Kumacie?

Zrobiłem 4 slideshows na festiwal Kawy i Herbaty, potem obchód po blogach
(zacząłem znów to robić, ot co)

Słucham płyty IMPALA, afrykasnkie rytmy + miły bit. Przeglądam liste mp3 –
10 giga kawałków, 1300 pozycji. Miotam się. Bo sam nie wiem czy cedeki
płyty tasmy i tego typu nośniki można wrzucić do lamusa? Czy tylko MP3?

Pewnie kiedyś tak. Ale płyta analog czy dobrze wydany Cd ma swoj klimat,
ma okładke, niezły design, w środku teksty i zdięcia, a z drugiej strony
ulega degradacji, rysuje się, można komuś niechcąco pożyczyć, komuś
nie-temu-właśnie. Chyba jednak jak miałbym kasę wciąż kupowałbym płyty,
ale na pewno ripowałbym je w kompa.

Możliwośc robienia playlist, randomizacja, robienie składanek, wypalanie
je jako prezent (maras się na tym kuma, robi najlepsze składaki w tej
częsci planety)

nie o tym miało być …

Gnuśnieje, czekam na moment gdy się stąd wyrwę. Jeszcze nie czas. Trzeba
coś zrobić, zakonczyc pare rzeczy.

„Panie Bart (aha.. są tacy co myślą ze Bart Pogoda to pseudo artystyczne –
skądże kufa) czy martwi się Pan tym, że przyklejono panu etykietkę
podróżnika-fotografa”

„Hm,, er,,, tak martwie się tym, bo właściwie, mogłoby się okazać ze
czekają mnie w życiu wakacje raz na rok, 10 dni, plus świeta i sylwester,
bo może już nigdy nigdzie nie wyjade i zostane grubasem patrzącym sie w
TV, gdzie jezcze jeden idiota bedzie starał się coś mi wmówić”

Fikcja, a może prawda. Przestałem nawet cokolwiek planować. Nie kupuję
przewodników nie chodzę po stronach poświeconym podróżom, szlag mnie
trafia jak ktoś jest TAm a ja TU. Nie mogę już. Muszę ładować baterie.
Wciąż się uspokajam, że jeszcze nadejdzie ten czas, i to szybko. Ajt,
pierdole, nie mam zamiaru robić kariery w imię sam nie wiem czego. WIem
wiem praca, praca, kasa kasa, rodzina którą kiedyś zaloże musi się jakoś
utrzymać, trzeba zaspokoić ambicje, nawet nie swoje, ….

Wciąż o tym mówie, rozmawiając z niektórymi. Zycie to balans, kurde
balans, jak spacer na linie pomiędzy wieżami Petronas Tower w Kuala
Lumpur, nie możesz się gibnąc w żadną stronę. Nie możesz popełnić zadnego
błedu. Jesteś tam wysoko. nawet nie 30cm nad chodnikiem. jeszcze wyżej.
Rzeczy które się dzieją, ludzie zdarzenia powodują, że fruwasz, jedziesz
jka w torze bobslejowym, z którego nie wypadniesz. Nie potrzebujesz pudru
w nos, kreski, sztucznego spida co zabija. Potrzebujesz SOMY, narkotyku co
nie uzależnia, którego nie ma a jest, tylko trzeba go zobaczyć, wziąć i
odpowiednio użyć. Jesteś w połowie drogi, (no powiedzmy w 1/3 dorgi w moim
wypadku) na linie po miedzy tymi wieżowcami, Czasem po jednej stronie
poprzeczki dzieki której utrzmujesz równowagę siada pieprzony ptaszek,
powodujący przechył, walcz z nim, nie utzrymasz równowagi, spadniesz. Nie
z tych 30cm tylko z 500m. Ponoć straszny jest dźwięk ciała uderzającego o
betonowy grunt.

Kumacie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.