war photographer

„War Photographer” o Jimie Nachtweyu zwalił mnie z nóg. Dokument. Z punktu
widzenia reżsyera filmu i samego fotografa. Nachtway podczas zdjęc w
Kosowie, Dżarakcie, Palestynie ma zamocowaną do aparatu (canon eos1v i
eos3) mikrokamerę, tak więc widać jak pracuje. Powoli, zmienia czas,
mierzy swiatlo. Przemieszcza sie z miejsca na miejsce, dostojnie, bez
pospiechu. Wokoło latają kule, przez obiektywem kobieta z Kosowa opłakuje
swojego martwego syna ( w tym momencie czlowiek siedzacy kolo mnie w sali
kinowej nie wytrzymuje i wychodzi).

Po co robić takie zdjęcia? Cześć z nich wielu z was widziało pewnie na
World Press Photo. Są niesamowite. Lecz… ale ale…

Nachtwey usprawiedliwa swoja osobę. Ktoś mógblym powiedziec ze wzbgogaca
się kosztem ofiar wojen, biedy, głody, epidemi. Ale z drugiej strony widzę
dobrze, że dają mu na to przyzwolenie, czasem nawet bez słow pozwalają mu
być razem z nimi. W chwilach tak intymnych. Nie wiem jak on to robi. Nie
wiem jak on się z nimi dogaduje. Co innego robić zdjęcia obcym ludziom,
podczas pokoju, podczas ich normalnych codziennych zajęć. Co innego w tak
ekstremalnych sytuacjach.

Film daje do myślenia. A ja jeszcze bardziej nakręcam się na fotografię.
Coś mnie utwierdziło, że powinnienem iśc dalej. Nie nie, nie mówie tu o
fotografii wojennej, skądże, po prostu dalej…

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.