PARYŻ

Grudzień w Paryżu. Deszcz i jeszcze raz deszcz, lecz słońce czasem za
chmur wychodziło. Nogi wchodzą w dupy. Bart, Minimal i Laska1. Brygada
mała. Reszta bandy włóczy się za Romanem – pilotem , człowiekiem opętanym,
przez szatana, żadze i alkohol – a może był tylko psychopatą. Hehehe…
:)) Ale pełen respekt dla niego – bez Romana nie było by jazdy. Zapodajemy

więc metrem, chodnikami, windami, do utraty tchu, Minimal płacze i stęka,
Monika jest twarda , ale jesteśmy nie zniszczalni tak czy owak.
Wchłaniam atmosferę magicznego miasta. Kloszardzi nad Sekwaną, piękne
kobiety na Polach Elizejskich i w ogole wszędzie, totalna mieszanka nacji,
kolorów, zapach metra, chrupiące bagietki i tanie wino, które rozgrzewa
całkiem nieźle. Człowiek ma wtedy moc zapodawać dalej. Turystów nie wiele,
lecz wciąż jak psów czy mrówków.
Tuż po przyjeździe wypad na miasto. Roman sie gubi od razu. Więc
decydujemy dać mu ignora i od następnego dnia wiemy już że dobrze
zrobilśmy odłaczając się. Jeszcze wraz z nim wieżdzamy na Wieże Eiffela i
odbywamy mały rejs po sekwanie.
W strugach deszczu wizyta na cmentarzu Pere-Lachaise. Tam leży paru
całkiem sławnych umarlaków. Na przykład tak Jim Morison, czy Chopin, Edith
Piaf, i milion innych. Pustawo, deszcz cicho uderza o nagrobki, niektóre
kompletnie zapomniane, inne zaś pilnowane przez żandarmerię (Król Jaszczur
– Jim). Jego grób wygląda jak śmietnik, setki rozmiękłych petów, zdjęcia,
listy, i kupa niezidentyfikowanych obiektów. Idziemy dalej. Właśnie palą
kogos w krematorium. Czarno-szary dym wzlatuje wysoko w niebo. Fruu…
Ciała już nie ma. Jest proch. Z prochu powstales i w proch sie obrócisz,
człowieczku. Dusza frunie, unosi się gdzieś nad Montmartre, Pigalle, potem
jeszcze wyżej ponad Sacre Ceour aż do nieba. No, chyba że szatan jest jej
(duszy) pasterzem. Jak tak, to bardzo mi przykro.
Montmartre i pigalak. Kurwy, dziwki, japońscy turyści, naganiacze,
tandetne pamiątki, głupie koszulki i wiatraki (fr. moulin). Pstrykam i
pstrykam. Czerń i biel. Światło i mrok. Kawa z mlekiem. Cafe au lait.
Katakumby – pod całym Paryżem dziesiątki kilometrów kamieniołomów,
zapadlisk, lochów, katakumb. Po co? Mają one różnoraki zastosowania. Ktoś
nawet chodował w nich pieczarki!! Poza tym są całkiem przydatne jako
filtry wody, schrony przeciwatomow (budowane w czasie zimnej wojny), no i
miejsce które mrozi krew w żyłach – ogromne składowisko kości, czaszek,
kręgosłupów i innych części szkieletu ludzi zebranych ze starych
cmentarzysk. Jeszcze jakiś czas temu punki i studenci medycyny urządzali
sobie nekrofilskie imprezy 50 metrów po ulicami Paryża. Potem zostało to
zamknęte. I dziś wejście znajduje się w siedzibie inspektora
kamieniołomów. Miliony kości leża poukładanych wg. chorobliwej
systematyki. Piszczele i kości ramion zbite w ściany. Idziesz sobie między
nimi. Puste oczodoły czaszek gapią się na ciebie. Na niektórych z nich
można znaleźć ślady po obrażeniach. Korytaż jest długi. Zwiedzenie zajmuje
około godziny. I jest to godzina grozy. Po jakimś czasie mamy już to w
dupie i zaczynamy się bawić czaszkami i piszczelami. Dość masakryczne, co
nie?
Hotel znajduje się w Grigny. Miejsce nazywamy zrazu Favelą. Mnóstwo
kolorowych. Ale czy biały to nie kolor? jak najbardziej, kiedy się rodzisz
jesteś siny, kiedy się zdenerwujesz jesteś czerwony, kiedy jesteś
zazdrosny jesteś zielony, czasem jestes też niebieski, lub zólty. To
dlaczego nazywamy Arabów, Murzynów, Chińczyków – kolorowymi?? hę?
Powrót do miasta. Łeb boli. Za dużo wina. Szumi mocno, ale się nie
podajemy. Krążymy tu i ówdzie. Próbując załapać się na atmosferę miasta.
Ale 3 dni to za mało. Luwr olewamy. Ogólnie leje na wszystkie muzea jezeli
jestem w jakimś mieście bardzo krótko. Bieganie z wywieszonym jęzorem po
muzealnych salach to bezsens. W taki sposób nigdy nie poznasz ludzi,
miasta atmosfery. Obrazy sobie można zpobaczyc w albumi, na spokojnie w
domu.
Wyjzad. Jeszcze mała wizyta w La Defense. Oto potęga ludzkichrąk i umysłu.
Lecz czasem zamroczona przez megalomanię i dążenie do stworzenia czegoś
największego, ogromnego i ponadczasowego. Czy tak będzie?
——————–
Dzieki za wyjazd mojej ekpie w pracy ze mnie puścili na te parę dni.
Minimalowi, Lasce za kontakt z organizatorami wyjazdu :)) Dzieki Kola za
transport jestes nieoceniona, buziaki :))))
Pozdrówka dla całej ekipy i DARMONETU – to w końcu oni organizowali:
www.darmonet.pl
———————-

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.