z obaku

Powrót do korzeni. Notes zapisany do połowy, wydobyty ze starego plecaka. Otwieram pierwszą czystą stronę i zaczynam pisać. Jest upalne japońskie popołudnie, pełnia lata w Obaku, niewielkiej mieścinie pod Kyoto.

Każda sytuacja ma swoje dobre i złe strony. Przyjmuję jednak zasadę, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po katastrofie komputerowej mój komputer stał się niepełnosprawny, urządzenie jest niewidome, działa jedynie w 100% po podłączeniu do zewnętrznego monitora.

Zacznę od złych stron. To będzie taka analiza, bo jak sobie zapiszę to wiem na czym stoję. Jestem w plecy na ładną kasę, gwarancja raczej mi tego raczej nie obejmie, nie będę mógł na bieżąco (przynajmniej nie tak często jak wcześniej) uaktualniać strony, wrzucać zdjęć, odpowiadać na maile. Także pisanie będzie do tyłu, ale od czego jest kartka i długopis. Poza tym więcej kasy zejdzie mi kafejki netowe (dotychczas używałem za darmo sieci bezprzewodowych).

Dobre strony – nie będę przesiadywał bezczynnie przed kompem, oglądając blogi, strony, bawiąc się duperelami, sprawdzając maile co 10 minut (według badań to bardzo obniża iloraz intelygencji). Mam przecież ipoda do którego mogę na bieżąco wrzucać zdjęcia z karty pamięci, a dopiero potem przerzucić do laptopa jak tylko będę miał ekran. 

Więcej czasu spędzę na mieście robiąc zdjęcia, zamiast szukać spota aby sprawdzić „super-ważne-maile”. Co parę dni wpadnę na całą noc do kafejki netowej – zrobię co trzeba i tyle. No i na sam koniec to chyba dobry moment przesiąść się na mac’a.

Tak to sobie tłumaczę. Ten lapciak (fujitsu-siemens p7010) był najlepszym pecetem jak w życiu posiadałem i gdyby nie ta sprawa z ekranem to nadal z powodzeniem bym go używał. Będzie teraz musiał sobie znaleźć nowego właściela w tym stanie jakim jest za jakieś marne pieniądze, albo sprzedam go na części, albo też uda się jakoś go zreperować w Hongkongu.

Japonia.

Tymczasem wci?? jestem w Japonii. Obaku, ?ó?ko, Jill Scott, towarzystwo ?pi?cej u mojego boku Japoneczki z Osaki. Czas jednak ruszy? w drog?, cho? trudno mi b?dzie Japoni? opu?ci?, ale trzeba. Ale chcia?bym tu jeszcze kiedy? wróci?. Za ma?o zobaczy?em a lato to te? nie najlepsza pora na odwiedziny. Zarazi?em się tym krajem ca?kowicie, nieuleczalnie.

Kolejne stereotypy się wal?. Niczym kiepska konstrukcja z kart. Wiele z tego co wcze?niej wiedzia?em o tym kraju okaza?o się nieprawd? b?d? pó?prawd?, która wesz?a do mojej g?owy dzięki telewizji, massmediom. Ca?y ten ch?am. Szukanie sensacji w czym? co już i tak jest tak ciekawe, że nie trzeba za bardzo dr??y?. Galaretka niusowa któr? codziennie ogl?da się w TV, podniecaj?ca, tucz?ca i kompletnie bezwarto?ciowa. Wcze?niej (w mojej g?owie) Japonia by?a krajem robotów, zapierdalaj?cych w gajerkach do pracy, gdzie ulice są pe?ne gejsz (uuu zobaczy?em dos?ownie trzy w Kyoto wieczorem na Gion – a w Japonii jest ich mo?e 3000), yakuzy (taaaa oni tu rzeczywi?cie są ale ich zobaczy?…), samurajów, malutkich ludzików, strasznie krzycz?cych jak filmach Kurosawy. Wszyscy robi? niesamowit? karier? i nie maj? w ?yciu dnia wakacji, ?yj? 120 lat jedz? surowe ryby i piel?gnuj? bonzai. Reszta robi filmy porno w który molestuje się laseczki w uniformach uczennic szkó? podstawowych. Poza tym wszystko dzieje się w betonowej scenerii wielkich miast, w których oprócz wie?owców nie ma nic innego. Uff… no to miałem w g?owie, nie?le coś Na szczęście jest inaczej… ale o tym pisa?em wcze?niej. W poprzednich notkach.

Co dalej, Mato?ku?

Dzi? jest pi?tek, jad? zakupi? bilet na prom do Pusan do Korei Po?udniowej. Dobi?em już do pó?metku podró?y. W g?owie post?puj? nieodwracalne zmiany, po 7 miesiącach poza krajem umi?owanym. Zaczynam (tzn zacz??em, ale bez kompa prace się spowolni?) sk?ada? ksi??k?. Nie powinienem ni? mówi? czy pisa? tylko to po prostu zrobi? (vide Americana – ksi??ka nigdy nie wydana). My?l?, że móg?by by? album, w poziomie, jak komiksy z Tytusem. Jedna strona zdjęcie, druga text, rzecz do przegl?dania, czytania, kartkowania. B?d? opowieści z tej podró?y jak i z innych – czyli Ameryki i Azja. Wschód, Zachód, Latino i Indie. Tak?e porady, wkr?ty, wstawki jak i opowieści ludzi spotkanych w drodze. Rzecz o tym wszystkim właśnie. Nic odkrywczego nic rewolucyjnego ale… coś w swoim rodzaju, czego chyba jeszcze nie by?o. Jest trochę roboty, wydawca już się pojawi? – kwestia uzyskania funduszy na druk, czyli wiod?cy sponsor.

Jak wcze?niej wielokrotnie mówi?em – Po?udniowa Korea i Chiny (przede wszystkim Pekin) potem szybki zjazd zahaczaj?c Szanghaj (i tym samym nie zobacz? wielu innych rzeczy w Chinach, ale có? te? tam kiedy? wróc?) do Hongkongu, gdzie muszę za?atwi? komputerowe sprawy i promem na Makau – sk?d odlec? do Bangkoku (airasia.com). Na początku wrze?nia wpadaj? ziomy w liczbie 5 – par? dni w Tajlandii i z 2 z nich walimy do Kambod?y (znowuu…. tak, tak !). Potem ca?y październik zostaj? w BKK jak się uda dorwa? prac? (jest szansa – zdjęcia). W tym czasie obmy?lam dalsz? tras? i szukam jakiego? taniego biletu na mglistej na razie trasie – BKK – Nowa Zelandia (mo?e wcze?niej Australia) – Meksyk – Kuba – Ameryka Po?udniowa – wylot z Brazylii albo Argentyny do Polski. Bilet na samolot to chyba tylko aby przeskoczy? pomi?dzy kontynentami reszta to b?dzie przebijanie się l?dem. Jednak wszystko pocz?wszy od wylotu z Bangkoku jest jedn? wielk? niewiadom?.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii travel i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.