life is a beach… sometimes

miasto nad morzem
zatrzymalem sie znow dluzej niz przypuszczalem
juz trzeci dzien nielegalnie w kambodzy
wiza skonczyla sie w srode

przenioslem sie bezposrednio na plaze
w szalasie u Khin moge zatrzymac sie za darmo (zreszta wiele takich miejsc) w zamian za to ze zamowie cos z menu u niej w knajpie

stracilem wszystkie kawalki (3500) z ipoda – cos sie stalo z twardym dyskiem – na szczescie udalo sie naprawic – a kolekcje zaczne od poczatku, namierzylem Gusa z Holandii z ipodem pelnym dobrej muzy

czuje sie jak idiota – zapomnialem jak sie pisze po polsku, nie moge sklecic zdania a tak wlasciwie to najchetniej siedzialbym na plazy i wsuwal homary (15 duzych sztuk za 2 dolce)

jak sklece cos madrego to wyrzuce ten wpis… na razie daje znaki ze zyje

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.