Archiwa tagu: ..

jaisalmer

cofnelo mnie pare wiekow wstecz

zloty fort na pustyni wynurzyl sie z porannego slonca

2 autobusy z udaipuru i jestem na miejscu

a tu trwa walka o turyste – takiej delegacji powitalnej nie mialem od dluzszego czasu – 30 radzputow witalo przyjezdnych z tabliczkami na ktorych nazwa hotelu widniala + free taxi

potem wiecej

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

translation lost in udaipur

mialem cos napisac. ale wszystko mi sie skasowalo. z glowy.

wiosna. ubrany w 3 koszulki i koszule (wszystko co mam do ubrania). kawa, jajko, tost, pomarancza na dachu. potem w dol i gore odpowiadajac na pozdrowienia (zaczepki z ciekawosci i przede wszystkim w celu zlapania klienta – pliz luk maj szop).

tutaj prowadzi sie zycie typowego kota dachowca, przesiadujac w niezlczonych rooftop restauracjach.

udaipur poraza obrazami. nie smialem nawet podniesc aparatu do oka. na razie sobie popatrze.

 

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Mumbai Slums

 

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

mumbai, slumsy

Milosnicy cracku (chemiczna heroina) na torowisku, slumsy w okolicach dworca Bandra . Mumbai

ravs uchwycil moja osobe tuz po kapieli w bajorku

 

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

mumbai

40 godzin w pociagu znow bandra… w koncu dotarlem. potem wiecej teraz wymiekam

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Niedzielne popoludnie, plaza w Kochi…

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

Kochi

Kochi, na tylach targu z przyprawami w jednej z czesci miasta zwanej Jewtown – od Zydow przybylych tu 2000 lat temu.

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

z kanyakumari do kochi

Thiruvananthapuram czyli Trivandrum


Kerala, Backwaters

Kochi

… znow nie zebralem sie aby spisac co sie w ostatnich dniach dzialo… za duzo sie przemieszczalem – teraz Kochi az do 14 lutego (tego dnia mam pociag do Mumbai)

 

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

pare fotek Madurai i Kanyakumari

Madurai – nowy repertuar do kin zawital

Swiatynia w Madurai, poranne modly

Madurai, prasowka

Kanyakumari, pchelki i weszki

Kanyakumari, poranna toaleta

Kanyakumari, kosciol

kanyakumari, hazadrdzisci


sorry za tak lapidarne opisy, wlasnie dotarlem do trinvandrum (to stara nazwa, nowa jest wyjatkowo skomplikowana)… i padam ze zmeczenia… czas bedzie sie polozyc… zmontowalem 2 kolejne filmy ale lacza za wolne.

 

Opublikowano India, travel | Otagowano ,

kanyakumari

no dobrze. dalem sie podejsc. przez chwile nie bylem czujny i zrobili mnie w konika polnego. do kanyakumari mialem (chcialem) jechac pociagiem, ale sie okazalo ze nie ma bezposrednich i trzeba sie przesiadac gdzies po drodze na autobus. pokrecilem sie w okolicach dworca (tzn nawet nie musialem za bardzo bo po doslownie 15 sekundach dorwali mnie kolesie z biura podrozy). Onli tri auers ser, ekspres, werio gud, handred fifti. Ok zabulilem 150 i na drugi dzien stawilem sie z ranca przed biurem. jeszcze wczesniej doszlo do awantury w hotelu, przy oddawaniu kluczy, ciec stwierdzil ze hotel jest 24 na dobe otwarty i jezeli wbilem sie do pokoju o 4.15 rano to doba konczy sie rowno po 24 godzinach i ze mam doplacic jeszcze za nastepny dzien – pokazalem mu srodkowy palec i szybko wyszedlem z hotelu (zeby nie nazwac tego ucieczka). Koles z biura niestety sklamal lub tez nie powidzial prawdy – autobus wcale nie odjezdza spod biura podrozy, ale trzeba bylo miejskim autobusem jechac za miasto (godzinka w plecy) i tam za 10 muinut odjezdza lokalny autobus do kanyakumari (hehe 70 rupii, a ja zaplacilem 150). Mniejsza o kase, chodzi o zasady – robienie w ciula niewinnych i zakreconych typow jak ja to rozrywka w indiach.

Autobus i cala droga okazaly sie bardzo spoko. Przespalem 3 godzinki a nastepne 3 gapilem sie przez okno. gdzies za szarej olowianiej zaslony chmur (pomimo oslepiajacego slonca) majaczyly gory o dziwacznych ksztaltach – wyrastaly wprost z rozleglej rowniny pelnej wiatrakow. liczba wiatrakow siegala zapewne setek – wiatrakowe pola ciagnely sie az po horyzont i zachwycilyby nie jednego don kichota czy tez milosnika alternatywnych zrodel energii. te gory tak na mnie podzialaly ze postanowilem tam sie udac za jakis czas, rezygnujac z bezposredniej jazdy do mumbaju powlocze sie po gorskich stacjach odrobine.

20 kilosow od celu podrozy jedna z miejsowosci tonela w czerwieni flag z sierpem i mlotem – znak ze zblizam sie do stanu Kerala – gdzie komunisci sprawuja rzady (jak i Zachodnim Bengalu).

No i jestem na miejscu. Tutaj wody zatoki bengalskiej, morza arabskiego i oceanu indyjskiego spotykaja sie w jednym miejscu – koniec subkontynentu – poludniowy koniuszek indii – tam lezy niewielkie miasteczko Kanyakumari. Z tego co sie zdazylem zorientowac tsunami unieszczesliwilo mieszkancow. Zniszczone nadbrzeze, rozwalone lodzie – wszystko jednak wraca do normy (oprocz turystow ktorych prawie nie widac).

slonce zachodzi, koniec dnia, wbijam sie zaraz do hotelu popracowac troche nad muzyka i filmami no i calkiem sporo zdjec dzis powstalo…

Opublikowano India, travel | Otagowano ,