczym, zastanawia się tylko nad tym, gdzie by się przespać za darmo, zjeść za friko i złapać stopa do następnego miasta.
+ | –
Dziś pojadę do Empiku. Trzeba kupić organizer. Co z tego, że sobie zapiszę rzeczy w pliku txt, jak nie otworzę go wtedy, kiedy trzeba. Poza tym tusz się w drukarce wyczerpał, więc nie mogę tego drukować.
Haha, tak sobie pomyślałem, że się nie dziwię moim staruszkom, że mnie biją po głowie za robienie bałaganu, kiedy jestem w Kłodzku. Wcale a wcale. Mam to samo, jak nie będzie ten bałagan posprzątany, to właściwie nie jestem w stanie zrobić nic sensownego. Szczerzące się na mnie sterty kubków po kawie, patelnia po jajku, wszystkie gazety z ostatnich 2 tygodni, 3 otwarte książki („Głód”, „29,99”, „Strach przed lataniem”) wokół materaca pokrytego ubraniami, bzdetami. Brudny brodzik, błoto w przedpokoju, klej do zdjęć w umywalce. Na biurku CD-ki, sprzęt, baterie, zdjęcia, niezeskanowane negatywy.
W głowie niedokończona książka, 5 artykułów, jeden pomysł do realizacji – który mogę zrobić wizualnie sam do końca, potrzebuję tylko muzyki, aby ktoś napisał lub użyczył (myślę o muzyce Grammatika w tym momencie, bo najbardziej pasuje do tego, co wymyślam). Szczegóły wkrótce ;) Będzie to film dokumentalny.
Praca, kasa, zlecenia – to też jakieś rozmyte. Indie – również. Wszystko niby się w dobrym kierunku toczy.
Pieprzony głód wszelkich zmian. We wszystkim, co robię. Weryfikacja.
tramwaje
Z powodu trzymania ciepła w warszawskich tramwajach i autobusach wprowadzono nowe zasady – DRZWI OTWIERA SIĘ SAMODZIELNIE – naciskamy guzik i wychodzimy/wchodzimy.
Trudno się przyzwyczaić do tego, więc ta sama scena się powtarza. Zatrzymuje się tramwaj. Chcesz wyjść, ale nie wpadasz na to, aby nacisnąć guzik, to samo mają ci, co wchodzą. Następuje sekunda ciszy, zaniepokojenia, trzeba spojrzeć w oczy wchodzącym/wychodzącym. Czasem jakiś dres wyskoczy z filozoficznym pytaniem: NA CO SIĘ, KURWA, GAPISZ?
…
Zmieniam tryb znowu. Postanowiłem wstawać rano. Uu…





