Nocna wizyta

A potem nie wiadomo czemu znalazlem sie w supermarkecie otwartym 24/7. Pojechalem taksowka. W samych spodenkach surfingowych i koszulce. Bylo zimno ale co tam. Nie ma nic gorszego nic glod o 1 w nocy. Glukoza odplywa z mozgu, potrzeba slodkiego. Mroczne miasto. Taksi drajwer nawija teksty o swojej pracy. Nie slucham go. Jestesmy na miejscu – place 3 sole i zmierzam w strone ogromnego oswietlonego sklepu. Nie ma ludzi – oprocz paru kolesi w gajerkach i jednej kobiety, okolo 30, co wyglada luksusowa kurwa. No wiec – probuje sie zebrac w sobie i znalezc: platki, mleko, jogurt, mandarynki, cole, chipsy, hotdogi. Z glosnikow MUZAK – jakis dziwny odhumanizowany klimat – cos w stylu filmow z lat 70tych. Wszystko wyglada jak na przesterowanym crossie (slajd wywolany jak negatyw – co daje dziwne kolorki). Uff… uwijam sie w dobre pol godziny. Mam Manu Chao na uszach „Hej Bobi Marlej sing samfing gud for mi”. Taksowkarz juz na mnie nie czeka. Podjezdza drugi. Ujezdzamy z 500 metrow – ten kompletnie nie kuma gdzie jest moj dom. Tlumacze – jedz pan na Ovalo – z tamta wzdluz Pardo do Morza i tam bedzie rumba (rondo). A nad morze to bedzie kosztowalo 7 soli. Protestuje oczywiscie. Przecietna cena to 3. Wiec wysiadam z taki niedojedzonym hotdogiem. Ide pareset metrow do Ovalo a tam taksi. Za 3 – jedziemy. Taksowkarz, okazalo sie, pracowal na polskie lodzi „Prastara” na morzu Chinskim. KURWA MAC! – krzyczy mi do ucha, bez sladu akcentu. W koncu hotel. Place mu 5 zamiast 3, przybijamy piatke, zgdonie krzyczac KURWA MAC!

Hotel – wszyscy juz spia. Wymiekli, oczekujac na platki i mleko. Bedzie na sniadanie.

I tak uplywa zycie w Limie. Jutro definitywnie musze wyjechac. 16.10.2001 – konczy mi sie wiza. Trza sie wiec przeniesc w miejsce gdzie nie dociera juz Prad Humboldta – tam jest znaczniej cieplej, jak sadze.
 Niklas Kronwall Jersey

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.