Archiwum autora: Bart Pogoda

lost dias

 

Opublikowano common life | Otagowano , ,

Reserved spring-summer 2013 | Backstage feat. Cara Delevingne

link to campaign

backstage photo: Bart Pogoda / AFPHOTO.pl
model: Cara Delevingne
photographer: Mateusz Stankiewicz / AFPHOTO.pl
stylist : Karin Smeds
concept and production : afphoto.pl
hair stylist: Łukasz Pycior
make up: Wilson / Warsaw Creatives
styling assistant: Alicia Hansen
photography assistant: Maciej Ryter
director: Antek Nykowski
cinematographer: Michał D?bal
location: Miami, Fl

Opublikowano fashion, work | Otagowano , ,

Reserved spring-summer 2013 | men’s collection

Reserved spring-summer 2013 | men’s collection from Bart Pogoda on Vimeo.

camera, edit, colors: Bart Pogoda

model: Dominique Melchior
stylist : Karin Smeds
concept and production : afphoto.pl
hair stylist: Łukasz Pycior
make up: Wilson / Warsaw Creatives
styling assistant: Alicia Hansen

Opublikowano fashion, work | Otagowano , , ,

lost and found frames from Japan

Opublikowano travel | Otagowano

Kyoto

Opublikowano travel | Otagowano ,

Making of Reserved | spring-summer 2013

Making of Reserved spring summer 2013 | feat. Cara Delevingne from Bart Pogoda on Vimeo.

Making of Reserved spring – summer 2013 | feat. Dominique Melchior from Bart Pogoda on Vimeo.

 

Opublikowano fashion, movies, work | Otagowano , ,

Lost in Naoshima.

W poprzedniej notce sparafrazowałem tytuł „Hiroshima moja miłość”. Teraz po spędzonych tu czterech dniach bardziej porównywałbym całą historię z serialem „Lost”.

Mamy wyspę. Jest pagórkowata, porośniętą gęstym lasem, nad którym w paru miejscach unosi się czarny dym. Porozrzucane są po okolicy niesamowite budowle z betonu i stali (Benesse House complex) – niektóre zbudowane pod ziemią (Chichu Art Museum). Właścicielem wszystkiego jest szef Benesse Corporation pan Soichiro Fukutake (700 albo 800 na liście Forbesa) , miłośnik sztuki, który prywatną kolekcję wsadził w niesamowite betonowe dzieła sztuki architektonicznej zaprojektowane przez światowej sławy Tadao Ando. Na drugim końcu wyspy swoją enklawę ma Mitsubishi Materials – ale tam za bardzo wejść nie można.

Benesse House to też drogi i niesamowity hotel, mieszczący w sobię restaurację, spa oraz muzeum z takimi sobie dziełami sztuki (moim zdaniem trochę przypadkowy zbiór dzieł takich gości jak Andy Warhol, Richard Long, Bruce Nauman). Ale już Chichu Art Museum powala doskonałością formy, pomysłowością i minimalizmem zen w wykonaniu ekspozycji James’a Turrell’a. Ascetyczne pomieszczenia, w nich panie galerianki ubrane w białe stroje jak z jakiegoś kosmicznego laboratorium, kierują nas z jednej sali do drugiej, czasem nakazując zdjąć buty a czasem siedzieć i milczeć przez 5 minut. Beton, drewno, zen ogrody, przesuwające się automatyczne szklane tafle szkła i genialne naturalne światło. I chyba najpięknieszy widok na wyspę i morze z małej Cafe. No i najgorsze dla fotografa – ZAKAZ ROBIENIA ZDJĘĆ we wszystkich obiektach należących do Benesse. Paranoiczne zakazy, nakazy, przepisy no i wzrok z kamer przemysłowych obserwujących każdy twój krok. Zakazu nie złamaliśmy. W każdym z obiektów słyszliśmt wydukane „priz noł fotogri”. A w Chichu wręczyli nam plastikową torbę do której włożyliśmy aparaty. ;)

W wiosce Honmura po drugiej stronie wyspy mamy natomiast Art House Projekt – genialny przykład rewitalizacji starych zniszczonych i opuszczonych domów. 6 obiektów i parę niespodzianek (znów James Turrel).

Chodziliśmy sobie po zupełnie opuszczonej wyspie. Naprawdę niewielu mieszkańców spotkaliśmy. Oczywiście czasem przemknął na wypożyczonym rowerze artystowski turysta, japoński hipster czy miłośniczka architektury z Osaki. Ludzie przyjeżdżają tu na jedną noc i znikają. My trochę na luzie spędziliśmy tu 4 noce. Może nie potrzebnie ale przydało się nam trochę spowolnienia sytuacji.

Opublikowano travel | Otagowano ,

Naoshima Mon Amour

….a tekst o Naoshimie pewnie jutro albo pojutrze. dobranoc

Opublikowano common life | Otagowano ,

Beppu

Opublikowano travel | Otagowano ,

Beppu.

Beppu – przenosimy się do piekła i o 40 lat wstecz:)

Uwielbiam takie oldskulowe miejscówki – czas zatrzymał się tu w 1979 roku. Może czasem wehikuł czasu skacze do 1988, ale nie dalej.

Wykonaliśmy parę przesiadek i skoczyliśmy na południowy zachód. Na wyspę Kiusiu. Znów o tym napiszę – byłem w 80 krajach albo więcej – w żadnym nie było tak sensownego transportu…

Mieszkamy w starym domu z otwartym furo – czyli małym basenem z pobierającym wodę z naturalnego źródła. Gorąco jak cholera. Siska wytrzymała 2 minuty ja trochę więcej jako że tłuszczyk można podgrzewać bezboleśnie. Dom jest z drewna, dwupiętrowy, też czuć późne lata 60te. Nerwowa i hektyczna właścicielka jest bardzo miła, dużo się kłania i mówi trochę po angielsku – dom ten zbudował jej pradziadek i jest to jeden z pierwszych hoteli w mieście.

Niedaleko stąd nad morze, pięć minut spacerkiem i już można spacerować po okropnym betonowym deptaku w cieniu zgniłych hotelu z lat 70tych. Na północ tuż u podnóża gór jest inna dzielnica zwana Kannawa – tam mieści się „9 piekieł” – naturalnych dymiących źródeł. Kicz o jakiego nie podejrzewałbym Japończyków. Chińczycy chyba ich za to kochają. Kupujemy bilety i zwiedzamy – turyści gotują jajka w wulkanicznych jeziorkach, podziwiają krokodyle gęsto upchane w stawach i biednego słonia za kratami. Zmykamy stamtąd szybko skupiając się na okolicy poniżej. Z kanalików dymi, bucha, czasem niewiele widać. Niesamowite konstrukcje rur, zaworów, kolanek wyrastają na podwórkach i rogach ulic. To regulatory natury – wokoło wyrosło masę onsenów, które przyciągają turystów z całej Japonii.

Wspominam o tym, że wszystko wygląda jak w latach 70tych – nie wiem dlaczego – ale jest taki klimat. Daleko do nowoczesności Tokio. Tak jak zostało wszystko zbudowane kilkadziesiąt lat temu nie widać aby ktokolwiek miał chęć poprawiać i udoskonalać.

Opublikowano travel | Otagowano ,