CUZCO – AREQUIPA i slow pare o FOTOGRAFII

Kierowca autobusu podpisal pakt z szatanem. Po wertepach, dziurach, tuz nad przepascia, na wysokosci grubo powyzej 3000 pedzil jak szalony. Obudzilem sie w pewnym momencie, opatulony spiworem, i prawie rownoczesnie z Marcelem rzeklismy: jestesmy w piekle…
Cale szczescie pieklo trwalo 10 godzin (normalny autobus na trasie Cuzco – Arequipa jedzie 12!).

7 dni w Cuzco to troche czasu i gdyby nie ograniczenia czasowo-wizowe w Peru zostalbym tam dluzej.

Ostatnia noc i jedna z lepszych imprez w moim zyciu. Tego dnia zwiedzalem miasto. Konwent Swietej Katarzyny, pare ruin, ulica Loreto z typowym inkaskim murem. Wieczorem zaszedlem do Mama Africa, patrze a tu siedzi Marcel (ten z ludzi na Rio Mamore).

No stary, czesc, jak leci, co pracujesz?, gdzie, jak, w barze?, Ecces?, aaa marnie placa, 20 soli za noc?- ale fajne doswiadczenie, no co ty, impreza, dzis, tylko pomidorowa zjesz?, no w porzo, jezeli wszystko za darmo…

No i impreza. Generalnie nie ma co opisywac – bo znow sie odezwa glosy swietoszkow, ze tak nie ladnie etc. BYLO ZAJEBISCIE. Muza, drinki no i w ogole… ;) Muza – znow totalna mieszanka: Like a Prayer (moj ulubiony utwor Madonny z osiemdziestatych), chwile potem No women no cry w wersji Fugees, Marvin Gaye i dobry bit oraz chory ale jak zwykle genialny Eminem itd….

A potem pojawila sie para z Limy, ktorych poznalem dzien wczesniej. Koles – typ maczolatino – dlugi fryz, satanistyczna starannie przystyzona broda. Laska – totalnie na haju, generalnie nie rozumiala co ja do nie mowie, myslalem ze to tylko moj hiszpanski, ale chwile potem Marcel przyjmowal od niej zamowienie (ten to spoko po espanolsku) i za cholere … Generalnie – wariatka, bardzo podobna do Lisy Bonet (to ta mala czarna z Cosby Show, lub jak kto woli, kaplanka voodoo z Harry Angela). Siedze, barman-Marcel wraz z piekna Carolina za baru polewaja Cuba Libre, pisze i robie zdjecia. Jest milo, przytulnie, wariatka opiera mi sie na ramieniu i szpece cos… hm… po prostu sie lasi jak kotka. Wyczuwam wzrok jej faceta. Hm… bedzie ciezko. Marcel sie zlosliwie usmiecha i mowi – stary daj mi swoj aparat jak dojdzie do mordobicia. MAczoLatino lapie mnie za ramie jak wychodze do kibela. Czlowieku – syczy – trzymaj sie z dala od mojej kobiety. No pewnie – ale sam widzisz ze to raczej ona sie nie trzyma z dala ode mnie. Koles zaciska reke na ramieniu, az czuje jako satanistyczne paznokcie wbijajace sie w skore. Ok – ale pamietaj – mowi. W koncu piekna wariatka odpada i maczolatino wyprowadza nieszczesna niewiaste. Impreza trwa dalej. Postaci przewijaja sie, Carolina sie tylko usmiecha, dj podkreca atmosfere. Underworld. Born Slippy.

Drive boy dog boy
Dirty numb angel boy
In the doorway boy
She was a-lipstick boy
She was a-beautiful boy
And tears boy
And all in your inner space boy
You had hands girls boy
And steel boy
You had chemicals boy
I’ve grown so close to you boy
And you just groan boy
She said come over come over
She smiled at you boy

Do 6:30 rano. Wychodze – swiatlo mnie prawie zabija. Potem klasycznie: 1,5 mineralnej, kackupka, i 7 godzin snu. A wieczorem juz jechalem do Arequipy.

FOTOGRAFIA.

Obrazki. Tworze obrazki. Czesc z nich zapisana zostala tylko i wylacznie na serwerze, twardym dysku kompa, widoczna dla kazdego, kto na moja strone trafi. Czesc z nich ujrzy swiatlo dzienne w postaci papierowej, reszta zostanie wyswietlona na mojej scianie, po powrocie na wielkiej imprezie – na ktora wszyscy jestescie zaproszeni… hm… no prawie… hhee..

Podniecam sie brudem, syfem, odrapanymi murami, farba odlazaca ze starych drzwi, na wpol zawalonej kamienicy. Nie cierpie swiatla slonecznego, ktore w samo poludnie powoduje niepozadany ekefkt i straszny kontrast. Wiekszosc czasu nie uzywam jednak ani lutrzanki ani cyfraka. Uzywam mozgu, rejestruje obrazy, ale i dzwieki zapachy. Mozg to wysokiej klasy aparat, kamera z wbudowanym nagrywaotrem dzwiekow i lapaczem zapachow. Calkiem go lubie…

Czasem sie zastanawiam po co to robie – po co sie powtarzam. Setki tysiecy osob przede mna zarejestrowalo na celuloidzie Rio, Wodospady Iguacu, ulice Buenos Aires cze Machu Picchu.

Szwedajac sie dzis ulicami dostrzeglem kobiete z Lama. Malowniczy obrazek. Juz mialem zrobic zdjecie ale ale – ona stala tam wlasnie w tym celu. Czekajac na turystow i ich sole. Ile osob zrobilo takie samo zdjecie, pt. „KObieta z Lama” ?. W ostrych promieniach slonca. Kobieta rutynowo ustawiona. Lama po prawej, niemowle w reku. Pienie, ale co z tego. Gdyby przynajmniej karmila to dziecko piersia…. blablabla… Zachowuje obrazek w mozgu. NIE ROBIC TAKICH ZDJEC.

Policzylem – w ciagu 2,5 miesiaca zrobilem okolo 1000 zdjeca na negatywach i diapozywyach i moze z 300 cyfrakiem (te ktore sie znalazly sieci).

Brak podumowania i wnioskow. Ide zjesc Menu de Dia. Czyli sopita de pollo (zupa z kurczakiem) + ryz, salatka i znow kurczak.

 Chris Ivory Jersey

Ten wpis został opublikowany w kategorii americana i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.