Male lokale przy chodniku. Zywie sie w nich codziennie. Za 1 reala mam refresco + salgado (napoj i bulka z serem, warzywami, szynka, miesem, czymkolwiek).
Zjadlem i zamowilem jeszcze CERVEZE (wymawia sie: serwejza). Za 1,40 mam 600ml orzezwiajacego plynu z babelkami.
Jest 13. Upal. Posadzilem swoje 4 litery na goracym piasku COPACABANY. Niestety aby sobie zmaczyc co nieco musialbym zostawic swoj dobytek na plazy, na laske losu. To zlodziejskie miejsce ponoc. Tak mowia LUDZIE.
Poruszam sie bez celu. Mam rece w kieszeniach, kieszenie jak ocean. Chodze, patrze, po to mam oczy.
Gdyby nie wydatek rzadu 15$ dziennie za hotel – moglbym tu przezyc spokojnie za 10$. Jedzenie, jazda metrem, autobusy i internet. Wiecej do szczescia nie trzeba.
Interent jest jednak sporym wydatkiem. Koszt od 2,5 za 15 minut. Znalazlem jednak miejsce w INSTYTUCIE ZYDOWSKIM – gdzie mam godzine za 6 + 15 minut gratis.
Dodzwonilem sie w koncu do kolesia ktora lata na PARALOTNI nad Rio. Mam do niego zadzwonic o 9 rano. Jutro. Dzis wiatr za slaby. za 60$ bede mial totalnie przezycie. Mam nadzieje ze to przezyje. No i mozna robic fotki podczas lotu. Wiec beda i fotki i relacja z moich okrzykow na minidisku.
Dzis wieczorem zostawiam wszystko w hotelu. Oprocz cyfraka i 20 reali. Ide do dzielnicy imprezowej. Szkolu samby, muzyka, laski gorace jak ciasteczko jagodowe w MacDonaldzie.
