Miesięczne archiwum: luty 2004

Sawatdii

Lubie takie poranki. Po calej nieprzespanej nocy, przy lekturze „Oswajania swiata” (Nicolas Bouvier), czekam na sniadanie, nocna zmiana jeszcze sie krzata, choc ospale, wyglupiajac sie, zaraz pojda do domu. Przed hotelem przemykaja sznurem turysci z plecakami. Niektorzy wyjezdzaja inni przyjezdzaja. Zycie sie toczy, tylko w ktorym kierunku?

Popijam kawe, zaraz przyniosa skwierczace sadzone jajka z bekonem, tosty, dzem i sok pomaranczowy. Pare tajskich lasek nakreca podchmielonych farangow (farang – bialy, gringo). Wiatraki na suficie leniwie mloca i tak juz schlodzone przez cala noc powietrze. Atmosfera kolonialnie senna, przesycona kacem, potem i napalmem. W koncu caly ten seks biznes nakrecil sie przez stacjonujacych tu amerykanskich zolnierzy podczas wojny w Wietnamie. Mloda Tajka lezy na 30-latku o czerwonej twarzy i rozczochranych wlosach. „take me with you” cieniutkim glosem miauczy dziewczyna, ten zbyt pijany nie moze ruszyc dupy, a ta zasypuje go kissami. Jem jajko. Do srodka wsypuje sie tlum spoconych nowych przyjezdnych. Ide zrobic poranna kupe, zabieram aparat i szybko przemieszczam sie w strone rzeki do przystani Tha Phra Athit. Za 6 batow plyne promem na poludnie do Tha Tien (tu przy swityni Wat Po), aby od razu przeskoczyc na mniejszy prom za 2 baty, na druga strone, gdzie znajduje sie Wat Arun, z charakterystyczna wysoka wieza. Ehh … wschod slonca nad Bangkokiem i Chao Phraya, rzeka ktora dzieli miasto i jest chyba jego najbardziej przepustowa droga komunikacji miejskiej. Leb mnie boli jak pomysle o jezdzie autobusem, tuk tukiem czy innym po zatloczonych duszacych ulicach tego molocha. Staram sie wiec w ogole w dzien nie poruszac pojazdami, najwyzej w nocy badz o poranku.

Coraz szybciej przyswajam nowe nazwy, zapisuje sobie zwroty i podstawowe slowa. Oczywiscie wiem ze wymawiam je nie do konca prawidlowo, ale co robic – tajski ma az 5 intonacji – niska, srednia, wysoka, opadajaca i wznoszaca sie. amen

Wzruszam siem wiec jak dzieciak tym wschodem slonca i wlaze do Wat Arun. Swiatynia jest pusta o tej porze, 3 psy bawia sie na dziedzincu, slysze jak male postacie zamiataja okolice bambusowymi miotlami, straznicy ziewaja, jest rozkosznie. Swiatynia jak to swiatynia. Jak oddawac czesc Bogu to na maksa. Nasrane ozdobami wieze, rzezby, plaskorzezby, mienia sie kolorami i lsnia zlotem – szczegolnie w blasku tego wschodzacego doprowadzajacego do lez slonca, haha…

Aby wejsc do swiatyni trzeba zabulic. Ale bez histerii to nie Angkor Wat (30$ za dzien tamze, bede musial wyciagnac sakiewke jak tam sie znajde), tutaj uiszczamy oplate 10-20 batow. Wczoraj troche mnie rozwalila sprawa Zlotego Buddy z Wat Traimit w Chinatown. W malej niepozornej swiatyni, gdzie lazilem sobie sam bez nikogo zadnych straznkow, krat, czolgow i w ogole arsenalu zolnierzy stoi (albo raczej siedzi) posag buddy. 3 metry, 5 i pol tony czystego zlota, wartego 14 milionow zielonych papierkow. Tuz obok jest szkola, dzieci graja w pilke, leniwe koty wyciagaja sie na schodach. Hm… ale to jeszcze nic. Dzis w Wat Po widzialem jeszcze innego budde, tym razem lezacego. 55 metrow na 18 wysoki czy cos w tym guscie. Blyszczacy, swiecacy z heroinistycznie otwartymi oczetami. Tlum luda w okolo. Hm… no i po co to ? Chyba raczej dla turystow. Ktorzy jezdza po swiecie aby sobie zrobic zdjecie przed czyms co jest nawieksze, najdluzsze, najdrozsze najnajnaj. Przerost formy nad trescia, zreszta bardzo generalizujac jak w wiekszosci religii. Ja tam nic nie mam do religii (przestalem na nia chodzic w 3 klasie podstawowki) ale Boga w ktorego wierzysz masz w sobie a nie w kawalku jakies wiekszej czy wiekszej materii. taki banal bananowy…

A potem przyszla porareraksu – czyli masaz tajski. Nie ma nic on wspolnego z erotyka. Tutaj bardziej chodzi o ugniatanie, wykrecanie, masowanie, wyciaganie. prawie godzinka i jestem jak nowy. Mala tajka o silnych dloniach dala naprawde rade. A na koniec dostalem jeszcze specjalna ziolowa herbatke. Milusio. Zrelaksowany, powyciagany polazlem wiec do swiatyni gdzie zlozylem sie na krotka drzemke, zjadajac wczesniej jakies chwasty z orzechami.

No i z powrotem na Khao San. Nie spalem od ladnych kilkunastu godzin. Ale jest ok. aha, hepi walentajns ewribodi
 Jimmy Graham Womens Jersey

Otagowano

noc

jest noc. granica pomiedzy dniem a noca dawno sie zatarla. to co pisze w notatniku w ogole nie trafia na bloga. jakos mi z tym dobrze, bo odrobina prywaty sie nalezy.

wlasciwie nie pamietam jak sie nazywa moj hostel, w kazdym razie dobrze tu , blisko a zarazem daleko od zatloczonej i glosnej miedzynarodowej kao san.

wsiakam atmosfere, choc raczej korci mnie aby ruszyc dupe pojutrze, pociagiem na polnoc, i ladnym lukiem przejechac rzez laos do wietnamu a stamtad do kambodzi i bek tu tajland agein.

bangkok przytlacza. moloch w ktorym wszyscy umieraja od spalin. nie poszedlem spac w nocy. o 5 rano wbilem sie w tuk tuka (tuk tuk – rodzaj moto rykszy, jak te w Indiach) i pojechalem do chinatown. krazac o wschodzie slonca po budzacych sie ze snu ulicach poczulem sie bardzo maly, bardzo sam, choc nie zagubiony. lepiej sie zgubic i zatracic czasem niz wlepiac oczy w mape (ktora w BK i tak jest bezsensu jak sie zdaje). Niesamowita sprawa, obserowac jak mieszkancy miasta przygotowuja sie na caly dzien, smazac potrawy, wystawiajac towar ze sklepow, przeladowujac, ukladajac czy sprzatajac ulice. targ miesno-warzywny rozwalil mnie totalnie – takich rybek w zyciu nie widzialem, najlepsze ze lazilem tam p tych tlustych posadzkach, obijajac sie o stragany pelne dobr, zupelnie sam. bez natarczywego tlumu turystow….

pare ladnych km zrobilem tego ranka, padniety doszedlem do rzeki, wbilem sie w lodz ktora za 10 bhatow przewiozla mnie do przystani niedaleko mojego hotelu

pare mysli

aby zrobic dobrze dany temat foto – trzeba go wymyslec, miec kontakty, miec kase, czas, cierpliwosc i jeszcze raz generalny zamysl. na razie plyne, uczac sie slow tajskich, kumajac zwyczaje, zapisujac pomysly. zobaczymy co sie wykluje. a zdjecia sie robia codziennie…

…..

kao san rd – miejsce zabaw, uciech, jest bardzo cool, jest jak koszulki z che, jak dredy, jak bob marley. stoiska z ciuchami, ksiazkami, knajpy otwarte na okraglo, tanie hotele, tanie piwo, tani seks. seks seks seks. wrecz plynie ulicami, seks + kasa + seks + kasa. na razie mam chyba tego dosc (choc kasy i seksu nigdy za wiele ;)

no dobra. nara

 Archie Manning Authentic Jersey

Otagowano

bangkok

na razie nie wiele zobaczylem z miasta. wlasciwie nic. tylko koh san rd. w nocy sie nie wyspalem – impreza, krzki, rozbijanie butelek do 2 rano za oknem, potem lola w pokoju obok stekala cala noc (przyszedl jej chlopak do niej chyba). Tekturowe sciany w spaniu nie pomagaja.

Dzis zdjecia zrzucam. tu

potem bedzie wiecej…. chill out
 Jacksonville Jaguars Authentic Jersey

Otagowano

hk miasto


 Julius Nattinen Womens Jersey

Otagowano , ,

chungking


 Ben Gedeon Jersey

Otagowano , ,

z HK do BKK

Juz Bangkok. Rano obudzilo mnie slonce. Zawsze tak jest – akurat w dzien wyjazdu. Spadowa z HK, szybka jazda busem a21, odprawa blyskawiczna, lot rowniez (przespalem).

Na lotnisku w BKK koszmarna kolejka do odprawy paszportowej. Stalem z godzine. Potem autobus do miasta. Hm…. ogromne korki, brak jakichkolwiek punktow orientacyjnych, nawet za bardzo nie wiedzialem gdzie jade. 28 km z lotniska do centrum – prawie 2 godziny. Wyskoczylem gdzies po drodze z Gavinem z Angli – byl tu pare lat temu wiec znal droge mas o menos. Koh San Road – slynna ulica – gdzie wszyscy przyjezdzaja od lat. Widzialem juz takie miejsca – o tym bedzie pozniej.

Mam hotel za 180 baht – trudno wlasciwie bylo jedynke znalezc, w ogole miejsc nie bylo. mala ale czysta cela bez kibla z wiatrakiem. Musze wyprac rzeczy, zjesc cos, zaplanowac podroz, bo chyba wypada cos wiedziec na najblizszy czas.

padam. jest 30 stopni, czas wyrzucic ubranie
 Kurt Coleman Jersey

Otagowano

HK

Cala wczesniejsza wiedza o HK opierala na filmach kung fu, produkcjach z Jackie Chanem, czy filmach Won Kar Wai. Takze kostiumowe filmidla z dzielnymi Brytolami wywarly na mnie „niezapomniane” wrazenie. Cos tam czytalem, cos tam widzialem, ale bez glebokich analiz. Wyobrazenia czesto mijaja sie z rzeczywistoscia. I wiedza na temat danego regionu moze byc zapdejtowana tylko i wylacznie przez kontakt – z zapachami, ludzmi, jezykiem i calym mnostwem szczegolow. NIe mam zadnego przewodnika z soba, cala wiedze czerpie z tego co widze, badz uslysze, wiec prosze nie brac rzeczy jako pewnik. To po prostu bardzo subiektywna sprawa – tak ja moje zdjecia i teksty… (takie ostrzezenie)

Szmal, kasa, mamona, mani, mani, mani

To pierwsze co uderza. Jeszcze nie czuc zapachow, nie slyszysz dzwiekow ulicy, szczegolnie gdy pierwszy kontakt to sterylne lotnisko polozone na 2 wyspach, 25 km od centrum HK. Wszedzie ostrzezenia o zakazie palenia, smiecenia, plucia i podobnych, podlegajacych karze do 5000-1000 HK (1 HK$ = 0,5 zeta). Potem jazda do centrum. Najtansza opcja to autobus a21 za 33 hk$ – zawozi cie prosto pod hotel. Ale o tym pozniej. Mialo byc o kasie. Widac ja wszedzie – fantazyjne wiezowce (w tym trzeci pod wzgledem wysokosci na swiecie), drogie samochody, niesamowita infrastukura, wiszace mosty,tunele, wielopasmowe autostrady, lacza wyspy HK w jeden wielki pulsujacy i niesamowicie oswietlony o zmroku organizm. Genialni i przebiegli Chinczycy czekali do konca zanim Angole oddali zajebiscie przygotowane miasto – pelne siedzib bankow, instytucji, z najwiekszym przeladunkowym portem na swiecie. To musi sie samo krecic (no byl maly krach na poacztku lat 90tych).

Wybor towarow, dobr z calego swiata zadowoli kazdego porzadnego gadzeciarza. Sam prawie wpadlem w pulapke, na szczescie nie mam kasy na bzdeciki (pozwolilem sobie tylko na obudowe wodoszczelna do ixusa, przyda sie na nurkowaniu w Tajlandii). Jestem fanem sprzetu foto – jest go tu za duzo. O wiele. Najnowsze aparaty, szkla, akcesoria po zajebistych cenach – jezeli chodzi o zakupy to HK to raj dla konsumentow ;)

Ludzie

7000000 zjadaczy ryzu, owocow morza. Przede wszystkim Chinczycy – zarowno ci stad jak i nowi Chinczycy, ktorzy sa wlasciwie tania sila robacza. Oczywiscie tez biali – widoczni wlasciwie tylko w centrum na wyspie, sa kadra menadzerska, pracuja w wielkich korporacjach. W wiekoszosci wszyscy mieszkaja w klitkach, szarych wiezowcach – wciaz nie wiem w jaki sposob zbudowanych (tzn wiem, konstrukcje z bambusa sa najlepsze) – na dole w garazach stoja mercedesy, royce rollsy, beeeeemki. Myslalem tez ze wszyscy mowia tu po angielsku. EEEERR – blad – trudno sie dogadac w miejscach gdzie przebywasz najczesciej czyli na ulicy, pytajac o droge czy tez w knajpie (hehe to jest problem, szczegolnie gdy menu w najtanszych miejscowach jest po chinsku). Jeszcze jedno – brak usmiechu – ludzie jak maszyny zasuwaja przez miasto. Moze tez tak jest ze jest zimno, dzdzyscie, mlgiscie i deszczowo. Ale idzie wiosna…

Oczywiscie nie brak tez przybyszow z innych stron swiata… Sa tu wlasciwie wszyscy

Skojarzenie jedno – wielkie miasta swiata – Londyn, NYC ….

Ordnung muss sein!

Jak juz wspomnialem. Na pewno nie tak jak w Singapurze (gdzie moze dojade w najblizszym czasie) – przadek musi byc – na Kowloon nie tak bardzo – szczegolnie w okolic Temple Street, gdzie bardziej czuc Chiny. Wystraczy jednak wziac Stary Ferry na wyspe i od razu wszystko sie zmienia. Mozna jesc z chodnika . Ostrzezenia, nakazy, zakazy sa wszedzie „trzymaj psa na smyczy” „zbieraj jego kupke” „nie pluj” „nie pal” „nie jedz” … nie oddychaj. choc przez to oczywiscie jest milo i ladnie. Beton nie przygniata. Wystarczy pojsc na wzgorza, pelne sciezek, miejsc biwakowych. W samym miescie jest wiele parkow, miejscowek gdzie mozna usiasc, sa tez ogrody botaniczne, parki zabaw dla dzieci, boiska. Wszystko niewiadomo jak upchane. Nie zdazylem jeszcze pojechac za miasto (pewnie za drugim razem, przy powrocie sie uda), lecz jak mi wiadomo sa tu miejsca (HK ma 1000 km kwadratowych) gdzie latwo mozna uciec od cywilizacji.

Chunging Mansions

Mieszkam tu. Tzn jestem, nie wiem czy mozna nazwac to mieszkaniem, raczej cela, ktora dzielilem do dzis z Erykiem z Krakowa (spadl do Chin dzis wieczorem). Teraz jestem w innej celi – jedno osobowej, z widokiem na ciesnine i futurystczne wiezowce. Chungking to kilka wielopietrowych wiezowcow, ze wspolnym parterem, pelnym sklepow, sprzedawcow wszelakich dobr, jak i cial (tu chodzi bardziej o sprzedawczynie), hinduskich knajp; wokolo kraza sprzedawcy „oridzinal” rolexow z Pakistanu, Indii, Mongolii – nawiedzeni naganiacze za kazdym razem probuja zapodac ci pokoj w swoim hotelu (nie rozpoznaja cie – zgodnie z regula – white is white, black is black, yellow is yellow). Mieszkam w Travellers Hotel – fajne i tanie miejsce. I dziwne. Pelne przygodnych podroznych, jak i stalych bywalcow. Czesc z nich pracuje tu jako nauczyciele angielskiego czasem trafi sie tez rola (tlumu) w tanim filmie made in hongkong. Jest tez John – obsikany i brudny Anglik chory na Parkinsona, ktory przyjechal tu 25 lat temu i juz zostal. Dzis kupilem mu fish and chips – w barze Loko Lak. Szef hotelu niejaki William, Chinczyk z HK, wlasciwie nie wie co z nim zrobic, bo on Angol juz tu byl zanim ten zdazyl pojawic sie na swiecie. Smutna sprawa. Reszta ekipy caly dzien wlasciwie siedzi w tzw „livinig room” i gapi sie w TV na ktorym zapodaja Animal Planet czy Discovery Travel (hehe, choc masz egzotyke i nieznane za oknem, twoim oknem jest wciaz telewiozor, chyba latwiej go ujarzmic, ale bardziej uzaleznia, rzeczywistosci nie przelaczysz pilotem… chyba tacy jestesmy)

SARS i inne

Hm. Nie widac ludzi w maskach. Oprocz pracownikow na ulicach (ale to raczej o smog idzie sprawa). Kurczaki jak sprzedawali tak sprzdaja – psy widzialem tez – ale takie mile puszyste pieski rasowe na wystawie robiace kupe – wszystkie na sprzedaz, jako nawieksi przyjaciele czlowieka. :)

…..

luzne mysli i spostrzezenia… jak zawsze zreszta. w poniedzialek jade do Bangkoku. Mam nadzieje ze kasa bedzie mniej szla niz tu.

Opublikowano travel | Otagowano ,

skok

Opublikowano travel | Otagowano ,

hong kong

widok z dachu mojego hotelu… wrzucam zdjecia tylko z ixusa, z duzego nie ida, bo nie da sie dysku podlaczyc… co jakis czas cos wpadnie ;)

Opublikowano travel | Otagowano ,

victoria peak

wlasnie wjechalem, net za darmo przez 15 minut wiec korzystam

za oknem panorama HK, zimno jak cholera, ubrany na cebulke zasuwam po miescie,

dzis pobudka o 6 rano. na korytarzu wciaz trwala impreza (tuz za sciana mojego pokoju – celi).wypilem dwie herbaty, wysluchalem zwierzen jakies chinki a propos jej marzen o japonii i o tym ze chce sobie kupic dom.

sterylnie czyste ulice z rana, niewiele ludzi, szybko docieram Star Ferry na druga strone ciesniny, na wyspe, gdzie miesci sie centrum biznesowe miasta

kawa w starbucks i z buta. martwi mnie kompletny brak swiatla, wszystko szare i plaskie. na pewno zmienie rezerwacje aby wpasc tu po raz drugi w drodze powrotnej

platanina korytarzy, przejsc, tuneli. tlum porusza sie sprawnie, wg strzalek, znakow. nie ma balaganu. wszystko jak w futurystycznym snie. masy urzednikow zasuwaja w uniformach, jak w filmie Gattaca

zaraz czeka mnie zejscie z gory, wiec uciekam… pozdro

Opublikowano travel | Otagowano ,