Czasem remis oznacza zwyciestwo i smierc.

Wrocilem do hotelu. Spotkalem Mathanje z przyjaciolka. Pare zdawkowych zdan – moze dlatego, ze Holenderki na innej fali raczej nadaja. Czasem spotykasz osobe, ktora mowi tak monotonnie, ze usypia. Wiec w czasie rozmowy wylaczam sie co chwile. Wyciagnalem swiezo wydrukowana ksiazke Pilcha i zanurzylem sie w historii. Slowo po slowie. Ostroznie powoli, smakujac sentencje. 20 kartek A4, czcionka verdana 8 – ksiazka ale nie ksiazka. Brak okladki, ponumerowanych stron. Nie szkodzi. Wazne ze jest.

Za 1,5 godziny zaczyna sie mecz. Cale miasto i pewnie caly Ekwador biega po ulicach w zolto-niebiesko-czerwonych koszulkach, powiewajac flagami. Si si se pudo! krzycza. Mecz z Urugwajem. Ekwador potrzebuje tylko remisu.

W przyplywie sarkastycznej przekory mialem sobie zakupic koszulke Urugwaju. Tak, to bylo by calkiem zabawne. Moje cialo poniewierane przez wsciekly tlum, a potem spalone na rytualnym stosie przez futbolowych fanatykow.

Ze swiezo spotkanymi ludziskami udajemy sie do baru. Ekipa miedzynarodowa. Polska, Szwajacaria, Holandia, Irlandia, Kanada. Usmiecham sie. Z tych wszystkich krajow tylko moj kraj awansowal do Mistrzostw Swiata. Onanistyczna duma ;)

Piwko, kanapka z warzywkami. 15:00. Zbiera sie tlum. Nerwowa atmosfera. Dwa telewizory. Zasiadamy na stolkach i wlepiamy oczy w EKRAN. Hymn, pierwsze kopniecie pilki. Zaczelo sie. Dwoch komentatorow wyrzuca z siebie slowa z szybkoscia UZI. Mogliby byc wzorem dla Szaranowicza i Szpakowskiego. Im pilka blizej bramki urugwajskiej ty tlum w barze szaleje. Go GoGOLLL!! Nic z tego. Sube sube – do przodu! Ekwador….

W 30 minucie pierwszej polowy – Urugwajczyk bezwzglednie wykonuje karniaka i jest 1:0 dla Urugwaju. Cisza. Smutek. Gorzkie i siarczyste przeklenstwa. Barmanka z makijazem w koloze barw narodowych rosnosi kolejne, tym razem mocniejsze drinki. Druga polowa. 10 minut do konca. Ekwadorec w koncu zdobywa gola. Radosc. Szklanki lece na podloge, rece w gore. Remis – ktory oznacza zwyciestwo. Przez ostatnie minuty druzyna gospodarzy zagrywa w podawanego na wlasnej polowie, starajac sie nie oddac pilki Urugwajowi. I nie oddaje. Gwizdek. Ludzie wylegaja na ulice. Szalenstwo. Ekwador po raz pierwszy zagra w MS! Klaksony samochodow produkuja znajomy mi rytm z warszawskich ulic, gdy gra Legia.

E-e-e-kwa-dor!E-e-e-kwa-dor!E-e-e-kwa-dor!E-e-e-kwa-dor!

Zachodze do sklepu. 4 starszych kolesi chce sie koniecznie ze mna napic. Wiec pijemy – 3 kolejki jakiegos paskudnego alkoholu.

Futbol w Ameryce Pld. to religia. Lekarstwo dla mas – upokorzonych, biednych ludzi, ktorzy czasem nie maja co do garnka wlozyc, jezeli maja garnek. Smierc, pilka, religia, Jezus, polityka, salsa i muzyka. Kolorwa mieszanka – kwintesencja kontynentu.

Wieczor w Cafecito. Miedzynarodowo, alkoholowo, glosno, beztrosko. Spacspacspac.

Nastepnego Dnia.

Podczas swietowania REMISU zginely 4 osoby a 70 odnioslo obrazenia. Alkohol, strzelaniny, pare osob przejechanych przez rozpedzone samochody…. religja.smierc.futbol

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.