MArtin z Argentyny – wytatuowany instruktor surfingu okazal sie bardzo pomocny – wyjasnil wszystkie zawilosci, techniki, roznice miedzy deskami (ja i Olgar z Holandii mielismy dwie : krotka i dluga).
PO godzinie bylismy w wodzie. Coz .. powiem jedno – surfing to nie latwa sprawa. Snowboard – wywrocisz sie pare razy, obijesz tylek ale po pol godzinie juz zjezdzasz, trzymajac rownowage na desce.
Fale to juz inna sprawa.
Pierwsza rzecz – jestes regular czy goofie, czyli ktora noga do przodu. Ja jestem goofie, wiec przywiazuje linke laczaca mnie z deska do lewej nogi.
Druga rzecz – aby dostac sie glebiej i dalej w morze, najpierw musisz przebic sie przez mniejsze fale. W przypadku krotkiej deski – stosuje sie techinkie DUCK DIVE – czyli KACZKA. Lezysz na desce i wioslujesz, gdy zbliza sie fala klekasz na jednym kolanie, broda zbilzaj sie do deski a prawa noge wyrzucasz w powietrze. Proste? no prawie – ale slona woda nie smakuje za dobrze.
Potem trzeba sie nauczyc siedziec na desce i lapac rownowage. To prawie latwe .. :))
Kolejna rzecz – LAPANIE WLASCIWEJ I DOBREJ FALI…. no spoko po 3 godzinach lapalem fale , ale bylem zbyt zmeczony aby w ciagu ulamka sekundy i w odowiednim momemncie wyskoczyc obiema stopami na deske (na dlugiej desce sie udalo na krotkiej nie).
4 godziny surfowania i jestem martwy. Ale jutro znow. I POjutrze. Dopoki sie nie naucze.
Lekca 2 godziny – 5$
Deska na caly dzien 4$





