Archiwa tagu: india

Varanasi. Horizontal.

 

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Banaras Hindu University / wydział sztuk pięknych

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

varanasi

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Varanasi. Życie na ghatach i na dachach.

Varanasi otumania. Ilość momentów, kadrów, kompozycji jakie wychwytuje oko jest zastraszająca. Jak pokazać to aby nie bylo banalne? W jaki sposób w tym szaleństwie, orgii symboli i światła, znaleźć cos wyróżniającego sie i na tyle mocnego by zapadło w glowie na dłuższy moment, nie zabite przez kolejny oszałamiający obrazek?

Gąszcz ulic, labirynt alejek i przesmyków tak wąskich, ze tylko pies czy malpa sie przeciśnie. Trochę szerszymi wąwozami przeciskają sie rowery, motocykle, ludzie i zwierzęta. Rożnych rozmiarów bydło leży, stoi, idzie, przeżuwa nic nie robiąc sobie z tego, ze wlasnie tamuje caly ruch.

Na gorze miastem rządzą malpy. Te człekopodobne stwory bujają sie po dachach całego miasta. Siedząc w okratowanej knajpce na dachu (zabezpieczenie przeciwko zbyt zuchwałym malpa, które kradną dobytek, jedzenie i przeszkadzają turystom w kontemplowaniu chwil) sam czuje sie jak malpa w zoo. Malpy sa szybkie i zwinne – skaczą z budynku na budynek, smyraja sie na gzymsach dachów, kradną owoce ze straganu. Dziś rano wyrzucałem śmietnik, który nagromadził sie przez 4 dni zamieszkiwania. Wystarczył moment nieuwagi i przy czarnym worze przyczaiła sie malpa rozbebeszając go zupełnie. Chwile później przez otwarte drzwi przebiegła na dwóch lapach na środek mojego pokoju, z pewnym oszołomieniem w oczach szukając gorączkowo czegoś do jedzenia.

Sobotnie popołudnie nakręca iście plażowa atmosfera na ghatach. Mężczyźni przyodziani jedynie w skapa szmatę na przyrodzeniach zażywają odświeżającej i „oczyszczającej” kąpieli w Gangesie.Reszta spi, grzeje kości w słońcu. Male grupki zbite w zwarte kupki grają w karty w cieniu lichego rusztowania na którym suszy sie pranie i powiewają kolorowe szmaty. Ktoś musi cos jednak robić. Pracze zasuwają – na przybrzeżnych kamieniach tłuka zapamiętale ubrania, potem rozwieszają je na sznurkach lub tez po prostu rozkladaja na ghatach, na goracych schodach i kamieniach. Właściciele lodek, trochę zrezygnowani mantrują na widok turysty – boat, boat, 50 rupies, one hour, boat, sir. Ale kto by sie teraz wybrał na słoneczną patelnie rzeki?

Idąc ghatami w stronę słońca odnosi sie wrażenie uczestniczenia w prześwietlonym filmie, który przekazuje halucynogenne treści. Film ten jest długi, jak bollywodzki obraz. Zabija kolorami, mami widokami, zasmuca i raduje, odrzuca i przyciąga zarazem. Czasem słonce czasem wiesz. Dzieciaki otaczają japońskiego turystę, próbując wysępić rupie czy sprzedać pocztówki. Ten bezradny nie wie co robić. Żebrak nawołujący do każdego kto przeszedł mu w polu widzenia kiwa sie w dziwnej pozycji – wygląda na to ze zalozyl sobie martwe nogi na plecy. Stado wolow znużone, przeżuwając idzie na kąpiel prowadzone przez 10 letniego chłopaka.

Przysiadam na herbacie u sadhu. Baba ma bardzo kreatywnie wymodelowane siwe dready i szalony blysk czarnych oczu. Nie siedzi bezczynnie paląc czaras z chilluma z ziomami tylko sprzedaje czai. Baba mówi, ze jest sławny. Baba, one picture. Byl juz w wielu magazynach i książkach. Chyba na pieniądzach mu nie zależy – on chce być sławny.

Noc. Na ulicy istny spektakl. Główna ulica przy dworcu pomimo 1 w nocy tętni życiem jak w dzień. Dym, para, spaliny, ogień, światło jarzeniówek i ogromnych ciężarówek toczących sie przez ten bajzel. Ludzie opatuleni w koce w przykucu ogrzewają zmarznięte dłonie. Będąc w Varanasi w maju 2003 trafiłem na mega upaly. Nie dalo sie spać, chodzić – człowiek zamierał, zastygał w jednej pozycji przez caly słoneczny dzień. Teraz „zima” – zaledwie 25 stopni dzień i 10 w nocy.

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

shimla

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

okolice manali

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

varanasi

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Allahabad

Następnego dnia po przyjeździe do Allahabadu wstaliśmy bardzo wcześnie o 5 rano aby pojechać na Sangam.

Czerwona kula slonca wykluła sie z mgły gdzieś daleko na drugim końcu rzeki. Bylo zimno – ci którzy zanurzyli sie w rzece drżeli z zimna, reszta wrzucała wianki, kwiaty i zapalone świece na wodę. Tu wody zielonej Jamuny spotykają sie z Gangesem – żółtawym i zamulonym. Sangam to magiczne miejsce. Co 12 lat odbywa sie tu Kumbh Mela a co 6 – Ardh Mela. Wtedy przez prawie miesiąc czasu Allahabad staje sie miejscem pielgrzymki dla milionów ludzi.

Allahabad będzie mi sie kojarzyć z traumatycznym ruchem ulicznym w okolicach Civil Lines, z cierpliwymi i nieustępliwymi rykszarzami i tym dziwnym hotelem w którym dane mi bylo spędzić trzy noce.

Centrum handlowe. McDonald’s. Chaos, zgielk, muzyka na ful. Rodziny z dziećmi, młodzieńcy grupami paradują w zbyt ciasnych dżinsach, z komórka przy uchu, z sygnetem na palcu, z brylantyna we włosach. Pojecie obciachu w Indiach jest chyba nieznane.

What is your good name, sir? – młody typek, przysiadł sie do stolika obok. Nie mialem ochoty z nikim rozmawiać. Szczególnie ze wiem jak to sie kończy – blablabla – caly dzień to samo, mogę być mily i uprzejmy ale sa pewne granice.Udaje wiec ze nie doslyszalem i i gapie sie przez okno jak biała krowa zjada brudna gazetę. W okolo centrum handlowego zgroza i pożoga. Bardzo ciekawa rzecz – ktoś buduje centrum handlowe, stawia przed nim strażników – ale w życiu nie wpadnie na to aby wysprzątać okolice wokoło. Nie ma chodnika, przejścia – nikomu to jednak nie przeszkadza. Sir, are you upset ? chłopak nie daje za wygrana. Patrze na niego przekrwionymi oczami, bo wlasnie ziewnąłem. Nie za bardzo wiem o co mu chodzi? Ze niby ja upset? Zdołowany to bylem w Polsce jesiennej teraz chyba nie mam powodu. Jak wszyscy inni jest przekonany ze musze byc z UK – kazdy bialas jest Anglikiem. Pyta o prace o wize – chce koniecznie abym mu wyslal zaproszenie, zaprzyjaznil sie, polubił. Wcześniej tego samego dnia wąsacz na skuterze marki Bajaj zatrzymał sie radośnie – Hello! Are you English? i hope you’re english. Zawiedliśmy go strasznie ze byliśmy z Polski. Poland-Holland co to za kraj tak naprawdę – czarna dziura w umysłach wszystkich ludzi świata. Mam juz chyba dość. Wychodzę i znikam w czarna noc.

Pożegnałem sie z Karolina jeszcze w J&K Palace Hotel – udala sie do Kalkuty, aby zalatwic sprawy wizowe i inne (zreszta co ja bede pisal co ona robi, zapraszam tu http://karusiek.blog.pl).

Dworzec kolejowy. Stalem na peronie plując na tory. Szczury, setki tłustych gryzoni walczyło o resztki jedzenia rzucane przez pasażerów na torowisko. Juz dawno przestałem zwracać uwagę na SYF. Nie wierze aby ktokolwiek kiedykolwiek wyczyścił ten kraj. Chyba ze dojdzie do nuklearnej wojny która zmiecie ten burdel.

W nocy dojechalem do Varanasi.

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Bodhgaya

Znalazłem miejsce na dachu w hotelu Deep Guest House. Na moment lekko unieruchomiony, zastały w miejscu, nie mogąc sie ruszyć z powodu kontuzji przemieszczam sie w kwadracie – hotel, internet, knajpa, dach. Miejscówka na dachu doskonala, aby obserwować życie ulicy. Droga niczym z westernu, ciągnąca sie wzdłuż niej parterowa zabudowa sklecona jest z betonu, lichych desek i blachy falistej. Znajdują sie tam domy, knajpki, zakłady usługowe. W zasięgu wzroku mam „Raaz Digital Studio”, „Sushima Sweets, Chat & Tea Corner”, „Tailouring House” czy „Hotel Budda”. Muchy karmią sie moja obojętnością. Zastygłem wewnątrz siebie.

Jeszcze w Delhi spiknąłem sie z Karolina. Z Delhi przedostaliśmy sie do Gai – 16 godzin pociągiem. Wychodząc z pociągu w miejscu popularnym wśród turystów należy liczyć sie z tłumem rykszarzy wierzących we własne szczęście ze to wlasnie on a nie jego kumpel upoluje parę białasów z plecakami. No i upolowali. Po ustaleniu ceny ruszyliśmy do rykszy – tłum wciąż za nami. Nie zauważyłem w tym chaosie wysokiego progu chodnika i upadłem uderzając kością piszczelowa lewej nogi w betonowy próg. Gdy sie podniosłem, spostrzegłem trzy centrymetrowa dziurę w nodze – nie powiem ze bylem bardzo szczęśliwy widząc kosc piszczelowa. Rykszarze zniknęli w jedna sekundę. „Ja-kosc” rany nie pozostawiała mi żadnych złudzeń – trzeba znaleźć szpital i szyć ranę. Szpital państwowy w Gai wyglądał nieco przerażająco ale krew ciekła z nogi i nie mialem wyjścia. Dwóch typów (chyba lekarzy ale bez służbowych ubranek) poszukało igły i nici – po odkażeniu duża ilością jodyny zaszyli mi ranę gruba dratwa – zamiast 3 szwów mialem tylko jeden. Noga wyglądala jak zaszyta szyneczka. Dostałem jeszcze zastrzyk i w drogę. Usługa darmowa – wzbraniali sie przed przyjęciem ode mnie zapłaty. W Bodhgai w lepszym punkcie medycznym jeszcze raz mi to oczyścili – dostałem lekarstwa. Chyba jakoś to będzie – nie pierwsza i nie ostatnia rana w moim życiu.

Bodhgaya niestety nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Wiem ze to miejsce bardzo ważne dla buddystow, którzy przyjeżdżają tu z całego świata aby medytować w zamkniętych miejscach gdzie budda doznał oświecenia. Niestety nic. Jak dla mnie. Wioska pelna much, żebraków i ludzi próbujących ubić interes na fakcie ze miasto jest miejscem pielgrzymek … nie ważne – nie mi osadzać cokolwiek. Poza tym moze pojawiłem sie tam w nieodpowiednim czasie…. kto wie?

Dnia trzeciego przyszedł czas aby opuscic Bodhgaye. Problem – dokąd?

Spojrzeliśmy na mapę – Karolina miala jechać do Kalkuty załatwiać sprawy i prawie sie z nia wybrałem. Ale nie bylo pociągu żadnego w tamtym kierunku. Postanowiliśmy pojechać do Allahabadu.

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

drugiego dnia gdzies w delhi

Budze sie po 12 godzinach i przez mala chwile nie wiem gdzie jestem. Wiatrak, waskie lozko z cienkim materacem. Zwykly tani pokoj w hotelu jakich wiele na Paharganj. Od noszenia torby ze szklami i aparatmi bola mnie plecy. Przewracam sie na bok, omiatam wzrokiem pare stron ksiazki Murakami. Za oknem ktore wychodzi na betonowe patio slysze glosy. To nie Izraelczycy mieszkajacy obok ale smiejacy sie do rozpuku Hindusi. Ogladaja film w klitce na lewo od mojej nory.

Wychodze na ulice. Tyle godzin w ciemnosci powoduje ze mruze oczy i nie wiem przez chwile co sie tu dzieje. Nienamyslajac sie zmierzam od razu do znajomego mi sklepiku z napojami gdzie robia najlepsze szejki w okolicy.

Swiadomosc tego ze mam 3 tygodnie tutaj w Indiach, samemu – tak jak 2 lata temu ekscytuje mnie. Zmeczenie materialu i zmiana mojego polozenia powoduje jednak ze musze chwile odpoczac i zastanowic sie co robic.

Indie nie zaskakuja jak kiedys. Choc wciaz sa tak jakby rownoleglym swiatem gdzie wszytsko jest tak odmienne i inne od tego co mam w PL.

Opublikowano India, travel | Otagowano ,