Archiwa tagu: pai

wypad do Soppong

Droga z Pai do Soppong wije sie serpentynami w gore aby chwile potem stromo opadac w dol. Honda Dream mruczy niczym ogromny chopper gdy z mozolem na 1 lub 2 biegu wspinam sie w strone przeleczy, polozonej na wyskosci 2000 m. Zapomnialem okularow przeciwslonecznych – muchy wpadaja w oczy, popoludniowe slonce razi, ale wiatr ochladza. Na przeleczy spotykam Grega i Regine – wyjechali wczesniej bo w dwojke na 110 cc hondzie nie wyciagniesz za wiele. Generalnie powolna sprawa. Ale nie ma gdzie sie spieszyc – krajobrazy bajeczne – pola ryzowe, palmy, wypalone wzgorza. Na przeleczy Regina przesiada sie na moj bajk i zjezdzamy w dol do Soppong. Regina jest z Bawarii – choc wcale nie przypomina bawarskich cycatych dziewoj roznoszacych litry browca na Oktober Fest.

W okolicach jaskinii Tham Lot jestesmy na godzine przed zachodem slonca. Mamy wiec czas aby zwiedzic Jaskinie Kolumny z ogromnym 20 metrowym stalagmitem a potem niewielka Grote Lalek. Klimat jak w grotach Moiry z Wladcy Pierscieni. Po wyjsciu z ciemnosci idziemy wzdluz rzeki do miejsca gdzie kazdego dnia o wschodzie i zachodzie slonca tysiace nietoperzy wyruszaja badz tez wracaja do domu. Miejsce zwane jest Grota Trumien – znaleziono tam zwloki sprzed tysiecy lat poza tym smierdzi jak trupiarni – guano i czyms jeszcze.

Zmrok nadchodzi raptownie, kluczac po okolicy, przejezdzajac obok stada wolow dojezdzamy do Cave Lodge – gdzie kobieta z plemienia Shan i jej australiski maz zawsze znajda cieply posilek i miejsce za 60 bathow w sali zbiorowej. Zapodajemy piwo, smazone warzywa z ryzem i tofu. Greg, Walijczyk o aparycji Kevina Costnera, 42 lata, raczy nas opowiesciami o miejscach ktore zobaczyl, o pracy jako nauczyciel czy instruktor scuba diving. Mowi okropnie wolno – ale on tak zawsze – jako maly chlopiec strasznie szybko mowil i mieszal walijski z angielskim – wiec musieli go przeprogramowac w jednej z mugolskich szkol z internatem gdzie molestuja cie zlosliwi ksiazeta czy inna arystokracja-sracja.

Nazajutrz wracamy powoli do Pai. Nasza uwage przykuwa drogowskaz kierujacy podroznych do goracych zrodel. Z asfaltowej rownej drogi zjezdzamy na zakurzona, waska droge. Czeka nas pol godziny walki z motorami, jazdy po wertepach, przez bambusowe chybotliwe mostki czy tez przez plytkie kamieniste strumienie. Pot leje sie strumieniami, mam sraczke w majtkach, szczegolnie gdy musze podjechac pod super strome wzniesienie. Wiem ze nie moge sie zatrzymac bo motor za ciezki aby hamulce zadzialaly, latwo obsunalby sie w dol i bylbym w dupie. Chwila nerwow i po minucie jestem na gorze. Potem jeszcze 2 razy podobna sprawa, ale lapie w mig co i jak i jest spoko. Same gorace zrodla sa raczej tylko cieple – ale w zajebistym miejscu – zielony zagajnik, palmy, krystalicznie czysta woda, kapiace sie dzieciaki z okolicznych wiosek zamieszkalych przez plemiona gorskie.

Dzis rano jeszcze raz relaks w hot springs – sniadanie ogladajac srajace slonie i powrot. Ziewam okropnie, przed chwila wrocilem z jeszcze jednej przejazdzki po okolicy. dzis relaks. Jutro mam paszport z wiza laotanska i spadam w srode rano do Chiang Mai a stamtad do Chiang Kong – tuz nad brzegiem Mekongu, gdzie Tajlandia z Laosem graniczy.

Opublikowano travel | Otagowano ,