no coz. nie krzycze w nieboglosy, nie bije malych hindusow, nie opluwam sadhus w pomaranczowych szatach, nie bije krow (za sikanie i sranie gdzie popadnie powinny byc przerobione na cos bardziej pozywnego), nie placze, nie zastanawiam sie co bylo
wlasnie stracilem kamere DV sony. 15 minut temu. jak i przewodnik, torbe moja zielona, 2 ksiazki, przewodnik i zeszyt.
wystarczylo 2 sekundy pozostawienie jej wolnej z mojej plecow abym mogl wyjac pieniadze na musli bananowe
sekunde pozniej torby juz nie bylo
na szczescie nie mialem zadnych dokumentow, cyfra i caly sprzet zostala w hotelu
filmu z Indii i Nepalu juz nie bedzie.
musialo to kiedys nadejsc, wystarczyla chwila nie uwagi i zaspany umysl po wyczerpujacym goracym dniu (z pod prysznica leciala goraca zupa zamiast wody) co przestal rejestrowac wszystko co dzieje sie wokolo
Paki z Izraela mowi stary bylo ale juz nie ma, taka karma. Spiknalem sie z ekipa z Izreala wczoraj na malej imprezce w klaustrofobicznym pokoju, do 5 rano…
wkurwienie.
jade na polnoc do Risikesz.
za pare dni.
Delhi delikatnie przytlacza, stajesz sie obojetny na wszystko, nie dbam o to ze ktos nieustannie o co cie prosi, zawraca ci glowe.
Taka karma. Taki los.
Coz. Mam tylko nadzieje ze zrobie zdjecia niezle i sprzedam je za odpowiednia cene. Ze napisze artykuly teksty etc.
Nie moge miec w glowie tylko tego ze te chujki kradna. mozna miec nadzieje ze kasa ze sprzedazy tej kamery wyzywi pare rodzin hinduskich… (zludna nadzieja)
…
trzymjacie kciuki za mnie teraz kurka wodna
