COLORADO!

Ostatnia noc w NYC i jeszcze jedna impra. Ale juz musialem stamtad zmykac. Wizja gor Skalistych i lepienia buritos zacmila mi zmysly. 3 srodki transportu: greyhound (140$), amtrak(260$) i samolot(roznie). Wiec dzwonie po agencjach. Z samolotem jest ciezko jak chcesz kupic bilet w biurze podrozy. Tam mi Concita krzyknela 450$ i to musialbym czekac pare dni. No ale od czego mamy Internet?

Zanurzam sie w otchlani polaczen sieciowych i znajduje. 180$ plus podatek do Denver. Telefon – bo moja karta kredytowa juz od jakiegos czasu nie dziala, a przez siec jakbym chcial kupic to musze miec karte – i dzownie do biura ATA. Siur, siur, blablabla i po 10 minutach mam rezerwacje. Bilety sa tak tanie – bo caly zamysl tych linii lotniczych to korzystanie sprzedaz biletow tylko przez fon lub net, nie podawanie zarcia w samolocie, brak pierwszej klasy i tym samym wiecej ludzi sie w samolocie miesci w drugiej klasie.

Plecak, metro, zolta, fioletowa i pomaranczowa linia a potem jeszcze autobus i jestem na La Guardia. Odlot. Chicago. Denver.

Maras dorwal od Ani samochod i juz na mnie czekal. wlasciwie to male ryzyko jak sie nie ma prawka – ale w druga strone to juz ja prowadzilem.

Snieg, mroz, pusta autostrada, na przeleczy taki snieg i lod ze pare razy w ladny poslizg wpadlismy naszym subaru, ale kontrolowanie. Po drodze jeszcze stacja benzynowa i cos do zarcia. Wydaje ostatnie dolce. W kieszeni zostaje mi 2$…

O 3 rano dotarlem z Marasem do Fraser kolo Winter Parku w Gorach Skalistych. Mieszkam u Ani, Majka i ich coreczki jednorocznej Julki :))

Nowa sytuacja wiec zaczynam sie przystosowywac. Bedzie ciekawie to juz wiem. Male miasteczko cosd w stylu tego co w przystanku Alaska. Podobni ludzie, wszyscy sie znaja, kazdy jednemu obrabia dupe, a w tle majestatyczne i poszarpane szczyty gorskie az do 4300 mnpm.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.