b e z r o b o c i e

Wlasciwie to zapomialem jak to jest pracowac. Od 9-17. Oczywiscie, ktos madry (choc niekoniecznie) moze rzec w tej chwili, ze wejdzie mi to w krew i stane sie jednostka nieprzystosowana do zycia w „normalnych” warunkach.

Moze, morze, ocean. Wlasciwie to co sie ze mna stanie jak wroce. O powrocie jeszcze nie mysle. Za chwile, moment, za 2 miesiace lub parenascie tygodniu, kiedy nie wiem, bede pracowal. 15 godzin dziennie, zacharowujac sie na smierc dla jakiegos amerykanskiego wyzykiwacza. Plany dalsze – bo sie pytaja ludziska – Wenezuela, Karaiby, Jamajka, Kuba, Meksyk, USA.

Mysle nad tym od dzis. Bo dzis po kolejnym dniu walki z falami stracilem wiare w swoj surfingowy talent. Obudzilem sie, popatrzylem w wielkie lustro i rzeklem: BART, jestes zwyklym szmaciarzem. Czasem warto prawdzie w oczy spojrzec. Pomyslalem wiec od drodze. Zatesknilem. Znam cale miasto, kazdego ludzia, wiem gdzie najtaniej zjeesc, wieczorem napic sie piwa, wiem kiedy sa najlepsze fale, znam tez kazdego psa w okolicy. Wiem wszystko. Prawie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.