komiks

Ostatnio wspominałem sobie czasy gdy łakomie połykałem wszelkiego rodzaju
książki „dla młodzieży”. Lata 80-te. Biblioteka MDK w Kłodzku (teraz
Centrum Edukacji Kulturalnej). „Wakacje z duchami” „Podróż za jeden
uśmiech”, „Tomkki” i mnóstwo innych. Byłem też wariatem jeżeli chodzi o
komiksy. Tytus Romek i A’Tomek, Kajko i kokosz. Również mój wielki bohater
co pomagał klaczy i a komu potrzeba wybijał ząbki – Kapitan Zbik. Potem
był jeszcze Thorgal.
Do dziś w głowie pozostały mi cytaty i texty z powyżyszch: „strzały
znikąd” z IX ksiegi Tytusa, „Bezruchdans” z XVII „W-try-miga” z kazdej.
Potem juz nie czytalem komiksów. Manga mnie nie kręci a Spiderman nudzi.
badziew produkowany przez skośnookich z kompleksem ogromnych oczu z
przerostem tarczycy mnie zawsze irytował. Może jestem abnegatem ale tak
właśnie jest. Ja po prostu tego nie kumam. Ale ostatnimi czasy obserwuje
powró komiksu nad Wisłę. Kolejki po autograf Rosińskiego (nakreślił
Thorgala) naprawdę mnie zaskoczyły. To były czasy pomślalem,.

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.