pekin

Zmęczenie materiału. Zbyt dużo śpię, za mało robię zdjęć i prawie wcale nie piszę. Przesiaduję całe dni w Hutongach (tysiące starych chińskich domów połączonych ze sobą tworzących labirynt uliczek i alejek). Mieszkam u Francuzów których spotkałem w Nepalu – świetni ludzie – Lorenna, Ezra i Hanako. Wcześniej mieszkałem u Radzia – mega człowieka ale przeniosłem się bardziej do centrum…

Jutro przyjeżdża Ian (człowiek z tuktuka) i prawdopodobnie jedziemy nad morze na jeden dzień albo dwa. Generalnie pobyt w Chinach już zakończony – choć zostało mi jeszcze parę dni, zanim wsiądę w samolot do Guangzhou a stamtąd do Hongkongu. 31 lecę do Bangkoku. W Chinach koniec wakacji, pociągi pełne, udało mi się dorwać bilet na samolot za 25% więcej kasy niż za pociąg. 

Chińczycy są dziwni, źle się czuję robiąc im zdjęcia. Starsze typki i babcie siedzące na krzesełkach drapią się po brzuchach i obserwują każdy mój krok. Trzeba robić z biodra jeszcze bardziej niż wcześniej, a oni i tak wiedzą, że robię im zdjęcia. Łatwo spotkać się z niechęcią albo agresją. Portrety z dalszego dystansu odpadają – nie mam żadnego długiego obiektywu. Kompletnie inna bajka niż na południu Chin, gdzie nigdy nie było problemu – nawet w wioskach gdzie nigdy nie widziano białych diabłów.

Ten wpis został opublikowany w kategorii travel i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.