pzez cala droge pachnialo palona trawa – mowie oczywiscie o takiej co sie na polach pod koniec lata wypala – liscie opadly z drzew, pomaranczowe swiatlo stroboskopowo przez drzewa walilo po oczach – siedzenia byly twarde, ale co tam. przesluchalem Love Belove, Outcasta i ostatnia Fisza plytke. droga wila sie w gore i w dol i w gore, czasem mrozne powietrze podwieczorkowe mrozilo uszy mojej glowy wystawionej przez okno
w koncu zjechalismy do doliny, gdzie nad rzeczka mala wioska Pai sie znajduje
znalazlem chatke z bambusa na kurzej stopce, tuz przy wodzie za 3 dolce. wlasciwie nie ma tam nic oprocz materaca na podlodze i moskitery, ale o to chodzi.
zreszta napisze wiecej ide pochodzic i pozyczyc skuter
