odnalezione w pamietniku odnalezionym w garbie

rozdygotany, zmeczony, zadowolony lecz pelen niejasnych mysli, i swiadom braku kompetentnej wiedzy, przemieszczam sie z miasta na wies, z dzungli w inna, w betonowa.

przez miesiac pobytu w laosie nie napisalem ani slowa. ilekroc siadalem przed kompem, moja glowa byla zajeta kompletnie czym innym. sprawdzanie maili, odpisywanie na nie, gadusradu, wrzucanie zdjec. i czym predzej uciekalem.

duzo sie dzialo. za duzo. wciaz nowi ludzie, zdarzenia, sytuacje, potega natury, moc piwa i ziol, wschody i zachody slonca. i wciaz w drodze.

brudny hotel, pare slow w obcym jezyku, w ktorym jedno slowo ma wiele znaczen – gdy intonowane w inny sposob, autobus, ciezarowka, taksowka, zdarte sandaly za 5 dolcow z odklejona podeszwa, ktore zostawilem gdzies na bocznej soi w bangkoku

travellerskie zycie. nie wiem w dalszym ciagu jak sie do tego odniesc. latwo mi bylo sie w to wkrecic, ale mam mieszane uczucia. nie widze wlaciwie innej mozliwosci. bez znajomosci lokalnego jezyka, kultury, mieszkancow, historii danego kraju, z polska morda, w sandalach, w przepoconej koszulce i workowatych szarych spod niach nie ma, NIE MA, mozliwosci aby przeniknac odrobine do mozgow i serc azjatow. jestes FARANGIEM. po prostu. slowo to nie ma zadnego pejoratywnego odniesienia. po prostu slyszysz je nonstopkolor. nawet nie odnosza sie bezposrednio do ciebie. po prostu w jednym wielkim potoku slow jaki plynie zwykla ulica
bangkoku, kuala lumpur, vientaine czy phnom penh – biala morda = zdziwnie, zaciekawienie, oburzenie czy cokolwiek.

Ten wpis został opublikowany w kategorii travel i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.