pare zdan

Siedze na fotelu w moim klaustrofobicznym mieszkaniu. Pukam w klawisze, jakos lekko i przyjemnie. Pije pomaranczowego Actimela (jogurt). Sasiedzi zza sciany wlasnie wstali (jest 3 pm) i glosno lecza kaca. Ja kaca nie lecze, choc powinnienem, bo ostatnie dwa wieczory niezle zabawilem wraz z ludem w Deno’s i w Bucketts.

Siedze i klepie, myslac o paru sprawach do rozwiazania. Windoza 95 jest naprawde plugawym systemem op. Szygam wrecz tym, wszystko sie slimaczy i nie da sie na tym gownie pracowac. Ale trzeba sie cieszyc z tego co sie ma szczegolnie ze ma sie to za darmo. Notebooka ThinkPad IBM dostalem w prezencie od jednej loli ode mnie z pracy, aprat telefoniczny (typowy biurowy model z lat 80tych) kupilem za 1.5$ plus tax w sklepie z uzywanym scierem we Fraser, maras naklamal panu z Qwest (op. telefoniczny) i mamy tez linie telefoniczna. Lecz za przylaczenie i rachunki nie zaplacimy, bo Maras podal adres domu, ale nie adres korespondencyjny wiec rachunki bedzie zwracac a po 3 miesiacach odlacza telefon :)) mrauuuu …

Za dwa tygi wyjazd na Kube, mam wciaz mieszane uczucia, bo nic nie jest zalatwiony i nic nie wiadomo. Piszemy czytamy, chcemy kupic ten sprzet, liczymy kase, i w ogole jest goraczkowo. A propos – INFO – ktokolwiek ma pojecie o najnowszych trendach na kubie, co warto zobaczyc, jak przezyc, wszelkie informacje prosze uprzejmie o kontakt na mail

Nie cierpie amerykanskiego zarla. Mam dosc, szczegolnie gdy przez pol dnia wdycham resztki z brudnych talerzy. Gazy, wiatry, pierdziawka – to kwiatki na porzadku dziennym. Szklanka sody pomaga oczyscic zoladek. Ale za prawde powiadam – w Ameryce Poludniowej bylo niewspolmiernie lepiej jezeli chodzi o odzywianie sie.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.