yama

Yama – przyśniła mi się, nie wiadomo dlaczego, piękna żydowska dziewczyna, którą kiedyś znałem.

Masala dla mnie skończyła się o 3 rano, taksówka pomknęła przez mgłę Warszawy, zwalniając tylko, aby przepuścić pijanych i zmęczonych imprezowiczów na przejściach dla pieszych.

Dwie godziny snu – 5 rano, kac i książka, nie mogę spać.

Coś zatliło się wewnątrz – w tej jebniętej, ale własnej głowie.

Plan.

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.