Mam wrazenie ze pokurczyly mi sie paluchy. U rak rzecz jasna. I uodpornily na gorace. Mofge chwytac gorace talerze, przenosic tony garow, ociekajacych tluszczem dopiero co wyjetych z piekielnego zaru pieca. Pojemniczki, lyzki, lyczeczki, patelnie, normalne i teflonowe, trza pamietac ze teflonowych przez zmywarke przepuscic nie mozna, noze, tasaki, chwytaki, wiadra, pudla metalowe na salatki i plastikowe na drobno pokrojone ziemniaczki w mundrurkach. W trakcie dnia przychodza tony talerzy: male, duze, owalne na rybe badz steka, malutkie na salatki, plus szklanki, filizanki. Moglbym wyliczac bez konca, co i z czym. Az rzygac mi sie od tego chce.
Tryb dnia: 6,6,6. Sen, praca, sen, praca, sen, praca. Mniej wiecej co 6 godzin.
Wlasnie mialem isc spac. Ale przylazl Mike z nowym gitarzysta i chlopaki jaaaammmuja. Dzwiek perkuchy mnie lekko dobija, szczegolnie gdy ledwo sie trzymam na nogach. …
Jeszcze dwa trzy tygodnie. Kuba. Hawana. Zdjecia. Robione chyba nadal dla samej sztuki robienia…
