hanoi

12 godzin w pociagu i jestem w Hanoi – znacznie lepiej niz w Sajgonie, o 5 rano wysiadlem na stacji kolejowej i uderzylem w sam srodek starego miasta – pijac kawe poogladalem sobie jurka dudka jak puszcza dwie szmaty w meczu z arsenalem a potem pobieglem wokolo jeziora – tam obywatele miasta energicznie wymachiwali konczynami – 80latkowie bez wytchnienia machali rakietkami do badmintona… w zdrowym ciele zdrowy duch…

4 dni bede musial poczekac na wize do Chin – choc nie wiem jak to bedzie do konca prawdopodobnie dotre do Hong Kongu kupie nowe obiektywy , odwiedze znajomych i polece na tydzien do Bangkoku (dostalem propozycje pracy – shooting na Ko Samui dla agnecji reklamowej z BKK) Wszystko dzieje sie coraz szybciej… ani dnia wytchnienia, pomysly bomarduja czaszke, notes puchnie od idei – a w laptopie konczy sie miejsce na twardym dysku… jest dobrze (tutaj odpukac)…

milej wiosny zycze


Britney is dead. B?dzie mi jej brakowa?o…


Na kawce u pani Nguyen Tran czy coś takiego

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.