Archiwa tagu: w drodze

suplementy z drogi

/co mozna robic bedac w drodze?/ bardzo nieobiektywne podejscie

budzisz sie, otwierasz oczy, ktore powoli przeslizguja sie po cienkich scianach
nedznego hotelu, nie wiadomo ktora jest godzina, ani dzien tygodnia, zegarka
przestales uzywac juz dawno temu, na pewno nie jest za pozno na sniadanie, masz kaca
badz nie, budzisz sie sam, badz nie, myjesz zeby albo nie masz takiej mozliwosci.

co do garderoby mozna ograniczyc sie do szortow (bielizna zapomniana lub porzucona
uprzednio) i tiszerta lub tez wystarcza sarong (kolorowe cienkie plotno – rownie
dobrze sluzy za recznik czy cokolwiek w tym guscie). Znakomita wiekszosc ubiera w
Tajlandii i w ogole w pld-wsch Azji tzw. fishermen trousers (mozna tlumaczyc jako
rybaczki, ale jest to cos innego). Typowy travellers je sniadanie w miejscu w ktorym
mieszka – co drugi guesthouse oferuje zarcie – aczkolwiek w wiekoszosci przypadkow
jest drozej niz posilek na ulicy i czesto jest to nijakie zarcie, choc zdarzaja sie
bardzo chlubne przypadki. Jajo, bulka, muesli, veg soup – typowy wybor, czesto
zdarza sie fan angielskiego futbolu czy tez saczacy browara od rana Irlandczyk co
nie przepsci okazji spozycia jajek na bekonie plus kartofelki i kielbaska.

Sniadanie to znakomite miejsce aby spotkac innych travellersow. Lub tez spotkac
wczesniej spotkanych. Jest to pierwsza okazja do spalenia breakfast joint –
zawodnicy bardziej doswiadczeni zaliczaja go do drugiego lub trzeciego tego dnia.
Wlasciwie nie dzieje sie nic. Rozmowa plynie, gapisz sie na ulice obserwujac
tubylcow idacych do pracy. Myslisz sobie – jest zajebiscie, w koncu nic dzis nie
musisz robic. No ale trzeba zwiedzac. Swiatynie, muzea, parki, pomniki, sklepy,
salony masazu, strzelince na ktorych z rakiety rozwalasz krowe (400$), burdele,
knajpy, puby, restauracje i inne atrakcje czekaja kazdego dnia. Najczestszym wyborem
jest po prostu zwykle szwendanie sie po okolicy. Lecz upal (na 99%) nie pozwala na
dluzsze wedrowki – konczysz wiec z piwem w reku w zbiorniku wodnym zwanym przez
tubylcow basenem. Ci nie proznuja – za dnia i w nocy buduja skladaja z klockow
hotele, guesthousy, bungalowy, konstruuja mosty, buduja drogi, zakupuja setki nowych
autobusow i reperuja stare, kafejki internetowe powstaja jak grzyby po deszczu,
agencje turystyczne kusze artakcyjnymi ofertami – wszystko dla ciebie travellersie
– Z Anglii, Polski, Izraela, Niemiec, Francji czy Burkina Faso. Nudzic sie nie
mozna. Jednak co robia ci ktorzy wlepiaja swoje spalone od slonca pyski w grajace
non stop telewizory. Czarny sen Billa Gatesa spelnil sie juz dawno. Miliardy DVD i
CD za marne grosze lamia aluminowe nogi stolow na targowiskach i chodnikach calej
Azji. Travellers z Europy czy Stanow otwiera usta ze zdziwienia – jak mozna
sprzedawac najnowsze CD za grosze. Wiec w tym upale, piekle na ziemi, gdzie slonce
nie daje zyc od 6.30 rano do 6.30 wieczorem, zmasakrowani podroznicy leza na
wygodnych kanapac ogladajac film za filmem (najnowsze hollywodzkie hity prosto od
czlonkow akademii i ze stolow montazowych Warner Bros – chciwi inzynierowie dzwieku
czaja sie wszedzie) ssac plastikowe slomki zatkniete w szklanice pelne pokruszonego
lodu.

Nie zawsze mi sie chce. Spore zaleglosci w pisaniu wynikaja zarowno z mojego
lenistwa jak i „braku czasu”. Czas ktory trawie – gadajac o duperelach z przypadkowo
poznanymi ludzmi. Wlasciwie zawsze moge zmienic towarzystwo. To zaleta podrozowania
w pojedynke. Czasem jednak spotykasz ekipe ktora jedzie w tym samym kierunku w takim
samym tempie – wiec wlasciwie zaczynacie podrozowac razem.

Na pewno Ameryka Polduniowa byla czyms czego powtorzyc sie nie da. Szukam wciaz tych
samych dzwiekow zapachow, klimatu nocnych postojow gdzies na pustyni. Druga sprawa
to to ze byl to moj pierwszy taki wyjazd. Zaliczylem maly szok kulturowy. Teraz
wszystko wydaje mi sie bardzo przewidywalne – choc wciaz bardzo inspirujace, czasem
piekne oszalamiajace . Krajobrazy, ludzie, male fragmenty dnia – wszystko sklada sie
w jedna papke – bardzo banalnie sie wyraze – w bycie w drodze. Moglbym rzec – latwe
zycie. Dopoki jest jakas kasa mozna tak zyc bez konca. Lepsze to niz trwanie w
miejscu. Ale po coś Inna sprawa jest gdy zakladasz rodzine i decydujecie sie spedzic
tak zywot – jak cyganie – przemieszczajac sie z cala rodzina z miejsca na miejsce, z
miasta do miasta, z kontynentu na inny.

Pisac, rejestrowac, prowadzic pamietnik. Z czystego egoizmu i nie tylko. Robisz to
dla siebie ale i dla dziesiatkow innych ludzi, ktorzy: a) nudza sie w pracy b) maja
duzo wolnego czasu) c) nie maja go wcale d)zalozyli im wlasnie neostrade e)lubia
sobie czasem poczytac stek bzudr i luknac okiem na pare mega fot.

Moj blog juz dawno przestal byc anonimowy. Wlasciwie stalo sie to samoczynnie –
oczywiscie byl PR – ale taki ze mnie piarowiec jak… (wpisac se)

Podpisywanie sie wlasnym nazwiskiem ma swoje plusy i minusy. Najwiekszym problemem
jest kwestia: co moge napisac a co juz nie – mozna byc bez skrupolow i walic prosto
z mostu – ale tak sie na dluzsza mete nie da.

Opublikowano travel | Otagowano ,