bari – dubrovnik

nie spimy nadal sensownie, wciaz w ruchu, z promu na prom, z pociagu w autobus, dziesiatki kilometrow wydeptanych ulic i chodnikow paru miast i jeszcze ta niezapomniana jazda motorami po Corfu…

Podroz promem z Corfu na Brindisi – tysiace Italiancow, lezacych pokotem gdzie popadnie – zasnelismy poczatkowo na pokladzie, ale przyszedl sztormik i wiatr potargal nasze mumie. Stloczeni przy scianie w korytarzu prowadzacym do mesy przetrwalismy podroz.

Szybki skok pociagiem do sennego niedzielnego Bari, ktore zaskakuje od samego poczatku. Przez caly dzien wloczega i robienie zdjec w klimatycznym starym miescie. Mieszanka seksu, krucyfiksow, swietych, kosciolow, maczomenow z zelem na wlosie, prostytutek, rodzin z dziecmi i starszych pan odzianych w czarne szaty… calosc na zdjeciach za tydzien

W nocy znow prom i rano wita nas slonce w chorwackiej krainie. Za 15 euro na leb mamy po raz pierwszy apartament z kuchnia i kibelkiem. Pranie, mycie, zdzieranie brudu i dezynfekcja klapek.

Teraz miasto i grzanie sie w sloncu.

Wyjazd maksymalnie intenstywny i genialny. Minelo dopiero 6 dni a mam wrazenie jakby to byla wiecznosc. Jeszcze tydzien.

jedyny mankament to uplywajaca kasa – ceny w euro malo litosciwe…

Ten wpis został opublikowany w kategorii travel i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.