Miesięczne archiwum: październik 2001

SURFING dzien 1

MArtin z Argentyny – wytatuowany instruktor surfingu okazal sie bardzo pomocny – wyjasnil wszystkie zawilosci, techniki, roznice miedzy deskami (ja i Olgar z Holandii mielismy dwie : krotka i dluga).

PO godzinie bylismy w wodzie. Coz .. powiem jedno – surfing to nie latwa sprawa. Snowboard – wywrocisz sie pare razy, obijesz tylek ale po pol godzinie juz zjezdzasz, trzymajac rownowage na desce.

Fale to juz inna sprawa.

Pierwsza rzecz – jestes regular czy goofie, czyli ktora noga do przodu. Ja jestem goofie, wiec przywiazuje linke laczaca mnie z deska do lewej nogi.

Druga rzecz – aby dostac sie glebiej i dalej w morze, najpierw musisz przebic sie przez mniejsze fale. W przypadku krotkiej deski – stosuje sie techinkie DUCK DIVE – czyli KACZKA. Lezysz na desce i wioslujesz, gdy zbliza sie fala klekasz na jednym kolanie, broda zbilzaj sie do deski a prawa noge wyrzucasz w powietrze. Proste? no prawie – ale slona woda nie smakuje za dobrze.

Potem trzeba sie nauczyc siedziec na desce i lapac rownowage. To prawie latwe .. :))

Kolejna rzecz – LAPANIE WLASCIWEJ I DOBREJ FALI…. no spoko po 3 godzinach lapalem fale , ale bylem zbyt zmeczony aby w ciagu ulamka sekundy i w odowiednim momemncie wyskoczyc obiema stopami na deske (na dlugiej desce sie udalo na krotkiej nie).

4 godziny surfowania i jestem martwy. Ale jutro znow. I POjutrze. Dopoki sie nie naucze.

Lekca 2 godziny – 5$
Deska na caly dzien 4$

takie ceny i zasuwasz
surf6

surf5

surf4

surf3

surf_shop

 George Fant Jersey

Opublikowano americana | Otagowano

MONTANITA dzien 2

no coz. dzis zaczynam surfowac. wczoraj tylko moczylem tylek w cieplych calkiem wodach Oceanu Spokojnego.

Wczoraj wgryzalem sie w klimaty czytajac odpowiednia literature. Pilem tez Cuba Libre z 4 Holendrow. O nich wkrotce.

Surfing.

Beach Boys – ktorych plasje posrodki 3 b-boysow – tuz za Beastie Boys a oczywiscie daleko przed gownianymi Backstreet Boys…. inncyh bboys nie znam. Sluchalem wczoraj ich wersji CALIFORNIA DREAMIN… szare niebo, fale, przygaszone jakies niemrawe swiatlo w barze.

Surfing.

Fale.

Ocean.

Pearl Jam OCEANS.

Hold on to the thread…the currents will shift…
Glide me towards you know something’s left.
And we’re all allowed to dream of the next time we touch…

You don’t have to stray the oceans away…
Waves roll in my thoughts. Hold tight the ring,
The sea will rise…please stand by the shore.
I will be… I will be there once more.

MOja ulubiona plyta lat 90 staje wypelnia mi znow glowe. Teraz juz sie dopelnila.

Chcialbym pisac wiecej i wiecej. Mysli (pozytywne) wrecz rozsadzaja mi czaszke. Musze tylko usiac na chwile gdzie w spokoju. Zamknac oczy na 5 sekund. Krotkich sekund i zaczac znow pisac. Wiecej i wiecej.

ale to wieczorem. nie dzis… nie dzis…

slyszalem ze juz jesienna deprecha w Polsce grasuje… jakos dziwnie w tym roku mnie omija – zerwanie z tradycja…

 Prince Amukamara Authentic Jersey

Opublikowano americana | Otagowano

MONTANITA dzien 1

No w koncu dojechalem. Hm… nie ma slonca, fale niezawysokie, ale mam nadzieje ze bedzie lepiej. Wioska genialna, hotel z bambusa z wlasnym lozkiem 2×2 metry i kibelkiem z prysznicem za 4$. Mialem okazje zlapac pokoj za 1 $ – ale wlasciciel hotelu wygladal na sporego kretacza, ktory za bardzo odurzyl sie whiskey i jointami.

Muzyka, bongosy, nieustajacy odglos fal rozbijajacych sie o brzeg, doskanala pizza za 2 dolce i piwo za 70 centow. Da sie zyc. Surfowanie w internecie 3$ za godzine (zajebiscie drogo) a wypozyczenie deski surfingowej 3$ za … dzien! No wiec – czas lapac fale. Oblozylem sie literatura surfingowa i czytam, ogladam. JUtro pierwszy dzien zmagan z oceanem.

 

Opublikowano americana | Otagowano

EKWADOR / GUAYAQUIL

24 godziny w autobusie. 1300 km z Limy do Guayaquil w Ekwadorze. Panamericana – droga, ktora ciagnie sie tysiace kilosow z polnocy na poludnie (lub odwrotnie) z mala przerwa gdzies w dzungli na granicy panamsko – kolumbijskiej.

Jak glupi frajer zostaje z 20 solami w kieszeni. Zapominam wymienic je u kolesi z przerobionymi kalkulatorami (niezly przekret, maja tak przerobione maszyny, ze licza na ich korzysc). Mam wiec teraz peruwianski banknot na pamiatke.

Formalnosci graniczne. Bez problemu. W moto rikszy z Granicy do urzedu paszportowego spotkam Kio – jak kazdy Japoniec – jest niezle zakrecony i zyje we wlasnym swiecie (pelnym sake i gejsz – chcialoby sie rzec). Buch, bach – czerwone pieczatki znow zapelniaja moj paszport. Postuluje o wydawanie paszportow z wieksza iloscia stron. Nowy paszport mam 4 miesiace a juz jest w polowie zapackany biurokratycznym sufem poludniowoamerykanskich urzedasow.

Guayaquil – ponoc najwieksze miasto Ekwadoru. 1,5 mieszkancow. Czuje sie jak w Ameryce Pln – kieszenie wypchane dolarami. Ekwador na poczatku roku wycofal swoja walute – teraz placi sie martwymi prezydentami. Ceny jak w Peru, no moze troche taniej – ale teraz jestem w duzym miescie. Na zadupiu bedzie inaczej, raczej.

Hotel za 4 $. Zostaje tylko na jedna noc. Kasa z bankomatu. Zakupy. Kino. Pizza hut. Czy cos w tym stylu. Nic wiecej w kazdym razie.

Jezyk hiszpanski laczy kraje Ameryki Lacinskiej. Te same produkty w sklepach, hity w radiu i na ulicy, filmy w kinach. Tak samo ubrane malolaty na ulicy. Styl latino – z jakim juz wczesniej zetknalem sie w Meksyku czy w hiszpanskim harlemie w NYC. Laski – obcisle spodne, buciczki na obasie, cycuszki na wierzchu, jak i brzuch (nie wazne czy tlusty, pomarszczony czy pieknie uksztaltowany – musi byc w i d o c z n y ). Ciemna karnacja, te same fryzury i takie same spojrzenia i hihoty gdy gringo snuje sie po ulicach. Kolesie natomiast – styl hiphop macho – szerokie gacie, airwalki, czapeczki z NY zakrecone do tylu. Tommy Hilfigger, Nike, Fila czy podrobki.

Muzyka – niezaprzeczalnie najwieszym hitem jest MAYONESSA. Wszedzie – od Argentyny zaczynajac – dzien w dzien, parokrotnie. Nie da sie od tej piosenki uciec. Mam wszystkie najbardziej popularne songi na MD. Naprawde zajebiste. Jak tylko znajde sposobnosc wrzuce je na MP3.

Internet w Ekwadorze – drozszy niz w Peru (tam za 70 centow / godzina , tutaj 1,5$). Nieprofesjonalna obsluga, glupi senni, zaspani frajerzy. Ktorzy w momencie pokazania mi jaki komputer moge uzyc – podchodza do niego i sami uruchamiaja IE i wstukuja hotmajl.com – sa pewni ze tego uzywam.

Siedze w hotelu i zastanawiam sie co dzieje sie z ludzmi, ktorych spotkalem w drodze. Od niektorych dostalem maile i jestem w stalym kontakcie. I ci co mi teraz do glowy przyszli….

Marie-Julie (ILha Grande) – wrocila wkrotce do domu. Pracuje w Toronto w jakiejs TV i robi kaaarrrieeeerre.

Aasmund – moj ulubiony Wiking , razem przejechalismy pol Brazylii. Czlowiek rozjebka. NIezle zakrecony. JUz wczesniej o nim pisalem. Obecnie znajduje sie w Nowej Zelandii. Gra na basie w jakims popularnym zespole i bede rozgrzewali publikie podczas koncertow Robbie Williamsa w NZ. HEhehe… no ladnie

Olivia (Sao Paolo) – uczy sie photoszopa i grafiki, i wciaz marzy o wyjezdzie dookola swiata- ale ma jeszcze czas.

Marcel(Boliwia, Peru) – stary dran wrocil do rzeszy. Studiuje i pisze ze chce juz wracac do Ameryki Pld ;)))

Ben i Natalie – dostalem od nich wczoraj maila – sa w Wenezueli. Maja w dupie motorki chyba….

Lisa i Gustavo (Machu Picchcu) – powrot do Niemiec. Lisa studiuje, Gustavo strzyze punkow w domu.

Ben, Chris, Tom (Titicaca) – poluja znow na Kangury w ojczystym kraju…

Marta i Kuba (Arequipa) – po 4 dniowym pobycie w szpitalu, chyba dochodza do formy. No nie? napiszcie…

… to nie wszyscy…. wkrotce chyba napisze cos wiecej o losach ludzi w drodze.

Wygladam przez okno. Mroczna ulica. Lachociagi juz czyhaja na klientow. Jest duszno, goraco i komary sie przbudzily. Zakupilem dwa browce, kilo winogron i jablka. Wlaczaylem TV z 3 kanalami i pisze. W TV – GOWNO. A propos slowa gowno – czy nie pochodzi od slowa GUANO- Czy ktos sie orientuje?

Poranek. Nie zjadlem sniadana – popedzilem na internet dokonczyc wrzucanie zdjec. Zaraz jade do Montanita – nie wiem czy tam maja siec. Ale maja za to morze, plaze i deski surfingowe.

 

Opublikowano americana | Otagowano

Znow w drodze

No i za chwile 22 godziny (lub wiecej) podrozy autobusem az do samej granicy z Ekwadorem. 10 dni w LImie? po coś ale warto bylo, chwila wytchnienia.

Wczoraj wspaniala kolacja – Yama i Amid sa doskonale i wspaniale gotuja ;) Znow przyzadzily genialne gotowane warzywa, mielone mieso. DO tego pisco sour – kupione wczesniej w supermarkecie (aa… wkrotce zdjecia z sesji.supermarket ver 1.0). A dzis trza bylo sie pozegnac. Wspanialych ludzi sie czasem spotyka na drodze: Kobi, Yama, Amid, Michal, Katie i pare jeszcze innych person, z ktorymi mialem przyjemnosc w Milaflores….

Opublikowano americana | Otagowano ,

taksidrajwery

B:Hola
T:Buenos Tardes
B:Para Ormeno Bus Estacion?
T:10
B:5
T:8
B:6
T:Vamos

Opublikowano americana | Otagowano

Nocna wizyta

A potem nie wiadomo czemu znalazlem sie w supermarkecie otwartym 24/7. Pojechalem taksowka. W samych spodenkach surfingowych i koszulce. Bylo zimno ale co tam. Nie ma nic gorszego nic glod o 1 w nocy. Glukoza odplywa z mozgu, potrzeba slodkiego. Mroczne miasto. Taksi drajwer nawija teksty o swojej pracy. Nie slucham go. Jestesmy na miejscu – place 3 sole i zmierzam w strone ogromnego oswietlonego sklepu. Nie ma ludzi – oprocz paru kolesi w gajerkach i jednej kobiety, okolo 30, co wyglada luksusowa kurwa. No wiec – probuje sie zebrac w sobie i znalezc: platki, mleko, jogurt, mandarynki, cole, chipsy, hotdogi. Z glosnikow MUZAK – jakis dziwny odhumanizowany klimat – cos w stylu filmow z lat 70tych. Wszystko wyglada jak na przesterowanym crossie (slajd wywolany jak negatyw – co daje dziwne kolorki). Uff… uwijam sie w dobre pol godziny. Mam Manu Chao na uszach „Hej Bobi Marlej sing samfing gud for mi”. Taksowkarz juz na mnie nie czeka. Podjezdza drugi. Ujezdzamy z 500 metrow – ten kompletnie nie kuma gdzie jest moj dom. Tlumacze – jedz pan na Ovalo – z tamta wzdluz Pardo do Morza i tam bedzie rumba (rondo). A nad morze to bedzie kosztowalo 7 soli. Protestuje oczywiscie. Przecietna cena to 3. Wiec wysiadam z taki niedojedzonym hotdogiem. Ide pareset metrow do Ovalo a tam taksi. Za 3 – jedziemy. Taksowkarz, okazalo sie, pracowal na polskie lodzi „Prastara” na morzu Chinskim. KURWA MAC! – krzyczy mi do ucha, bez sladu akcentu. W koncu hotel. Place mu 5 zamiast 3, przybijamy piatke, zgdonie krzyczac KURWA MAC!

Hotel – wszyscy juz spia. Wymiekli, oczekujac na platki i mleko. Bedzie na sniadanie.

I tak uplywa zycie w Limie. Jutro definitywnie musze wyjechac. 16.10.2001 – konczy mi sie wiza. Trza sie wiec przeniesc w miejsce gdzie nie dociera juz Prad Humboldta – tam jest znaczniej cieplej, jak sadze.

Opublikowano americana | Otagowano

Przedostatni wieczor w Limie…

Nie bylo salatki. Byl za to MAGICZNY OMLET. Koles przyrzadzil i przyprawil go nadzwyczajnie. Zasiedlismy przy stole. Izraelici i Mila ze swoim przyjacielem – nie pamietam imienia – czlowiek – wiek 60 lat. Na pytanie Mili co to za potrawa, Kobi odpowiedzial ze to Mary Huevo (Jajo Marii). No .. jajo bylo niezle. Po pol godzinie zaczelo sie. Najpierw znajomy Mili zaczal nawijke o Chrystusie, potem zszedl na historie jak to calowal sie z zakonnica. Gdy zapuscilem Jamesa Browna, rzekl ze w latach 60tych jego zespol wykonywal jego utwory – a on byl wokalista najlepiej nasladujacym Jamesa. I feel so good. Mila tymczasem tanczyla w kuchni. Widok byl zaiste mistrzowski. Szerokie usmiechy znieksztalcily twarze mieszkancow domy przy Chacaltana 162.

Hm.. a wieczor sie dopiero zaczal…

supermarket3_sm

supermarket3

taxi1

supermarket8

supermarket7

supermarket666

supermarket5

supermarket4

salatka1

panamericana1

panamericana_bart

bart_lessie_kobi

supermarket1

pan_pacynka

half_yama

mary_huevo1

Opublikowano americana | Otagowano

Nie bede…

wchodzil w szczegoly, ale nastroj mam znakomity :)) mala przerwa w wiekszym pisaniu.. dzien dwa…. kto wie. za pare dni konczy sie wiza – wiec szykuje sie do 24 godzinnej jazdy autobusem na granice z Ekwadorem. Kasy na samolot ni ma – a poza tym mozna troche panamericany zobaczyc.

zmienilem troche dizajn – dla uporzadkowania linkow – troche sie juz mieszalo – i trza bylo przewijac w dol. urodzil sie wlasnie pasek po prawej stronie ekranu. nie obchodzi mnie oczywiscie czy komus to sie podoba czy nie – zadnych skarg prosiem.
yo

Opublikowano americana | Otagowano

Dni w Limie.

Dupa mi przyrosla. Do Miraflores i domku na pewnej ulicy. Bynajmniej nie Sezamkowej, choc dzis ogladalem jeden odcinek na wideo wraz z dzieciakami pt. „Where is the BIG BIRD??”. Od 4 dni probuje wyruszyc z Limy. Aby ten tego pozwiedzac pare ruin. To sumienie. Ale wewnetrzny glos szepce: bartek, pierdol to…

I slusznie.

Wiza mi sie konczy za 5 dni. Wiec chyba wkrotce wyrusze na polnoc – do Ekwadoru. E K W A D O R !!

Urodziny Ronego. W sasiednim hostelu – Casa de Mochilero. Zajebiste zydowskie zarcie. Potem zapuscilismy RHCP i strzelilo pare butli czerwonego wina rocznik 1998. Rownie dobre jak Sofia.

Ostatnimi czasy mam wrazenie ze nie ma innych plecakowiczow-turystow oprocz Izraelcow. Aaa…. :))

Dni sa jakies rastafariansko-izraelsko-peruwianskie. To wszystko przez Yame. Zapuszczamy Boba Marleya, Potem SUBLIME Rivers of Babylon. Jest jakos ulotnie. Kosmicznie. Ja tez kcem dredy :) Yama wyglada jak Lauryn Hill. Jej starzy sa z Maroko – Sefardyjczycy. Wyciagam prezent od Olivii z Sao Paolo. 5 centymetrowe nasiono jakies rosliny z Amazonskiej dzungli. Z dwiema dziurkami. Na jedna chmure starcza.

Emancipate yourselves from mental slavery;
None but ourselves can free our minds.
Have no fear for atomic energy,
'Cause none of them can stop the time.
How long shall they kill our prophets,
While we stand aside and look? Ooh!
Some say it’s just a part of it:
We’ve got to fulfil de book.

– Marley, Redemption Song

Dzis rano. Rozmowa Kobiego z Milagros (wlascicielka domu). Kobi jedzie do Baranco wieczorem – aby zazielenic wieczor. Po powrocie jak mowi przygotuje magiczna salatke… ;)

– Mila ! dzis wieczorem specjalna kolacja – przygotuje salatke – wola Kobi do Mili
– A wspaniale Kobi, wspaniale. Swietnie gotujesz, mozesz wziac z kuchni wszystko co potrzebujesz.

Patrze z niedowierzaniem, ten mruga mi okiem. Nie moge sie doczekac widoku Mili wsuwajaca magiczna salatke Kobiego…. Musimy tylko jakos zniechecic dzieci do jedzenia zieleniny.

panamericana1

panamericana_bart

bart_lessie_kobi

supermarket1

pan_pacynka

half_yama

mary_huevo1

yama1

yama_kobi

yama_cindy

tonieja

skarpetki_lsd

rasta_karty

poranek_w_ mac

klasyczny_dzien

paraglajding

mary

lets_joint2

lets_joint

naor

bart_amid

cindy_lassie_angie

cindy_lassie

cindy1

party_rony3

party_rony2

party_rony

Opublikowano americana | Otagowano