Jak tak dalej pojdzie – to chyba pozbede sie biletu powrotnego z NYC i uderze wplaw. Spadajace samoloty, awionetki. W imie barona Zeppelina. I Osamy bin Ladena. Ale trza liczyc na szczescie, co nie? Sciskajac w reku kamyk zielony, wsiasc do samolotu…
Cuenca, Ekwador.
Ekwador. Nic nie-robienie. Przebywajacych tu turystow podzielic mozna na tych co objechali cala Ameryke i dotarli do tego kraiku, na tych co przyjechali tylko i wylacznie tu i tych co zaczynaja swoja przygode od rownika.
Generalnie ci co juz objechali Ameryke lapia tzw. EKEFKT NICNIEROBIENIA. Nie zwiedzaja, nie zalapuja sie na roznego rodzaju atrakcje turystyczne. Odpoczywaja, lenia sie, ziewaja, grzebia w nosie. Przez miesiac, dwa. Browczyk, ksiazka, internet, lezeniem dupa do gory, lub brzuchem (zalezy od preferencji).
Ci z kolei co przyjechali tylko do Ekwadoru – zaliczaja Ameryke Pld w pigulce – ocean, gory, dzungla, kurs jezykowy. Sa zachwyceni i dzialaja jak w amoku, przemieszczajac sie z miejsca na miejsce, zaczytujac sie w przewodniku, zwiedzaja muzea i resztki inkaskich ruin (ktore sie nawet nie umywaja do tych w Peru)…
taa….
No bo przeciez nic sie tu nie dzieje. Jest taka piosenka MANU NEGRY „Guayaquil City” (Najwieksze miasto Ekwadoru) i jedna sentecja:
Oyé pana! que pasa por la calle ? Paaasaa nadaaa..
Co oznacza: HEJ! Co tam na ulicy? nic tam nic tam….
***
Po upojnych dniach nudy i beztresowego zycia i jednej ZAJEBISTEJ IMPREZY w garazu, opuscilem Cuence.
Autobus, 10 godzin i Banos.
Co oznacza nazwa Banos? Banos to kibel po prostu, lub lazienka – takie Ekwadorskie Baden Baden lub Kudowa Zdroj. Slynna miejscowosc wypoczynkowa, mozna posiedziec w goracych zrodlach i ugotowac jajeczka.
Spotkalem paru znajomych z wczesniejszych miejsc. Aviada z Izraela (ktorego spotykalem z 5 razy wczesniej), Oliviera i Charlotte, Darrena, Macka (Montanita).
***
Obudzilem sie z rana. Tzn okolo poludnia. Ziew. Saltka owocowa w barze i czarna kawa. Przy dzwiekach Phila Collinsa. Another Day in Paradise. raj to moze nie jest, ale pieknie i zielono w okolo, sliczne wzgorza – prosto z Hobbitonu, mogliby tu nakrecic Wladce Pierscieni. Mialem sie wybrac na rowerek, porobic zdjecia, ale ogolne niemoc nie pozwolila mi ruszyc sie z miejsca. Moze jutro. Aha – w czasach gdy prace latwo stracic i gdy trzeba byc wszechstronnym nauczylem sie ZONGLERKI. 3 pileczki i 3 godziny spedzone wczoraj na treningu. Teraz moge juz pracowac w cyrku.













