okazalo sie ze chiang mai to miejsce na niezla impreze – z kolesiem ze wschodnich niemiec – Dirkiem czy cos takiego (menago zespolow hardkorowych z Erfurtu, powspominalismy stare dobre czasy enerde peerel czeskie polskie ruskie bajki i w ogole klimaty Good Bye Lenin) zrobilismy mala rundke po nocnym miescie – w szczegoly nie wchodze ;)
tekst wieczoru. wysiadamy z tuktuka – Taj pyta skad jestesmy – Germany Poland – „aaaaa ju al nazi?” wyraznie ucieszyl sie koles. Nie za bardzo kumam o co chodzi z poczatku, ale po chwili pada monumentalna fraza – „hai hitlel !” radosnie wykrzykuje kierowca tuktuka. Dirk jest wyraznie nietego, ja umieram ze smiechu, a Taj z hitlerowskim pozdrowieniem podnosi prawa dlon. coz …. ;)
rano gettapa sniadanko pakowanko i zmykam na polnoc do Pai, potem sie zobaczy. w dalszym ciagu nie wiadomo jak z tymi wizami do Laosu – info jakie dostaje sa conajmniej sprzeczne
Saquon Barkley Authentic Jersey
