spac-nie-spac

kolejna zarwana noc, lecz nie bylo wylegiwania do 2 pm. 9:49 na nogach, kawa co mozg rozpieprza, biore samochod od L. i spadam do Darryla i jego loli o imieniu Jennifer. Nie wiem skad – ale w samochodzie znalazla sie pierwsza plyta z calego koncertu Pearl Jam z 15062000 / Katowice. Wiec zasuwam terenowym Fordem Rangerem przez doline a slonce grzeje mi prosto w ryj.

Rog Vasquez i jeszcze jednej ulicy. Duzy czarny pies skacze mi na szyje. Jestem w chacie u D i J. Koles pracuje ze mna w knajpie, a J. jest artystka. Robi naszyjniki i swieci oczami. Wiec sluchamy zony Johna Coltrane, pijemy herbe, oni podsycaja zar w nargili a ja robie zdjeciowki. 6 wisiorow, 36 fotek. Ustawiam swiatlo, i inne bzdety… kolejne zdjecia zrobione jako przysluga…

Bart, you’re weird – nie lubisz jak pieski robia tricki? oburzyla sie L. Coz nie lubie jak ktos daje psu kostke z plastiku w zamian za turlanie sie po podlodze.

Nowa muza – zgrywam na MD – Ben Harper, plytka z 1994, Lue Reed, jakies kawalki Grejftulded, Sublime, Ziggy Marley i jacys tam, pije wino i odliczam dni do odlotu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.