kuala lumpur

KLCC. samo centrum Kuala Lumpur. siedze w starbucksie tuz u stop najwyzszego budynku (a raczej budynkow) na swiecie – Petronas Tower. gorace powietrze schladzaja wentylatory mutanty – zraszajace wszystko drobnymi kropelkami wody. jest przyjemnie, parno, mimo ze wieczor, jasno jak w dzien. miejscowka pelna mlodych japiszonow, ale tak na maksa wymiksowanych – Chinczycy, Hindusi, Malaje i inne nacje. Wi-fi umozliwia surfowanie w sieci – szczesliwcy slecza przed monitorami najnowszych iBookow.

siedze jak zahipnotyzowany.

Dzihad kontra McSwiat? eee – gdzie tam. Dzihad bzyka sie z McSwiatem. Tak naprawde szefem jest pieniadz.

Malezja prze do przodu. W 1997 zalamanie walut azjatyckich troche skopalo im tylki ale wszystko znow w normie. Niesamowite jak w kraju pelnym roznych religii, kultur wszyscy zmierzaja do jednego celu – aby bylo im dobrze. Malezja odcina sie od zachodu. Jest promuzulmanska. Jest antyamerykanska – oczywiscie do pewnego stopnia – na uzytek publiki. Obywatele Izraela nie maja wjazdu do kraju.

Wyobrazcie sobie Nowy Jork. Ale bez Williamsburga pelnego Chasydow, polskiego Greenpointu, Malej Odessy pelnej czerwononosych Rosjan, nie ma portorykow, nie ma makaroniarzy, czarni bracia wyparowali wraz z Harlemem i Bronxem. Pozostaly tylko Chinatown, skupiska Hindusow, Persow, Muzulumanow, Filipino plus wiezowce, niesamowita infrastruktura, fastfoody, zapach przypraw i kawy. Kuala Lumpur to wlasnie taki azjatycki NYC. Nie bylem w Tokio ani w Chinach (tylko HK), pewnie tam jest podobnie.

a teraz sobie wyobrazcie ze zyjemy w innym rownoleglym swiecie (jak w SLIDERS – kumacie ten serial?). wiec w tym swiecie nie bylo wypraw krzyzowych, lingua franca to arabski, papiezem nie jest Polak ale Indonezyjczyk z malajskimi korzeniami i chinska babcia, tzn nawet nie jest papiezem jest Mega Mulla, NadImamem czy jak to nazwac. Kambodzanscy backpackersi przeklinaja dziury na amerykanskich drogach, Anglia jest dzikim krajem, a jego najwieksza atrakcja jest pare kamieni i chlopi sadzacy kukurydze. Rosje skuly lody. Zydowscy backpackersi nie sa wcale tacy jacy sa w tym swiecie – nie musieli isc do wojska, wiec nie bakaja gandzi i nie rozbijaja sie po swiecie, ale siedza w domach, gdzies w Argentynie. Cala Ameryka Pld jest rajem – Amerykanie musza przedzierac sie przez zielona granice aby dostac prace w myjni w Mexico City. Osama jest szefem ONZ a Rzorsz Busz przegania krowy na ranczo. Saddam nigdy nie istnial – bo Irak jest megakrajem pelnym dobrych ludzi (zreszta pewnie jak teraz) ktorzy martwia sie tylko o to aby plony tego lata byly jeszcze lepsze. A najbardziej rozwinieta jest Afryka, ktora nigdy nie byla dzika. Polska to Polska – tego bym nie zmienial – tak czy owak jest exotissimo. ok tyle sajensfykszon.

……

skumalem ze 1 ringgit to 1 zet. Wychodzi na to ze Malezja wcale nie jest droga. Hotel od 7 zeta do 20. Jedzenie za 3-5 zeta (mniam, hinduska kuchnia). Net za 2 zeta za godzine. Autobus z Penang do KL (super VIP, najwygodniejszy jakim jechalem z siedzeniami jak w first class) za 20 zeta. Jest spoko.

aaaaa jezu glowe mi rozsadzaja mysli. potem je pozbieram, bo na razie leza na brudnej posadzce w knajpie netowej.

aloha compadres

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.