final countdown

ja jestem jednak dziwny chyba. no nie? mam 15 godzin do wyjazdu – ale
nadal tego nie czuje.

Siedzimy z Bedurem i Markiem (nowy współlokator na moje miejsce – spoko
gość) i sączymy ente piwo.

Szary dym z nargili unosi się do góry.

Ajri ajri in de diferent stajli….
Ajri ajri in de diferent stajli….

Odpisuje na maile, piszę nowe, załatwiam ostatnie rzeczy.

Odwiedziłem dziś neka i orala leszczy nieziemiskich – zdjęcia dostali –
potem pęd na spotkanie z przyjaciółmi ze studiów (kupa czasu……) –
dzięki Pati za organizację i wieczór :) naprawdę …. :) pozdrawiam
woźniak, alek, rusiniak masta kilah, fulnek, tomek, pati….

Nie mam zamairu cololwiek pisać – pożegnanlnych listów czy czegoś w tym
stylu. Bo to bez sensu. czas upływa. za dwa dni Brazylia.

Plecak – spakowamy – nie powiem – swoje waży – sporo że się tak wyraże.
Ubezpiecznie udało mi się załatwić za 1300 zeta na cały rok. Spore zniżki
mi odciązyły budżet. Wiza peru w paszporcie wbita…

3 puste puszki na biurku koło kompa….

Dzwoniłem do CIEBIE – trzymaj mała się :* …

MILIONS MILES AWAY – bedziesz jutro – rzekł mi własnie bedur – tak własnie
bedzie – ale czy naprawdę? czy mój prjekt i wyjazd nie będą za bardzo
kolidować ze sobą? Czy to nie będzie wyglądać tak że po przyjezdzie na
miejsce kafejki netowej będę szukał? jakas paranoja./..

ide spać – jutro wczesna pobudka – ostatnie rzeczy które sobie w czasie
rozłożyłem – do załatwienia…

Ten wpis został opublikowany w kategorii common life i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.