
Archiwa tagu: cambodia
back to phnom penh
rzadkie turblencje nie zaszkodzily mojemu snu. odpadlem bardzo szybko. wczesniej jeszcze przezucenie sterty gazet, sniadanio-lunch i komar.
po 2 godzinach ukazala sie Kambodza. bardzo dziwnie jest tu wracac – wbili mi wize za 20$. Tym samym mam tylko 4 wlone strony w paszporcie – mysle ze powinni wydawac specjalne paszport – megapaszporty – 3-4 grubsze niz zwyczajne . Kazdy co bardziej ambitny kraj, zafascynowany burrokracja kaze ci wypelniac milion papierow, zalaczac zdjecia a nawet w przypadku niektorych krajow nawet pobieranie odciskow palcow. Wkroce zaczna ci pobierac krew i robic skanowanie DNA. Zmierzamy do Matrixa.
Phnom Penh. Spowite mgla, w deszczu przebijam sie przez dziki ale przewidywalny tlum – nikt nie pedzi na zlamanie karkow – ale wszyscy lamia generalnie przepisy ruchu drogowego – ale zaraz zero wypadkow – w polsce tez to bedzie wkrotce – nalezy tylko ograniczyc predkosc do 30 km/h i nie budowac wiecej drog. Bardzo tanie rozwiazanie. W lecie modocykle a w zimie skutery sniezne (oczywiscie oszczedzamy tez na odsniezaniu drog).
Number 9. Jeszcze spi, krople uderzaja o dach, witam sie z zaloga z guesthousu, dostaje pokoj i teraz pora relaksu…
…
2 godziny pozniej deszcz przestal padac, i mimo zachmurzonego nieba nadszedl skwar – pot sie leje, na ulicy bagno. Ludzie leza, spia, snuja sie, z radioodbiorikow i tv cieknie leniwa muza – khmer romantic chill czy cos takiego…
jezioro zaroslo krzaczorami, teraz zamiast brudnego koloru jest zielone – gdzie niegdzie plamy wody
ze stolu bilardowego zniknely bile, teraz czerwona to biala i gra sie tylko czterema.
ponoc w no9 sa jeszcze typy ktorych widzialem tu 2 miesiace temu – trudno w to uwierzyc ale tak jest – chris, simon, barry etc.
moto drivers dalej zuja wykalaczki i probuja cie namowic na przejazdzke lub pada sakramentalna sekwencja 'szmok gandzia szmok gandzia’
tak naprawde nie zmienilo sie nic
choc za pewne tak wiele
czas plynie leniwie – dzis nie robie nic, dzis mam niedziele w poniedzialek
Siem Reap
Zaluzony sen do 12. Dzis wlasciwie tylko pisanie tekstow, moze wrzuce zdjecia jak znajde przyzwoity net i zmykam do Tajlandii. Mam uczucie ze nie skonczylem wszystkiego w Kambodzy wiec na pewno tu wroce…
ANGKOR WAT
15 godzin od switu do zmierzchu w ruinach Angkor, w tym 3 godziny snu w glownej swiatyni podczas najwiekszego upalu, 6 litrow wody, 25 km w tuktuku, zupa z kluskami za 1,5$ , gandzia, slonce, kamienie, dzungla, tysiace ludzi, zdjecia, zdjecia, zdjecia i niesamowity magnetyzm miejsca.
Dave Winfield Jersey
angkor
3 godziny snu i opuszczam no9 i Phnom Penh prawie ze lzami w oczach – bylo pieknie…
autobus do Seam Reap i po 6 godzinach jestem na miejscu.
Swiatynie Angkor wlasciwie niewidoczne – masa ludzi przykrywa je calkowicie, kolorowo odpustowy tlum, mieszanka khmerow i falangow przemieszcza sie po ogromnym terenie – brakuje tylko waty cukrowej i wesolego miasteczka ( a moze ich po prostu nie zauwazylem)
jutro caly dzien w ruinach…
mam na glowie mnostow rzeczy sie okazalo – trza sie skupic i pisac
no to chyba tyle
foty
tuz przed nowym rokiem, ulice bardziej pustawe niz zazwyczaj, mieszkancy wyjechali na wies, do swoich rodzin, w koncu phnom penh dla wielu to tylko miasto szansy, miejsce gdzie moga znalezc prace
….
rowniez na b.art.pl
Da’Ron Payne Jersey



